Reklama

Reklama

Obraniak żałuje, że nie chowa w ogrodzie jajek

Piłkarz OSC Lille i reprezentacji Polski Ludovic Obraniak mimo napiętego kalendarza meczów w okresie przedświątecznym nie wyobraża sobie Wielkanocy bez tradycyjnego obiadu. Żałuje jedynie, że nie podtrzymuje zwyczaju chowania w ogrodzie jajek z prezentami.

Jak spędzi pan Święta Wielkanocne?

Reklama

Ludovic Obraniak: - Przyjedzie do nas, do Lille, rodzina i w poniedziałek siądziemy razem do tradycyjnego obiadu. Moi bracia są niestety zbyt dorośli, żeby chować dla nich w ogrodzie jajka. Szkoda, bo zachowuję w pamięci te wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa. Właśnie szukanie jajek z prezentami jest tradycją w mojej rodzinie i zamierzam ją podtrzymywać, gdy założę własną. Święta i czas je poprzedzający to dla mnie zawsze okres rozmyślań i zastanowienia się nad samym sobą, nawet gdy gram mecz za meczem. Nie znam niestety polskich tradycji wielkanocnych, ale przestrzegam zwyczajów chrześcijańskich, w których duchu się wychowałem.

Reprezentacja Polski rozegrała już kilka meczów pod wodzą Franciszka Smudy. Jak się panu z nim współpracuje? Co się zmieniło w kadrze od odejścia Leo Beenhakkera?

- Niezależnie od tego, kto jest trenerem w drużynie narodowej zawsze panuje bardzo dobra atmosfera. Pod tym względem mam same miłe doświadczenia. Holender jest na pewno bardzo dobrym trenerem, ale nie znałem go wystarczająco długo, aby wyrobić sobie o nim przekonującą opinię. Dlatego trudno mi porównać go ze Smudą. Mogę tylko powiedzieć, że obecny selekcjoner jest bardziej komunikatywny. Czuję, że mi ufa, a ja staram się to odwzajemnić postawą na boisku.

A co się zmieniło na boisku?

- Smuda jest coachem, który nie boi się ryzykować w taktyce, stawia zdecydowanie na ofensywę. Gramy praktycznie trójką napastników, w tym jedną klasyczną "10". To jest koncepcja gry, którą lubię, w której czuję się dobrze.

Wraz z kolegami z OSC Lille długo musieliście łączyć rozgrywki francuskiej ekstraklasy z udziałem w Lidze Europejskiej, gdzie dotarliści do 1/8 finału. To wynik na miarę oczekiwań? Jakie były cele drużyny?

- W fazie grupowej trafiliśmy na naprawdę trudnych rywali. Valencia, Genoa, Slavia Praga to uznane firmy, doświadczone na międzynarodowej arenie, ale awansowaliśmy do kolejnej rundy. Później wyeliminowaliśmy groźne Fenerbahce Stambuł, z kilkoma głośnymi nazwiskami w składzie. Pełni wiary i nadziei byliśmy po zwycięstwie nad Liverpoolem 1:0, ale w rewanżu na Anfield Road polegliśmy 0:3. I pojawiło się lekkie rozczarowanie, głównie dlatego, że fajna przygoda się skończyła. Z perspektywy czasu uważam, że stać nas było na wyeliminowanie słynnej angielskiej drużyny. Mimo wszystko, to było dobre, cenne doświadczenie.

W lidze francuskiej Lille jest piąte i ma tylko dwa punkty straty do lidera z Bordeuax. Czy w klubie mówi się otwarcie o walce o mistrzostwo Francji? Jak ocenia pan szanse?

- Wychodzę z założenia, że wszystko jest możliwe, ale trzeba być realistą. Jesteśmy w czołówce, lecz rywale są bardzo mocni. Najważniejsze będzie nastawienie, odporność psychiczna. Do celu dotrze pierwszy ten, który wytrzyma mentalnie. Walka o tytuł będzie trwać do ostatniej kolejki. Już dawno końcówka sezonu we Francji nie zapowiadała się równie pasjonująco...

Co z planami transferowymi? Nadal myśli pan o zmianie otoczenia?

- Póki co maksymalnie koncentruję się na grze dla Lille i walce o jak najlepsze miejsce w lidze. Decyzję o przyszłości podejmę pod zakończeniu rozgrywek. Nie ukrywam, że liga niemiecka to coś, co mnie pociąga. To byłoby dla mnie wyzwanie. Poza tym z Niemiec jest bliżej do Polski. Pozostanie we Francji jest jednak także możliwe, niczego nie wykluczam.

Dowiedz się więcej na temat: jaja | reprezentacja Polski | święta | Ludovic Obraniak | Lille | obraniak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje