Reklama

Reklama

Nikołaj Dawidienko: Nie jestem Paris Hilton

Uważany za "czarnego konia" turnieju tenisowego Australian Open Nikołaj Dawidienko jest sportowcem, który nie rzuca się w oczy i nie dba o popularność. Po pokonaniu w pierwszej rundzie turnieju Niemca Dietera Kindlmanna 6:1, 6:0, 6:3 powiedział krótko - "nie jestem Paris Hilton".

Miejscowi kibice rzeczywiście mogą mieć trudności z rozpoznaniem szóstej rakiety świata, gdyby zobaczyli niewysokiego mężczyznę w dresie, siedzącego w rogu sali i spożywajacego obiad. "Nie chcę być taki, jak oni. Jak Rafa i Roger. Tych facetów nigdy nie widziałem przy śniadaniu. Pozostają w swoich pokojach i korzystają z obsługi hotelowej. Ja wolę zejść na śniadanie lub obiad. Dla mnie jest lepiej, że nie jestem tak sławny" - powiedział dziennikarzom Rosjanin. Jak przyznał, nawet w ojczyźnie nie jest rozpoznawany. "To naprawdę wielki kraj" - wyjaśnił.

Reklama

2009 rok Dawidienko zakończył wspaniale, wygrywając z Federerem, Nadalem i mistrzem USA Argentyńczykiem Juanem Martinem Del Potro. Dzięki temu triumfował w ATP Tour Finals w Londynie. Ten sukces niewiele zmienił w jego sportowym życiu. Zarobił tylko więcej niż przedtem, znacznie więcej niż kosztował go dwutygodniowy urlop z żoną na Malediwach. Ta przerwa dobrze mu zrobiła. W nowym sezonie, w 2010 r. znowu jest niepokonany. Ponownie wygrał z Federerem i Nadalem, tym razem w turnieju w ATP World Tour w Dausze.

Przeciwnicy zauważyli zmianę w jego grze. Znaną im szybkość poruszania się po korcie połączył z "ciągiem" na siatkę. Po przegranej z nim w Londynie Del Potro powiedział mu, że grało mu się, jak z postacią z gry komputerowej. "Chcę być szybki, chcę biegać szybko. Del Potro powiedział mi, że jestem jak z PlayStation 3. Wszyscy wiedzą, że jestem szybki. Teraz staram się być jeszcze szybszym i przejść na poziom PlayStation 4. Mam nadzieję, że to mi się uda, a to ważne" - zakończył Dawidienko.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy