Reklama

Reklama

Organizatorzy IO'2012 wydadzą wojnę "konikom"

Organizatorzy letnich igrzysk olimpijskich 2012 r. w Londynie zamierzają zdecydowanie walczyć z biletowymi "konikami" i zapewnić łatwy dostęp do biletów na zawody olimpijskie prawdziwym kibicom sportu.

"Będziemy bardzo starannie monitorować aktywność koników, przy użyciu służb bezpieczeństwa. Jest wiele wyrafinowanych sposobów zarządzania dystrybucją biletów i będziemy bardzo agresywni w polowaniu na spekulantów" - powiedział we wtorek dyrektor wykonawczy w komitecie organizacyjnym londyńskich igrzysk (LOCOG) Paul Deighton.

Reklama

Wiele obiektów tegorocznych igrzysk w Pekinie świeciło pustymi miejscami na trybunach, podczas gdy wokół nich roiło się od nielegalnych sprzedawców wejściówek. Podczas jednego nalotu na okolice "Ptasiego Gniazda" złapano ponad 200 koników, w tym cudzoziemców.

Deighton powiedział, że system dystrybucji biletów, który zostanie opublikowany w 2010 r., będzie uwzględniał szerszy dostęp do biletów dla fanów sportu, poprzez niewygórowane ceny. Wejściówki na IO 2012 r. zostaną skierowane do sprzedaży w 2011 r.

Deighton przyznał, że decyzja o usunięciu softballu i baseballu z programu IO 2012 utrudni brytyjskim organizatorom osiągnięcie zamierzonej sumy 400 mln funtów dochodu ze sprzedaży biletów.

"Naszym celem jest maksymalne zwiększenie dostępności biletów w akceptowalnych przez ludzi cenach. Chcemy, by stadiony były wypełnione dopingującymi olimpijczyków kibicami, którzy stworzą atmosferę igrzysk" - podkreślił Deighton.

Poinformował, że LOCOG prowadzi rozmowy z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim na temat zmniejszenia liczby akredytowanych miejsc na zawodach eliminacyjnych, by uniknąć pustek na trybunach. Brytyjczycy chcą, by zawody olimpijskie były bardziej dostępne dla publiczności niż te w Pekinie.

"Problem pustych krzesełek na stadionach w Pekinie powstał, bo bilety były dystrybuowane w całym kraju po bardzo niskich cenach. Niekiedy traktowano je jako... pamiątki. Na przykład w Mongolii Wewnętrznej nalepiano je na ścianach mieszkań. Potem dziwiono się, że ludzie nie zjawiali się na stadionach" - zakończył dyrektor Deighton.

Dowiedz się więcej na temat: dostęp | zawody

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje