Reklama

Reklama

Odra zalała Arkę

Szkoleniowiec Odry Wodzisław, która niespodziewanie pokonała w meczu 1/16 finału Remes Pucharu Polski Arkę Gdynia 2:1, ucieszył się ze stylu zaprezentowanego przez jego zespół. Trener przegranych uznał rezultat za sprawiedliwy i do odpadnięcia drużyny z rozgrywek podszedł z dystansem.

Janusz Białek (Odra Wodzisław): - Na pewno każde zwycięstwo cieszy na trudnym terenie w Gdyni. Spotkały się dwa zespoły, które w ostatniej kolejce zagrały dobre mecze, dobrze grały. Z ciekawością, nie tylko trenera, ale i kibica, przyglądałem się, jak to będzie wyglądało. Myślę, że zaprezentowaliśmy się dobrze. Kombinacyjna gra, sporo biegania, sporo dobrych akcji. Ten cel, który sobie zakładaliśmy, czyli takie zrobienie małej niespodzianki i pokonanie Arki udał się w stu procentach. Także na

pewno jesteśmy zadowoleni. Myślę, że przypieczętowaliśmy to niezłym

Reklama

spotkaniem.

Czesław Michniewcz (Arka Gdynia): - Gratuluję Januszowi Białkowi, gratuluję Odrze awansu do kolejnej rundy. Zasłużyli w pełni na to, grając dzisiaj lepiej od nas, zwłaszcza w pierwszej połowie, kiedy stworzyli mnóstwo sytuacji. Wykorzystali tylko jedną i tę chyba najgorszą z tych, które mieli. My z kolei nie rozegraliśmy dobrego

spotkania. Liczyliśmy na więcej, liczyliśmy na awans do kolejnej rundy. Mieliśmy duże nadzieje związane z Remes Pucharem Polski. Tak się nie stało, przyjdzie nam teraz rywalizować tylko w Pucharze Ekstraklasy oraz w lidze i na tym się skupiamy. Nie stała się tragedia, to jest piłka, to jest sport. Do finału jeszcze daleko. Taka bramka w 90. minucie może jakoś podłamać zespół, ale my w pełni na to zasłużyliśmy, także nic tutaj więcej nie można powiedzieć.

Zawodnicy obu drużyn, choć w odmiennych nastrojach, przyznali, że wynik oddaje siłę zespołów w środowym spotkaniu i jego przebieg.

Marcin Dymkowski (obrońca Odry Wodzisław): - Powiem szczerze, że ten mecz powinniśmy rozstrzygnąć już w pierwszej połowie, powinno być przynajmniej 3:0, ale dobrze się złożyło, bo wygrała drużyna lepsza w dzisiejszym spotkaniu. To Arce zależało na tym, żeby wygrać ten mecz, chcieliśmy zaskoczyć przeciwnika z kontry i to się udało dwa razy. Schodzimy z boiska jako zwycięzcy.

Bartosz Hinc (pomocnik Odry Wodzisław): - Mieliśmy taką taktykę, żeby po stracie

piłki cofać się do połowy przeciwnika i wyprowadzać ewentualne kontry. Pierwsza połowa to zasłużone nasze prowadzenie, bo takich dogodnych sytuacji było więcej, z cztery, pięć. To najmniejszy wymiar kary dla Arki. Druga połowa to już większa przewaga Arki, która cały czas nas atakowała. My tylko się broniliśmy, ale też były wyprowadzane kontry. Brakowało dokładności, ale mówiłem w czasie meczu przy 1:1 Dymkowskiemu, że jeśli wyprowadzimy jakąś kontrę, to strzelimy w końcu bramkę. Udało się. Teraz czeka nas długa podróż, ale będziemy w lepszych humorach. Cieszymy się, że przeszliśmy do następnej rundy.

Bartosz Ława (pomocnik Arki Gdynia): - Czy przeciwnik był wymagający? To pokazał sam mecz, przeciwnik na naszym tle prezentował się bardzo dobrze. My ewidentnie

przespaliśmy pierwszą połowę spotkania, Odra nas zaskoczyła swoją postawą i zagrała naprawdę dobry mecz, pierwsza strzeliła bramkę, a mogła zdobyć ich jeszcze więcej. Moim zdaniem, wygrała zasłużenie. Niewiele szło po naszej myśli, było to raczej widać, mam nadzieję, że z Wisłą pójdzie lepiej.

Marcin Pietroń (pomocnik Arki Gdynia): - Nie awansowaliśmy dalej, nie tak miało to

wyglądać. Mieliśmy wygrać. Najtrudniej gra się z takimi drużynami, które grają z kontr, zamykają się w polu karnym. Pierwszą bramkę straciliśmy po dosyć głupich błędach. Staraliśmy się atakować, w drugiej połowie cały czas siedzieliśmy na przeciwniku. Udało nam się strzelić bramkę, jednak musieliśmy zagrać większą ilością zawodników z przodu, odkryć tyły. Straciliśmy drugiego gola i pożegnaliśmy się z pucharami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL