Reklama

Reklama

Nie ma buntu, będą zmiany

Zgodnie z zapowiedziami selekcjoner Paweł Janas pojawił się na poniedziałkowej konferencji prasowej.

Jak można się było spodziewać, najwięcej zainteresowania wzbudziła sprawa rzekomego buntu piłkarzy wobec trenera, o której pisały niemieckie media.

Reklama

- Nie wiem, kto to wymyślił. Normalnie trenujemy o czym mogą poświadczyć piłkarze - powiedział szkoleniowiec, który jednocześnie zapowiedział zmiany na środowy mecz z Niemcami. - Dokonam minimum jednej zmiany, a być może więcej - przyznał. - Ta jedna zmiana personalna będzie na pewno.

Janas poproszony o ocenę najbliższego rywala stwierdził, że najbardziej obawia się siły ofensywnej niemieckiej drużyny, a w szczególności dwóch napastników. - Wiemy, że jest to dla nas mecz ostatniej szansy i jeśli nie zdobędziemy przynajmniej punktu, to będziemy musieli pakować się i wracać do domu.

Oto pełny zapis konferencji z Pawłem Janasem:

- Czy w kadrze jest bunt? Czy prawdą jest, że nie chciał się Pan spotykać z dziennikarzami?

- Bardzo się cieszę, że takie pytanie zostało zadane. Nie wiem kto to wymyślił. Byliście dzisiaj ponowie na treningu i czy coś widzieliście? Nie ma żadnego problemu, wszyscy normalnie trenują. Wczoraj zawodnicy mieli dzień wolny i tak samo będą mieli wolne po meczu z Niemcami, bez względu na wynik. Jeśli chodzi o mnie czy ja się chowam, to przecież rozmawialiśmy po meczu. Rozmawiałem przecież z TVP i czekałem 15 minut, aż się połączycie. Udzieliłem też wywiadów telewizji Polsat i FIFA. Później byłem na konferencji pomeczowej i odpowiadałem na wszystkie pytania. Byłem również w mixed-zonie i nie wiem skąd w ogóle twierdzenie, że ja nie chcę się z Państwem spotkać. Michał Olszański i Kaziu Oleszek (z biura prasowego kadry - przyp. red.) ustalają grafik spotkań z Państwem i ja nie byłem przewidziany ani na wczoraj, ani na dzisiaj. Wytwarzacie Panowie taką atmosferę, że rodzina do mnie dzwoniła z pytaniem czy zaginąłem, myśleli że coś się ze mną stało. Nie zginąłem, jestem dziś, chociaż miałem być dopiero jutro na konferencji w Dortmundzie. Jestem dzisiaj do dyspozycji.

- Czy wiem Pan ile złego wyrządziliście unikając konferencji prasowych po porażce z Ekwadorem?

- Nie wiem dlaczego twierdzicie Państwo, że wyrządziliśmy wiele złego. Jesteśmy razem od 21 maja i zespół musiał mieć dzień wolny.

- Wczoraj było spotkanie piłkarzy z Panem, a później samych piłkarzy. O czym rozmawialiście?

- Piłkarze najpierw mieli spotkanie najpierw ze mną, a później zostawiłem ich samych, żeby sobie porozmawiali. Mieliśmy wczoraj odprawę po meczu z Ekwadorem i dziś również się będziemy rozmawiali. My się spotykamy codziennie i omawiamy tematy związane z naszym pobytem na mistrzostwach.

- Czy nie czas skończyć z ukrywaniem wszystkiego co dotyczy kadry? Dziś mogliśmy zobaczyć tylko rozgrzewkę. Mecz z Ekwadorem pokazał, że nie było co ukrywać, bo oni i tak wszystko o nas wiedzieli.

- A czy Pan może wchodzić na wszystkie stadiony, jak inne zespoły trenują? My w Szwajcarii mieliśmy przedpołudniowe treningi otwarte dla mediów. A co do tego, że oni wszystko wiedzieli o nas, to my też wszystko o nich wiedzieliśmy, tylko że on lepiej to wykonali.

- To po co się ukrywać?

- No jak to po co? Żeby zawodnicy mogli trenować w skupieniu.

- Czy będą zmiany w drużynie i taktyce na mecz z Niemcami?

- No pewnie, że będą. Zmiany muszą być, bo nie wszyscy zagrali dobrze. Na pewno dokonamy zmian. Jutro mamy trening na stadionie i w środę zespół na pewno będzie wyglądał inaczej niż w meczu z Ekwadorem. Mogę powiedzieć, że na pewno będzie jedna zmiana.

- Czy jest szansa, żeby nie grał Mirosław Szymkowiak?

- Szansa jest zawsze proszę Pana.

- Czy znalazł Pan sposób, żeby piłkarzom się bardziej chciało grać?

- Nie wiem czy Panowie oglądaliście ten mecz na kasecie wideo. Po obejrzeniu uważam, że byliśmy równorzędnym partnerem i w statystykach częściej byliśmy w posiadaniu piłki. Zespół Ekwadoru strzelił jednak dwie bramki i przegraliśmy.

- Czy są jakieś racjonalne przesłanki przed meczem z Niemcami?

- Jest to dla nas ostatnia szansa. Jeśli nie zrobimy punktów w meczu z Niemcami, to trzeba będzie po ostatnim meczu się zapakować i wracać do domu.

- Kto indywidualnie najbardziej zawalił mecz z Ekwadorem?

- To jest nasza wewnętrzna sprawa i nie powiem. My sobie porozmawialiśmy w swoim gronie i nie chcę tego mówić na forum publicznym. Po co ja mam oceniać, jak wszyscy już nas ocenili.

- Czy wciąż uważa Pan, że taktyka 4-5-1 była dobra na ten mecz?

- Ja ustalałem taktykę i ja za nią odpowiadam. Przekazuję ją zespołowi i tak gramy.

- To jaka taktyka będzie na mecz z Niemcami?

- Zobaczymy w środę.

- Czy Pana zdaniem piłkarze mogą zajmować się robieniem zdjęć, gdy są już na stadionie?

- To było dwie godziny przed meczem, jak oglądali stadion i płytę. Najpierw słyszałem, że dzwonili, a oni przecież tylko robili zdjęcia naszej wspaniałej publiczności. Korzystając z okazji chcę przeprosić ja i cały zespół, naszą wspaniałą publiczność, która nas tak wspaniale dopingowała, że ich zawiedliśmy. Przy takiej publiczności, to my nawet w Polsce nie graliśmy, bo nie mamy takiego stadionu, który pomieściłby tylu kibiców. Z tego wszystkiego najbardziej mi szkoda wspaniałych kibiców i w imieniu swoim, jak i zawodników - przepraszam.

- Chris Waddle powiedział, że w naszej drużynie było za mało zawodników, którzy chcieliby strzelić bramkę.

- Myśmy stworzyli bardzo mało czystych sytuacji w tamtym meczu. Gdyby ostatnio podanie było dokładniej zagrane, to mogliśmy strzelić bramki - tak przynajmniej wynika z analizy, której wczoraj dokonaliśmy. Mieliśmy przecież słupek i poprzeczkę, czyli zabrakło nam szczęścia, bo gdyby piłka poszła 5 cm w jedną albo w drugą stronę, to mielibyśmy zdobyte bramki. Powiedziałem to chłopakom po meczu, że stworzyliśmy za mało sytuacji podbramkowych.

- Dlaczego tak późno dokonał Pan zmian?

- Wydawało mi się, że dokonałem zmian we właściwym momencie, ale każdy może mieć swoje zdanie.

- Co Pan może powiedzieć przyczynach porażki z Ekwadorem?

- Mieliśmy mało sytuacji bramkowych, a te który mieliśmy nie wykorzystaliśmy. Jeżeli nie strzela się bramek, to nie można wygrać meczu.

- Może ma Pan złych wykonawców do taktyki?

- Taktykę dobieramy do piłkarzy, których mamy. Mnie się wydaje, że zagraliśmy tak, na ile nas teraz stać.

- Czy w przypadku porażki z Niemcami, dalej będzie pracował Pan z kadrą?

- To pytanie nie do mnie. Ja nie jestem pracodawcą, ale pracownikiem.

- A gdyby padła propozycja przedłużenia kontaktu?

- Na razie nie padła, więc co mam powiedzieć.

- Na ile słucha Pan rad swoich współpracowników?

- Zawsze ich słucham, ale to ja jestem szefem i ja mam decydujący głos.

- Kto ma w meczu z Niemcami strzelać dla nas bramki, który z napastników jest w najlepszej formie?

- Ebi jest w bardzo dobrej dyspozycji i jest jednym z lepszych naszych zawodników. Do strzelania bramek mamy wielu piłkarzy. Jacek Krzynówek i Maciej Żurawski potrafią strzelać. Tylko problemem była mała liczba dobrych sytuacji do strzelenia bramek.

- Czy Niemców mamy podobnie rozpracowanych jak Ekwador?

- Każdego rywala mamy rozpracowanego, bo nasi trenerzy jeździli za tymi zespołami i robili analizy. To jest jednak piłka, w której schematów nie można powielać, a do tego dochodzi jeszcze improwizacja przeciwników. Nie wszystko da się przewidzieć. My dzisiaj zaczynamy omawiać Niemców i trener Piotr Maranda, który odpowiadał za ten zespół, razem z Edwardem Kejndinstem nam dzisiaj o nich opowiedzą.

- To jakie są ich mocne strony?

- To bardzo dobry zespół, strzelający dużo bramek. Na pewno mają dobrych napastników. Może trochę gorzej grają w defensywie, ale zawsze potrafią strzelić więcej bramek niż stracić.

- W meczu z Ekwadorem zupełnie nie wychodziły wam stałe fragmenty gry. Dlaczego?

- Stałe fragmenty gry ćwiczymy po każdym treningu, ale jeśli chodzi o mecz to może było kilka takich złych akcji, ale były też i dobre, po których Jacek Bąk mógł zdobyć bramkę.

- Nie żałuje Pan, że niektórych zawodników zostawił Pan w Polsce?

- Wziąłem tych co wziąłem i za nich odpowiadam. Temat uważam za zakończony miesiąc temu.

- Jak zagracie z Niemcami?

- Ja już wiem jak zagramy z Niemcami i w jakim składzie. Dziś już to na treningu ćwiczyliśmy. Ale co Państwo chcą żebym dziś opowiedział o taktyce i ogłosił słkad?

- Jaka atmosfera panuje w zespole po meczu z Ekwadorem?

- Ten mecz zakończyliśmy odprawą i do niego już nie wracamy. Widzę po zespole, że wraca do równowagi psychicznej. Sami piłkarze mówili, że to już historia i trzeba patrzeć do przodu.

- A może ten bunt, o którym pisała niemiecka prasa to prowokacja i teraz będzie miał Pan w ręku atut?

- My chcielibyśmy, żeby nas szanowali za to, co pokażemy na boisku. Wypowiedzi i prowokacje są zawsze. To jest pewnego rodzaju gra taktyczna. Jeśli chcemy, żeby zmienili o nas zdanie, musi pokazać się z dobrej strony na boisku.

- Czy dostajecie jakieś sygnały wsparcia z Polski? Jakieś maile dodające otuchy?

- Dostajemy dużo korespondencji, w której kibice proszą o autografy i o zdjęcia. A czy maile? To nie wiem, czy przychodzą, bo ja nie obsługuję komputera.

- Po trzech dniach jesteśmy najgorszą drużyną na mundialu. Nie jest Panu tak po ludzku wstyd?

- No nie gramy najlepszej piłki, ale nie wszystkie mecze się wygrywa. A czy wstyd? Nie wszystkie się mecze jeszcze w grupach odbyły i nie można mówić, że gramy najgorzej.

Andrzej Łukaszewicz, Barsinghausen

mundial2006.blog.interia.pl

Zobacz galerię zdjęć z treningu biało-czerwonych

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Janas | bramki | mecz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje