Reklama

Reklama

Niemczyk: Matlak wykonał kawał dobrej roboty

Były selekcjoner reprezentacji siatkarek Andrzej Niemczyk optymistycznie ocenia szanse Polek na dobry występ w zbliżających się mistrzostwach Europy. - Podoba mi się gra dziewczyn. Jurek Matlak mimo wszystkich tych komplikacji wykonał kawał dobrej roboty - powiedział.

Były selekcjoner reprezentacji siatkarek Andrzej Niemczyk optymistycznie ocenia szanse Polek na dobry występ w zbliżających się mistrzostwach Europy. - Podoba mi się gra dziewczyn. Jurek Matlak mimo wszystkich tych komplikacji wykonał kawał dobrej roboty - powiedział.

Polskie siatkarki w piątek w Łodzi meczem z Hiszpanią rozpoczną udział w mistrzostwach Europy. W pierwszej fazie grupowej zagrają jeszcze z Chorwacją i Holandią. Ostatnim sprawdzianem podopiecznych Jerzego Matlaka był wtorkowy sparing z Włoszkami, który Polki przegrały 2:3. Pojedynek z aktualnymi mistrzyniami Europy oglądał Niemczyk, który pozytywnie ocenił grę "Biało-czerwonych".

- Przy ocenie tego sparingu trzeba skupić się na pierwszym secie, kiedy to obaj trenerzy zagrali pierwszymi szóstkami. Mecz był wyrównany, niemal do końca było punkt za punkt. Wprawdzie przegraliśmy seta do 22, ale podobała mi się gra dziewczyn. Jurek Matlak mimo tych wszystkich komplikacji fajnie to połatał i wykonał kawał dobrej roboty. Duży plus naszej reprezentacji to gra Mileny Sadurek, z której Matlak z wystawiającej zrobił rozgrywającą. Przyjęcie, z którym mieliśmy ostatnio dużo problemów, było na dobrym poziomie. Można było rozprowadzić blok rywalek. Z drugiej strony Włoszki też gubiły nasz blok, ale one grają bardzo szybką siatkówkę. Ze słabszymi drużynami, nasz blok powinien już zafunkcjonować - przekonywał były trener "Złotek".

Reklama

Jego zdaniem główny mankament polskiego zespołu to "brak wzrostu". Kontuzje wyeliminowały głównie wysokie zawodniczki - Małgorzatę Glinkę, Joannę Mirek, Annę Podolec czy Katarzynę Skowrońską-Dolatę.

- Ten brak wzrostu przy dobrym przyjęciu nie będzie problemem w akcjach ofensywnych. Gorzej będzie, gdy dziewczynom przyjdzie atakować z wysokich piłek, choć Ola Jagieła całkiem nieźle radziła sobie nawet przy podwójnym bloku. W defensywie, w meczach z wysokimi zespołami, jak z Rosją, nie muszą na siłę starać się zablokować, ale przede wszystkim grać wyblokiem - tłumaczył.

Niemczyk przyznał, że podczas pracy z reprezentacją nie miał aż tylu kłopotów kadrowych, co obecny szkoleniowiec.

- U mnie problemy właściwie pojawiły się w 2006 roku. Choroba wykluczyła Agatę Mróz, Dorota Świeniewicz zaszła w ciążę, kłopoty z kolanem miała Maria Liktoras, na mistrzostwa świata z kontuzją pojechała Iza Bełcik, a Kaśka Skorupa przeleżała cały turniej w łóżku. Ja przed mistrzostwami też znalazłem się w szpitalu i nie prowadziłem już zespołu. Mieliśmy więc podobne kłopoty ze składem, jakie ma teraz Matlak. Trzeba pamiętać, że dwie zawodniczki z obecnego składu - Natalia Bamber i Eleonora Dziękiewicz - dołączyły do tego zespołu bardzo późno. Było widać, że brakuje im jeszcze ogrania - podkreślił.

Według Niemczyka, w kadrze mogło znaleźć się miejsce dla Mileny Rosner, grającej ostatnio w Muszyniance Fakro Muszyna. - To jest jednak wyłącznie decyzja Jurka Matlaka i ja jej nie oceniam. Milena miała faktycznie słaby sezon klubowy i być może to właśnie zadecydowało. Uważam jednak, że mogłaby wzmocnić na pewno przyjęcie czy grę w obronie. A nawet atak miała dość specyficzny, biła po bloku, czasami trudno było ją zatrzymać. Poza Mileną nie widzę innych, zdrowych zawodniczek, które mogłyby jeszcze znaleźć się w kadrze na mistrzostwa Europy - przyznał.

Jego zdaniem pod nieobecność kontuzjowanych gwiazd liderką zespołu powinna być Aleksandra Jagieło, która zdobywała mistrzostwo Europy w 2003 i 2005 roku. - Ale ciężar zdobywania punktów wszystkie dziewczyny muszą brać na swoje barki. Siła reprezentacji musi być w zespole, zresztą tak jak było w męskiej reprezentacji - podkreślił.

W gronie faworytów turnieju Niemczyk wymienia reprezentacje Włoch, Rosji, Serbii, Holandii i Polski. - Zawsze ktoś z boku może wyskoczyć. Mogą zamieszać Turczynki, a także Niemki - zaznaczył.

Pytany, czy nie żałuje, że mistrzostwa Europy odbywają się w jego rodzinnej Łodzi, gdy już nie jest szkoleniowcem reprezentacji, odparł: - Nawet gdybym nie skłócił się ze związkiem trzy lata temu i tak bym najdłużej prowadził kadrę do igrzysk olimpijskich w Pekinie.

- Nie jest też powiedziane, że gdyby wcześniej Polska była organizatorem mistrzostw - w 2003 czy 2005, zdobylibyśmy złoty medal. Dziewczyny mogłyby spiąć się niepotrzebnie. Jest jednak obawa, że przed własną publicznością zespół będzie chciał zagrać na 110 procent i wyjdzie spięty na boisko. Trzeba im powiedzieć: dziewczyny gramy swoje, to co na treningu, nic lepiej. Jak robiłaś trzy błędy na dziesięć w przyjęciu, to rób trzy błędy w meczu, bo jesteś wtedy w normie. Jak dobrze wystartują, to ta publiczność będzie im pomagać. Ale gdy coś im się w pierwszych meczach nie uda, ta presja może im zacząć przeszkadzać - podsumował.

65-letni Niemczyk z polskimi siatkarkami zdobył dwukrotnie tytuł mistrza Europy - w 2003 roku w Ankarze i 2005 w Zagrzebiu. Trzy lata temu w dość kontrowersyjnych okolicznościach rozstał się z reprezentacją. Wcześniej pracował z kadrą w latach 1975-77. Był też szkoleniowcem drużyny narodowej RFN oraz klubów niemieckich i tureckich. Obecnie zajmuje się komentowaniem meczów dla jednej ze stacji telewizyjnych.

Czytaj także:

ME siatkarek - Matlak: Powinniśmy się liczyć

Reklama

Reklama

Reklama