Reklama

Reklama

Naturalizowani zawodnicy w reprezentacji Polski. Problem czy szansa?

Po sukcesie reprezentacji Kataru na mistrzostwach świata w piłce ręcznej w Polsce zawrzało. Reprezentacja złożona niemal w całości z naturalizowanych zawodników pokonała „Biało-czerwonych” w półfinale. Tymczasem w naszym kraju pomaganie sobie „farbowanymi lisami” też jest na porządku dziennym. Ostatnim przykładem jest koszykarz A.J. Slaughter, który z Polską nie ma nic wspólnego.

"W drodze uznania, o obywatelstwo polskie będą mogli ubiegać się cudzoziemcy zamieszkujący w Polsce na podstawie określonych zezwoleń, którzy w toku długoletniego legalnego pobytu w Polsce zintegrowali się ze społeczeństwem polskim, znają język polski, mają zapewnione mieszkanie i źródła utrzymania, respektują polski porządek prawny oraz nie stanowią zagrożenia dla obronności lub bezpieczeństwa państwa, a w szczególności uchodźcy, osoby bez obywatelstwa, dzieci oraz małżonkowie obywateli polskich oraz osoby polskiego pochodzenia" - czytamy na stronie ministerstwa spraw wewnętrznych.

Reklama

Prezydent na wniosek cudzoziemca może nadać mu obywatelstwo. Nie jest przy tym ograniczony żadnymi warunkami i może nadać je każdemu. Przez lata z tego korzystano i załatwiano paszporty dla koszykarzy, czy piłkarzy, którzy nie spełniali konstytucyjnych wymogów.

- Irytujemy się jak reprezentacja Kataru wystawia drużynę niemal jak siły ONZ, ale przecież i u nas nie brak zawodników, których mocno na siłę, z powodu potrzeby sukcesu,  uczyniliśmy naszymi reprezentantami. Olisadebe czy Roger Guerreiro otrzymali polskie paszporty, bowiem mieli przydać się polskiej kadrze, choć ich związki z naszym krajem okazały się mocno naciągane. Jednocześnie dyskusja o tym czy powinniśmy naturalizować obcokrajowców tylko po to, żeby osiągnąć sukces w sporcie stała się politycznie niewygodna. Tak wygląda współczesny sport i pozostaje pytanie, czy my przyłączamy się do tego teraz, czy i jak długo będziemy starali się bronić przed nową sportową rzeczywistością. Świat się zmienia, a wraz z nim zmienia się sport. Koncepcja państw narodowych ulega osłabieniu, świat zaczął się kurczyć, ludzie stali się bardziej mobilni. Dlatego w reprezentacjach mamy wielu emigrantów, którzy grają dla swoich nowych ojczyzn - twierdzi w rozmowie z Interią dr Dominik Antonowicz, socjolog sportu z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Koszykarskie kombinacje

Międzynarodowa Federacja Koszykówki dopuszcza możliwość posiadania jednego naturalizowanego zawodnika w składzie. Polska federacja skrzętnie z tego korzysta. Slaughter będzie szóstym Amerykaninem w "Biało-czerwonych" barwach. Wcześniej z orzełkiem na piersi do kosza rywali trafiali Joe McNaull, Jeff Nordgaard, Eric Elliott, David Logan i Thomas Kelati. Wszyscy mieli jednak związki z Polską. Grali w naszej lidze, niektórzy żenili się z pięknymi Polkami. Z kolei Slaughter w Polsce grał tylko jeden mecz. Ze swoją drużyną Panathinaikosem Ateny przyjechał do Turowa na spotkanie Euroligi.

- Dziękuję Polskiemu Związkowi Koszykówki za profesjonalne poprowadzenie sprawy od początku do końca. Dodanie Slaughtera do rotacji to kolejny krok naprzód w celu zmaksymalizowania potencjału naszego składu. To również sprawia, że stajemy się jeszcze bardziej konkurencyjni w kontekście rywalizacji na EuroBaskecie - powiedział po powołaniach trener kadry Mike Taylor.

W kadrze koszykarek także gra Amerykanka Julie McBride. W przeciwieństwie do jej kolegów z męskiej kadry, ma polskie korzenie. Jej prababcia wyjechała do USA z terenu zaboru rosyjskiego.

- W kosza wszędzie grają Amerykanie. Jak długo możemy się opierać w walce o słuszną ideę? Możemy się przed tym bronić i będziemy za to obrywać. Będziemy mieć drużynę bez Amerykanina naturalizowanego, który z Polską nie ma nic wspólnego i jasno to trzeba sobie powiedzieć, a inni będą mieli takiego gracza i będą nas ogrywać. W sporcie jest tak, że pamięta się tylko zwycięzców - twierdzi Antonowicz.

Katarskie dolary kuszą

Do mistrzostwa sprawę naturalizacji opracował Katar. Płacąc duże pieniądze ściąga wielu zawodników, którzy zdobywają dla tego kraju medale.

Do prawdziwego absurdu doszło na mistrzostwach świata w piłce ręcznej w Katarze. W kadrze gospodarzy było wtedy 10 szczypiornistów urodzonych poza Katarem. Dzięki temu jednemu turniejowi zapewnili sobie stabilność finansową na długie lata. Żarko Marković, Rafael Capote, Danijel Szarić, Bertrand Roine, Borja Vidal - to gwiazdy srebrnych medalistów MŚ. To kolejny przykład tego, jak duże pieniądze rządzą światem sportu i wypaczają rywalizację.

- Pod przykrywką procesów globalizacyjnych, które niewątpliwie zmieniły świat, toczy się brutalna gra paszportami export-import w koszykówce, hokeju czy piłce nożnej. Skala tego przedsięwzięcia jest na tyle duża, że można mówić o zorganizowanym procederze, a nawet pewnej normie społecznej, która dopuszcza "naturalizowanie" graczy tak długo, jak długo nie zaburzają oni pewnej równowagi i stanowią "dodatek" do narodowej reprezentacji. Jednak kraje, które nie mają tradycji sportowych, jak na przykład Katar, ale posiadają wielkie zasoby finansowe dostrzegły w tym drogę na skróty do mistrzowskich laurów, a międzynarodowe związki sportowe pazerne na pieniądze potrafią iść na daleko idące kompromisy w tej kwestii. W sporcie zawodowym cel uświęca środki nie tylko na boisku, ale przede wszystkim w kuluarach - twierdzi Antonowicz.

Wielka kasa z Kataru nie jest w stanie skusić wszystkich. Propozycję od szejków miał też Marcin Lijewski. Piłkarz ręczny ani chwili nie wahał się i odrzucił ofertę.

Chińczycy zalewają świat

Prawdziwa rewolucja nastąpiła w ping-pongu. Chińczycy, którzy zdominowali ten sport na świecie, przeprowadzili najazd na Europę. Oczywiście tylko ci, którzy nie mieszczą się w reprezentacji Państwa Środka.

W polskiej kadrze grają z sukcesami Wang Zen Yi i Li Qian. Chińczyków można zobaczyć także w reprezentacjach takich krajów jak Holandia, Luksemburg, Niemcy, Chorwacja, Ukraina czy Hiszpania.

"Wandżi" trafił do Polski jako osiemnastolatek. Znakomicie mówi po Polsku. W Chinach był nielegalnym, drugim dzieckiem. Razem z trzema innymi osobami mieszkał na 12 metrach kwadratowych. W Polsce jest wolny, ma żonę i córeczkę.

Li także dobrze mówi po Polsku. Oboje są medalistami mistrzostw Europy i reprezentowali nasz kraj na igrzyskach olimpijskich.

W półfinałach kobiet na 1. Igrzyskach Olimpijskich w Baku trzy zawodniczki z czterech urodziły się w Chinach.

"Farbowane lisy" piłkarskie

Gdy trenerem piłkarskiej reprezentacji Polski był Franciszek Smuda, w kraju dyskutowano o "farbowanych lisach". Określenie to ukuł sam "Franz", który do kadry wprowadził Ludovica Obraniaka, Damiena Perquisa, Sebastiana Boenischa i Eugena Polanskiego (dwaj ostatni wcześniej mieli polskie obywatelstwo). Żaden z nich nie zrobił jednak takiej kariery jak Emmanuel Olisadebe, ani nawet jak Roger Guerreiro.

- Zdziwienia nie wzbudzają już reprezentanci na przykład piłki nożnej, którzy nie tylko nie śpiewają hymnu, ale też nie mówią nawet słowa w języku reprezentacji, w której szeregach występują. Oczywiście, po części wynika to z faktu, że do Europy przybywa mnóstwo imigrantów, dla których sport jest jednym z głównych kanałów awansu społecznego, ale również formą społecznej integracji. Nic tak nie łączy i nie uczy szacunku jak współpraca i  rywalizacja na boisku - mówi Antonowicz.

Gdy Olisadebe strzelał gola za golem, wszyscy go kochali. Nikt nie przejmował się tym, że urodził się w Nigerii. Z kolei, gdy kadra Smudy nie grała tak, jak powinna, to wszyscy roztrząsali temat naturalizowanych piłkarzy i ich poświęcenia dla drużyny.

- Jak ktoś jest częścią społeczności, czuje się Polakiem, mówi po polsku, to kibice nie mają z nim problemów. Tak jest na przykład z Yeredem Shegumo. On jest jednym z nas. Świat się zmienia. Za 15 lat będziemy mieli polskich piłkarzy w reprezentacji Anglii. Polacy teraz wyjechali. Dla emigrantów sport jest teraz czymś bardzo ważnym. Jest szansą na awans społeczny. Będziemy mieć wśród reprezentantów Anglii Kowalskich i Malinowskich. Natomiast, gdy ktoś podejmuje decyzje, żeby kogoś zakontraktować, by wsparł kadrę, to są dwa stanowiska. Jedni uważają, że cel uświęca środki. Chociażby na niedawnych mistrzostwach świata w hokeja zostaliśmy ograni przez kanadyjskich Węgrów. Można także stać na straży wartości, rywalizacji fair play i bronić się Polakami. Dusza kibica jest rozdarta pomiędzy potrzebą sukcesu, a osiągnięciami, które nie smakują aż tak wspaniale - dodaje socjolog.

Nie tylko zachód

W sportach siłowych Polacy nie spoglądają na zachód, ale na wschód. W 2010 roku złoty medal mistrzostw Europy w podnoszeniu ciężarów zdobył dla naszego kraju Arsen Kasabijew, pochodzący z Osetii Południowej. Srebrny medal na 1. Igrzyskach Europejskich w Baku w zapasach wywalczył pochodzący z Dagestanu Magomedmurad Gadżijew. Najwiekszą gwiazdą MMA jest z kolei Mamed Chalidow, który urodził się w Czeczenii.

W ringu sukcesy święci także Izu Ugonoh, który urodził się w Szczecinie, ale jego rodzice pochodzą z Nigerii. Bokser wagi ciężkiej jeszcze nie przegrał, a wcześniej był mistrzem Europy i świata w formule K-1.

Receptą na kryzys polskiego hokeja także ma być naturalizacja. Tym razem ratunkiem ma być kierunek czesko-słowacki. Paszport dostał już pochodzący z Polski Ondrej Raszka, ale bramkarz nie zagrał na niedawnych mistrzostwach świata Dywizji IA, chociaż był po wspaniałym sezonie w Podhalu Nowy Targ. Raszka ma polskie korzenie, a naszym językiem posługuje się lepiej niż niejeden Polak.

Polskiej kadrze pomagał także Rune Holta. Urodzony w Norwegii żużlowiec startował w Grand Prix jako reprezentant skandynawskiego kraju. W 2002 roku uzyskał polskie obywatelstwo, a z naszym krajem zżył się przez regularne występy w lidze. W 2005, 2007 i 2010 razem z "Biało-czerwonymi" zdobywał złote medale Drużynowych Mistrzostw Świata oraz dwa razy został złotym medalistą mistrzostw Polski.

Burza wokół Leona

Problem naturalizowania zawodników dobrze oddaje przykład Wilfredo Leona. Kubańczyk uciekł ze swojego kraju, aby móc zagrać w europejskich klubach. Z tego powodu został zdyskwalifikowany przez rodzimą federację na dwa lata. W 2013 roku Leon znalazł azyl w Polsce i trenował w Rzeszowie.

"Stąd pochodzi mój agent, moja dziewczyna, tu są wspaniali ludzie i znakomicie się u was czuję. Kocham Polskę, często spędzam tu czas po sezonie w okresie wakacji" - powiedział Leon w rozmowie z "Super Expressem".

Umiejętności 21-letniego przyjmującego nie sposób podważyć. Leon zadebiutował w kadrze Kuby w wieku 14 lat. Został kapitanem reprezentacji, mając 17 lat. Po końcu dyskwalifikacji dołączył do Zenitu Kazań, z którym wywalczył tytuł Ligi Mistrzów i został wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju finałowego.

Kiedy ogłosił, że chce grać w reprezentacji Polski, wśród wielu kibiców pojawiły się głosy sprzeciwu. Leon zabrałby przecież miejsce w składzie rodowitemu Polakowi. Poza tym, czy naszej kadrze potrzeba wzmocnień, skoro jesteśmy mistrzami świata?

- Nie czekamy i nie modlimy się o niego, to my jesteśmy mistrzami świata a tytuł zdobyliśmy bez udziału zawodników naturalizowanych - powiedział prezes PZPS Paweł Papke.

- Ja bym nie brał ani Slaughtera, ani Leona. To nie jest droga do sukcesu. Tak samo nie brałbym Kanadyjczyków do polskiego hokeja. Leon bardzo mocno blokowałby masę młodych zawodników. To byłby zły sygnał. Wolałbym przegrać z tymi zawodnikami, których mamy, niż z nim w składzie osiągnąć sukces. Polska już jest potęgą w siatkówce. Co do koszykówki sytuacja jest trudniejsza i bardziej złożona. Koszykówka jako dyscyplina potrzebuje w Polsce spektakularnego sukcesu, który podźwignie ligę i zachęci do uprawiania tego sportu - mówi Antonowicz.

Naturalizować, czy nie?

Z jednej strony naturalizowani zawodnicy często polepszają poziom gry kadry, z drugiej zabierają miejsce polskim wychowankom. Gdyby postawić na szkolenie młodzieży, dofinansować je lepiej, może nie byłoby potrzeby wspomagać się naturalizowanymi zawodnikami.

Inna sprawa to temat rozgrywek międzynarodowych. Tradycyjnie polega to na tym, że rywalizują ze sobą różne szkoły gry, sposoby, wychowywanie młodzieży. Sport w danym kraju odzwierciedla także zainteresowanie tą dyscypliną. Tymczasem ping-pong często polega na tym, kto sprowadzi lepszego zawodnika z Chin.

A co z atmosferą w drużynie?

- W przypadku koszykówki to szczególnie bolesna kwestia. Jeden z zawodników, którzy wywalczyli awans z Mike’iem Taylorem, teraz nie będzie grał. Zawodnicy polscy wywalczyli awans po to, aby oddać miejsce Slaugterowi. On jest lepszy, ale w tym awansie nie uczestniczył. Po drugie nawet nie jest Polakiem. Koszykarz przez niego zastąpiony może mieć uzasadniony żal. Pytanie, czy związek nie chciał na siłę wywalczyć sukcesu. Koszykówka trochę w naszym kraju podupada, więc sukces byłby wskazany. Liga by na tym zyskała, dzieci może zaczną się garnąć do koszykówki. Piłka nożna i siatkówka podbiera młodych adeptów sportu koszykówce. Skoro wszyscy dookoła grają z Amerykanami, to nie możemy pozwolić sobie na to, żeby z nimi przegrywać - twierdzi Antonowicz.

Czy naturalizowany zawodnik może stać się idolem młodzieży?

- Slaughter raczej nim nie będzie. Może to być kadra jako całość z Gortatem na przedzie. Drużyna buduje zainteresowanie. Tak jest w przypadku piłkarzy ręcznych. Ich charakter sprawił, że kibice w Polsce zaczęli interesować się sportem, który do tej pory był niszowy. To pokazuje jaka jest siła reprezentacji Polski - mówi Antonowicz.

Kolejny problem to motywacje obcokrajowców do reprezentowania biało-czerwonych barw. Slaughtera nic nie wiążę z Polską. Dla niego występ na mistrzostwach Europy to szansa pokazania się, znalezienia jeszcze lepszego klubu niż Panathinaikos. Paszport z europejskiego państwa to szansa dla Amerykanów. Nie dotyczy ich wtedy limit dla zawodników spoza Starego Kontynentu.

- Nie chcę idealizować przeszłości, ale postępujący indywidualizm, a w jego konsekwencji również egoizm spowodował, że - głównie w sportach zespołowych - występy w narodowej reprezentacji służą wielu sporowcom wyłącznie do budowania kariery w klubach, gdzie sportowcy pobierają największą część swoich wynagrodzeń. Dotyczy to zwłaszcza piłki nożnej, w której mistrzostwa świata czy Europy są targowiskiem transferowym - twierdzi Antonowicz.

Za to inni związali się z naszym krajem. Chcą reprezentować Polskę, bo zakochali się w kraju znad Wisły. Dlaczego więc mielibyśmy im tego odmawiać? Długodystansowiec Yared Shegumo w wieku 16 lat uciekł przed poborem do armii Etiopii. Został w Polsce po mistrzostwach świata kadetów. Nasz kraj dał mu szansę. Shegumo się zasymilował, płynnie mówi po Polsku i z dumą reprezentuje nasz kraj.

Każdy przypadek jest więc inny i powinien być rozpatrzony oddzielnie. Jeśli ktoś jest z Polską związany, mówi w naszym języku, planuje swoją przyszłość w kraju znad Wisły, to powinien dostać szansę reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej. Zdarza się jednak, że zawodnicy dążą do otrzymania paszportu tylko z osobistych pobudek i wtedy należałoby się poważnie zastanowić, czy taki reprezentant zasługuje na występy z orzełkiem na piersi.

Grzegorz Zajchowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje