Reklama

Reklama

Nowy rok obfity w pojedynki Barcy i Realu

W 2011 roku było ich siedem, nie ma jednak żadnej gwarancji, że najbliższe 12 miesięcy nie przyniesie kolejnego rekordu. Jeśli dziś w Pampelunie nie zdarzy się cud, rywalizacja Realu z Barceloną zacznie się już w styczniu.

Wspomnienie przełomu kwietnia i maja 2011 roku będzie jeszcze długo nękać znaczną część fanów futbolu. Nawet tych uważających Primera Division za najwspanialszą ligę świata. W zaledwie 17 dni Real Madryt i Barcelona rozstrzygały w bezpośrednim boju losy wszystkich trofeów. Atmosfera wojny, z oskarżeniami o spiski, wyzwiskami, pomówieniami pozostawiła gigantycznego kaca w świecie futbolu. Część ludzi tak się jednak w nią wciągnęła, że po finale Champions League na Wembley nie mogła darować trenerowi Manchesteru United Aleksowi Fergusonowi, iż nie zastosował przeciw drużynie Pepa Guardioli metod Jose Mourinho.

Reklama

Nie ma dobrych wieści, dla tych, którzy boją się powtórki w 2012 roku. Na 99,9 proc rywalizacja hiszpańskich kolosów zacznie się już w styczniu dwoma klasykami w ćwierćfinale Pucharu Króla. Aby jej uniknąć, najlepsza drużyna świata musiałaby dziś przegrać w Pampelunie 0-5. Wydaje się to prawdopodobne tak samo, jak atak kosmitów. Najwyższa porażka Barcy pod wodzą Guardioli to jak dotąd 1-3.

A po klasykach w Pucharze już poleci: dwa mecze w Champions League, jeden ligowy na Camp Nou, dwa w Superpucharze Hiszpanii i kolejny ligowy jesienią. Dla tych, którzy już krzyczą: "nie", jest dobra wiadomość. Real i Barca nie mają szans się zmierzyć w meczu o Superpuchar Europy i na mundialu klubów.

Oczywiście rekord ośmiu klasyków w 2012 roku paść nie musi. Na razie pewne są cztery, o ile Osasuna nie dokona cudu. Gracze Realu, z szacunku dla piłkarzy z Pampeluny, odmawiają wciągania ich w medialne debaty na temat ćwierćfinałów z Barcą, prasa hiszpańska nie ma jednak skrupułów. Już zaczęła analizować warianty gry, jakie Jose Mourinho przygotowuje na najbliższy mecz z Barceloną. Wiadomo, że na Santiago Bernabeu nie zagra kontuzjowany Sami Khedira i ukarany za kartki Alvaro Arbeloa. Kadra "Królewskich" jest jednak wystarczająco szeroka.

W 2011 roku bilans siedmiu klasyków wyglądał tak: trzy zwycięstwa Barcelony, trzy remisy i jedna porażka w finale Pucharu Króla. Nie wygląda on miażdżąco na korzyść Katalończyków, tak jednak w istocie było. Wszystkie trzy remisy: w lidze wiosną, w Champions League i w Superpucharze były bowiem korzystne dla zespołu Pepa Guardioli. W minionym roku Barca zdobyła 5 trofeów, Real jedno.

Przewaga psychologiczna jest więc po stronie Katalończyków. Oni wygrali ostatnie Gran Derbi na Santiago Bernabeu 3-1. Tyle, że Real także ma powody do wiary we własne siły: bilans jego ostatnich 21 meczów, to 20 zwycięstw i jedyna porażka z Barceloną. Katalończycy znają sposób na "Królewskich", ale nie mogą z nimi wygrywać w nieskończoność.

"Bardziej niż Puchar, liczy się dla mnie liga" - mówi Jose Mourinho. Faktycznie Real, lider tabeli z pięcioma punktami przewagi, spragniony jest mistrzostwa kraju, które zdobył ostatnio w 2008 roku. Dla obu stron najbardziej prestiżowa wciąż pozostaje jednak Liga Mistrzów. Może dojdzie do hiszpańskiego finału na Allianz Arena w Monachium? Wtedy liczba możliwych w 2012 roku klasyków zmaleje chociaż o jeden.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL