Reklama

Reklama

Nie tylko Cash. Polska hojnie korzysta z "farbowanych lisów"

Sprawa Matty’ego Casha budzi ostatnio w mediach sporo kontrowersji. Część fanów cieszy się, że mający polskie korzenie piłkarz, występujący na co dzień w Premier League, chce reprezentować nasz kraj i powalczyć o miejsce w kadrze Paulo Sousy,. Inni wytykają, że to kolejny „farbowany lis”, jak wcześniej Emmanuel Olisadebe, Roger Guerreiro czy jeszcze kilku innych. Gracz Aston Villi ma akurat polskie korzenie, bo jego matka jest Polką. Nie wszyscy jednak są świadomi, że w innych dyscyplinach bardzo chętnie korzystamy z zawodników i zawodniczek, którzy polskimi obywatelami stali się głównie ze względów sportowych.

"Polska Biało-Czerwoni!"

Jednym z ostatnich i najbardziej znamiennych przykładów zawodnika, który zmienił obywatelstwo i występuje w reprezentacji Polski jest Wilfredo Leon. Jeden z najlepszych siatkarzy świata urodził się na Kubie i to ten kraj reprezentował na początku. Zresztą z sukcesami, bo w kadrze występował już mając ledwie 14 lat (!), a jego wielki talent błyskawicznie zauważyli tamtejsi trenerzy.

Trudna sytuacja na Kubie sprawiła, że Leon postanowił wyemigrować do Europy, gdzie chciał szukać dla siebie lepszej przyszłości. Decyzja o tym, by występować poza granicami swojego kraju sprawiła, że został skreślony z listy reprezentantów Kuby, bo tak stanowią tamtejsze przepisy. Po odcierpieniu rocznej karencji, przeniósł się do Zenitu Kazań, gdzie występował przez cztery lata.

Reklama

W międzyczasie zakochał się w Polsce. A właściwie w Polce, Małgorzacie Gronkowskiej. W 2015 roku para wzięła ślub, a niedługo potem Wilfredo Leon otrzymał nasze obywatelstwo. Już wcześniej deklarował, że swoją przyszłość wiąże z naszym krajem i chce reprezentować "Biało-Czerwonych". Swoje marzenie spełnił w 2019 roku. Z naszą kadrą dwukrotnie zdobył brązowy medal mistrzostw Europy, a w 2021 roku zajął drugie miejsce w Lidze Narodów.

Polscy fani wiązali z nim spore nadzieje w kontekście gry Polaków na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Niestety, wraz z kolegami pożegnał się z turniejem na poziomie ćwierćfinału i po raz kolejny nie udało nam się sięgnąć po upragniony medal.

12 lat oczekiwania

W ostatnich tygodniach sporo miejsca w mediach poświęcono łyżwiarce figurowej Jekaterinie Kurakowej, dzięki której po 12 latach znów będziemy mogli oglądać na olimpijskiej tafli solistkę reprezentującą Polskę. Po świetnym występie na zawodach w Oberstdorfie Kurakowa wywalczyła bowiem kwalifikację i zobaczymy ją w przyszłym roku w Pekinie.

Ta 19-letnia zawodniczka urodziła się w Moskwie i to tam rozpoczęła treningi. Jednak konkurencja u Rosjanek jest ogromna, zdecydowanie największa na świecie, i Kurakowa, choć mocno wierzyła w siebie, nie dostawała szans pokazania się na międzynarodowych zawodach. Dla Polski "wymyślił" ją działający przy łyżwiarskim klubie w Toruniu Marek Kaliszuk i to głównie dzięki niemu Katia reprezentuje teraz nasz kraj.

Choć Rosjanie początkowo blokowali jej starty w biało-czerwonych barwach, udało się załatwić wszystkie formalności i Kurakowa mogła spełnić swoje marzenie o występach na arenie międzynarodowej. Błyskawicznie nauczyła się polskiego, znalazła tutaj również swoją miłość, a teraz wywalczyła dla naszego kraju olimpijską kwalifikację.

Mistrz świata z Dagestanu

Na zakończonych niedawno mistrzostwach świata w zapasach pierwszy w historii naszego kraju złoty medal w stylu wolnym zdobył Magomedmurad Gadżijew. Do 2012 roku reprezentował Rosję, zdobył dla niej mistrzostwo świata juniorów, ale ostatecznie urodzony w Dagestanie zawodnik wybrał nasz kraj.

Dlaczego? Jak sam mówi, miał w Rosji sporo problemów. Przyjechał do Polski razem z aktualnym trenerem naszej kadry Jusufem Abdusalamowem, który wtedy przygotowywał się do startu w igrzyskach i bardzo mu się spodobało. Działacze Polskiego Związku Zapaśniczego pomogli mu zdobyć obywatelstwo i od 2014 roku reprezentuje nasze barwy.

I to z dobrym skutkiem, bowiem dał nam nie tylko mistrzostwo świata, a łącznie trzy medale tej imprezy, ale i pięć medali mistrzostw Europy, w tym dwa złote, oraz srebro Igrzysk Europejskich. Cały czas marzy o medalu olimpijskim, ale na to będzie musiał jeszcze poczekać.

Na mistrzostwach w Oslo brąz zdobył zresztą również urodzony w Armenii i reprezentujący nasz kraj od 2016 roku Gework Sahakian. W kadrze zapaśników jest zresztą również inny Ormianin z pochodzenia i Polak z wyboru Edgar Babajan, a od 2021 roku wśród kobiet mamy Ukrainkę Andżelinę Łysak.

Polak z wyboru trenera

Sporo emocji budziła sprawa A.J Slaughtera, Amerykanina, który otrzymał obywatelstwo tylko w jednym celu. Był potrzebny Mike’owi Taylorowi do stworzenia reprezentacji na mistrzostwa Europy. Jego związki z Polską były właściwie żadne. Był w kraju tylko przez kilka dni i to przejazdem, bo akurat jego drużyna miała u nas swój mecz.

Wcześniej pięciu innych zawodników rodem z USA występowało w polskich barwach, ale wszyscy mieli mniejsze lub większe związki z naszym krajem. Slaughter nie miał ich wcale, ale dla Taylora nie miało to większego znaczenia. Przepisy pozwalały na naturalizację jednego gracza, a selekcjoner "Biało-Czerwonych" potrzebował akurat koszykarza na tę pozycję.

I dopiął swego, a Slaughter reprezentował nas nie tylko na mistrzostwach Europy w 2015 roku, ale także na pamiętnych dla nas mistrzostwach świata w 2019 roku, kiedy to "Biało-Czerwoni" byli jednymi z rewelacji imprezy.

Z kolei na igrzyskach w Tokio liderem naszej drużyny 3x3 był Michael Hicks. On jednak od 2008 roku, z przerwami, występuje w naszym kraju, a od 2016 posiada też polskie obywatelstwo. I jego naturalizacja nie przebiegała jednak na siłę, a była raczej naturalnym procesem zawodnika, wiążącego przyszłość, przynajmniej tę bliższą, z naszym krajem.

"To my rugbiści"

Bardzo ciekawa jest sytuacja w rugby, gdzie przepisy światowej federacji są bardzo liberalne i właściwie nawet zawodnicy bez obywatelstwa mogą reprezentować dany kraj, o ile spełniają kilka warunków, jak przykładowo udokumentowane korzenie przodków czy też odpowiednia liczba lat spędzonych w państwie, które chcą reprezentować.

Stąd przez polską kadrę przewinęło się mnóstwo zawodników z Francji czy Wielkiej Brytanii, którzy tam grają na niższych poziomach, ale mają polskie korzenie i mogą wydatnie pomóc naszej drużynie. Wśród powołanych na ostatnie zgrupowanie przez walijskiego trenera Chrisa Hitta byli chociażby Quentin Cieslinski, Thomas Fidler, Stasio Maltby czy Ross Cooke.

Inną grupę stanowią zawodnicy występujący na naszych ligowych boiskach, a przez to nabywający prawo reprezentowania polskiej reprezentacji. Sporo spotkań w naszych barwach rozegrali choćby dwaj potężni Gruzini - Merab Gabunia i Toma Mchedlidze, a teraz możemy oglądać pochodzącego z Tonga Vahę Halaifuanę.

Warto nadmienić, że taka praktyka jest dość powszechna i w zasadzie niemal w każdej reprezentacji są naturalizowani gracze. Nikt zresztą ze środowiska rugby nie ma z tym problemu, o ile dany zawodnik daje w reprezentacji 110 procent tego, co może zaoferować. A z reguły tak jest.

Globalna wioska olimpijska

Przykłady takich sportowców można mnożyć. W absolutnie zdominowanym przez Chińczyków tenisie stołowym od lat reprezentuje nas Li Qian, czyli popularna "Mała". Obywatelstwo otrzymała w 2007 roku, cały czas występuje w Siarce Tarnobrzeg i wciąż stanowi o sile polskiej reprezentacji. Zresztą dość długo w kadrze mogła porozmawiać w swoim macierzystym języku z pochodzącym również z Chin Wangiem Zeng Yi, który również występował w naszej kadrze.

Na igrzyskach olimpijskich w Rio reprezentował nas Yared Shegumo, wicemistrz Europy z 2014 roku w maratonie. Ten urodzony w Etiopii biegacz trafił do Polski, ponieważ obawiał się powrotu do ojczyzny i obowiązkowej służby wojskowej. Trafił do obozu dla uchodźców. Polskie obywatelstwo uzyskał w 2003 roku, miał wtedy 20 lat. Co ciekawe, kiedy przestał osiągać dobre wyniki, wyemigrował do Wielkiej Brytanii, gdzie pracował m.in. jako operator wózka widłowego. Kiedy zarobił dość pieniędzy, wrócił do Polski.

Polakiem został niedawno również Cesare Benedetti, włoski kolarz, od dawna związany z naszym krajem za sprawą żony. Bardzo dobrze mówiący w naszym języku, "zakolegowany" z kolarzami i dziennikarzami zawodnik w kwietniu tego roku otrzymał polskie obywatelstwo. I reprezentował nas podczas mistrzostw świata we Flandrii, gdzie był pomocnikiem Michała Kwiatkowskiego.

Jak widać, Polska w różnych dyscyplinach bardzo chętnie korzysta z naturalizowanych zawodników i zawodniczek. Sporo z nich zdobywa dla naszego kraju medale i rozsławia Polskę w świecie. Każda historia jest inna, jedni zdecydowali się na reprezentowanie biało-czerwonych barw dla ratowania kariery, inni z powodów rodzinnych, jeszcze inni po prostu wybrali Polskę, bo chcieli tutaj żyć. Czy ich chęci do reprezentowania polskich barw są autentyczne i szczere? Nie da się na to odpowiedzieć. Na pewno prawdziwe są emocje, które dzięki nim przeżywał każdy kibic.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje