Reklama

Reklama

Nowakowski: Polki mogą być "czarnym koniem"

Środkowy reprezentacji siatkarzy Piotr Nowakowski uważa, że w trwających w Polsce mistrzostwach Europy kobiet drużyna trenera Jerzego Matlaka może być "czarnym koniem" turnieju. "Złoty dublet byłby wspaniały" - powiedział PAP tegoroczny mistrz Europy z Izmiru.

Niespełna dwa tygodnie po tym, jak wywalczyliście w Izmirze złoty medal do walki w mistrzostwach Europy przystąpiły kobiety. Czy są według pana w stanie powtórzyć wasz sukces?

Piotr Nowakowski: - Taki dublet byłby wspaniały. Nie miałem okazji za bardzo śledzić przebiegu wszystkich meczów, widziałem tylko końcówki, więc trudno ocenić formę dziewczyn. Ważne, że szybko zapewniły sobie awans do drugiej rundy. Jestem przekonany, że powalczą o najwyższe cele. Własna publiczność, znana im hala na pewno w tym pomogą. Mogą być podobnie jak my "czarnym koniem" mistrzostw. Na nas też nikt nie stawiał przed rozpoczęciem turnieju w Turcji.

Reklama

Myśli pan, że mogą wywalczyć złoto?

- Chciałbym, by podążyły naszym śladem. To jest, podobnie jak nasza, bardzo odmłodzona drużyna. Będę mocno trzymał kciuki i życzę im z całego serca złotego medalu.

Jaki znaczenie ma dla pana udział w zakończonym w niedzielę w Warszawie Memoriale Zdzisława Ambroziaka?

- To bardzo miłe, że gram w zespole, który został zaproszony do udziału w takim turnieju. Pan Ambroziak był wspaniałym sportowcem i człowiekiem. Cieszę się, że mamy możliwość uczcić jego pamięć. Poza tym to świetna okazja, by jeszcze przed sezonem wypróbować nowy skład, ustawienia taktyczne i po prostu się zgrać.

Do Domexu Tytan AZS Częstochowa, w którym pan występuje, doszło sporo nowych zawodników - przyjmujący Dawid Murek i Piotr Łuka, rozgrywający Marek Kardos oraz atakujący Paweł Mikołajczak.

- Przyzwyczailiśmy się do tego, że co roku gramy w całkiem nowym składzie. To cieszy, że się wzmocniliśmy, bo doszli do nas naprawdę dobrzy siatkarze. Cel na razie mamy jeden - chcemy wygrać każdy następny mecz.

Ciężko było wrócić po zdobyciu mistrzostwa Europy do klubowej rzeczywistości?

- Wręcz przeciwnie. Lubię to, co robię, więc zawsze z miłą chęcią wracam na parkiet. Odpoczynek nie był zbyt długi, bo trwał tylko trzy dni.

Jak pan je spędził?

- Przede wszystkim leniuchowałem i leżałem bezczynnie w łóżku. Starałem się spędzić jak najwięcej czasu z rodziną i dziewczyną, bo ostatnio nie miałem ku temu wielu okazji.

Jest pan teraz rozpoznawalny. Czekają na łowcy autografów, ciągle pozuje pan do zdjęć. To nowa

rola. Jak się pan w niej czuje?

- Dobrze. Popularność mi nie przeszkadza. Lubię to.

Rozmawiała Marta Pietrewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL