Reklama

Reklama

Niemcy boją się Turków

"B.Z." minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schaeuble. On sam będzie oglądać mecz na stadionie w Bazylei, podobnie jak kanclerz Angela Merkel i prezydent Turcji Abdullah Gul.

- W niemieckich miastach trwają w środę ostatnie gorączkowe przygotowania przed półfinałowym meczem Niemcy-Turcja na piłkarskich Mistrzostwach Europy.

Władze mają nadzieję, że bez względu na wynik spotkania, będzie ono wspólnym świętem niemieckich kibiców oraz ponad dwóch milionów żyjących w Niemczech Turków. Apelują jednak, by sportowe emocje nie przerodziły się w agresję.

"To będzie bardzo pasjonujący mecz. Nawet drobiazgi, na przykład niesprawiedliwe decyzje albo błędy sędziów mogą bardzo podgrzać atmosferę" - powiedział w środę przewodniczący Wspólnoty Tureckiej w Niemczech Kenan Kolat.

Reklama

"Oglądajcie razem mecz i po prostu dobrze się bawcie" - zaapelował.

Od wtorku w wielu miastach wzmocniono patrole policji, która twierdzi, że jest przygotowana na wszystko. Bulwarowa prasa zawarła swoisty "pakt o nieagresji", by nie podgrzewać atmosfery przed meczem.

Relacje o przygotowaniach do spotkania stanowią główny temat niemieckich mediów, które przekonują kibiców, że mecz jest okazją do wspólnej radości i w bardzo pozytywnym tonie informują o niemieckich Turkach, wywieszających w oknach i na samochodach flagi obu państw obok siebie. O problemach z integracją w tych dniach się nie wspomina.

Niektóre zakłady pracy, jak Daimler czy BMW, dały swoim pracownikom - z których wielu ma tureckie korzenie - wolne na czas meczu. "Niech w środę wygra nie tylko najlepsza drużyna, ale także przyjaźń turecko-niemiecka" - zaapelował w rozmowie z gazetą.

Miliony niemieckich kibiców obejrzą spotkanie w domach, barach i pod gołym niebem. W Berlinie w strefie dla kibiców pod Bramą Brandenburską oczekiwanych jest 500 tysięcy osób. Zaplanowano tam koncerty tureckich i niemieckich artystów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL