Reklama

Reklama

NBA: Falstart Portland

Fatalnie rozpoczął się 55. sezon NBA dla jednego z pretendentów do mistrzowskiego tytułu - zespołu Portland Trail Blazers. Po nie przynoszącej hańby porażce na inaugurację rozgrywek z mistrzami ligi - LA Lakers - w swym drugim występie "Pionierzy" byli tylko tłem w starciu z Phoenix Suns i polegli w America West Arena 82-108.

- To ich "ława" nas zabiła. Zmietli nas z parkietu w II kwarcie - użył dosadnych słów komentując kiepski występ swych podopiecznych coach Trail Blazers Mike Dunleavy. Istotnie Scott Skiles mógł być dumny ze zbilansowanego ataku "Słońc". Po eksplozji skuteczności w II odsłonie (35-20 dla Suns) ekipa z Arizony prowadziła do przerwy już 64-45. Dzięki pomocy graczy rezerowywch (Tony Delk 22 "oczka" w tym 5/6 zza linii 7,24 metra, Rogers 15, a Santiago 11) gospodarze nie musieli się nawet przejmować zerowy dorobkiem punktowym centra Chrisa Dudley`a. W barwach Portland fatalnie zaprezentował się Pippen, który w 34-minutowym występie trafił tylko 2 z 8 rzutów z pola. Jedyną pociechą dla kibiców ekipy z Oregonu jest przebiegająca nad wyraz pomyślnie aklimatyzacja w nowym zespole Kempa, który był najlepszym strzelcem przegranych (21 punktów).

Reklama

Po blamażu w meczu na otwarcie sezonu (29 punktów "w plecy" w Madison Square Garden z Philadelphią) nadszarpniętą reputację próbowali ratować gracze NY Knicks. No i udało się... w starciu ze słabiutkimi Atlanta Hawks. Zespół Jeffa Van Gundy`ego ograł zdziesiątkowane "Jastrzębie" 94-69, a rolę snajpera wyborowego przejął na siebie nowy nabytek nowojorczyków Glen Rice, który uzbierał na swym koncie 21 punktów - przy znakomitej skuteczności z gry (7/10). Swoje dorzucili też Sprewell i Houston (solidarnie po 15 "oczek), a tyły efektywnie osłaniał Marcus Camby (12 punktów, 12 zbiórek i 4 "czapy") To wszystko stanowczo za dużo dla ekipy Lona Krugera.

Indolencja strzelecka Davida Robinsona - tylko 4 punkty i 1 celny rzut z pola na 7 prób - nie przeszkodziła "Ostrogom" ograć pewnie Minnesotę Timberwolves 103-91. W monumentalnej hali Alamodome w Teksasie błysnął formą Derek Anderson, który przywędrował do San Antonio z Clippersów. Rzucający obrońca Spurs wpakował drużynie Garnetta 29 punktów grając na 50-procentowej skuteczności z pola i trafiając wszystkie 9 wolnych.

Zobacz wyniki meczów z 2 listopada

Dowiedz się więcej na temat: Phoenix Suns | portland | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje