Reklama

Reklama

Najdziwniejsze piłkarskie talizmany

W futbolu, podobnie jak w każdej ludzkiej działalności, w której w grę wchodzi element szczęścia, nie brakuje przesądów i rytuałów, które mają przynieść piłkarzom "uśmiech fortuny". W nowoczesnym futbolu są gracze, którzy hołdują przesądom tak dziwnym, że aż trudno w nie czasem uwierzyć.

Na czele listy przesądnych śmiało można umieścić kapitana londyńskiej Chelsea i reprezentacji Anglii, Johna Terrry'ego. Na zewnątrz "twardziel", odważny i waleczny na boisku, ma jednak wiele, ukrywanych dotąd przed mediami zwyczajów, które nie można potraktować inaczej jak przesądy.

Sam to zresztą przyznał. "Jestem wyjątkowo przesądny. Zawsze siedzę na tym samym miejscu w klubowym autokarze. Getry zawsze obwiązuję tasiemką trzykrotnie. Słucham zawsze tej samej płyty CD w drodze na stadion i zawsze parkuje samochód na tym samym miejscu pod stadionem Stamford Bridge" - wyznał Terry.

Reklama

Przyznaje też, że ma "szczęśliwą" parę piłkarskich "desek" na nogi. Te, które stracił podczas meczu LM z Barceloną w 2005 r., były już tak zniszczone, że myślał o ich wyrzuceniu. "Lamps (Frank Lampard) dał mi jedną ze swych par nagolenników i na szczęście wygraliśmy kolejny mecz - finał Pucharu Ligi - z Liverpoolem. Noszę je do dziś. Są dla mnie szczęśliwe" - podkreślił John Terry.

Kolejny z piłkarzy, którzy ulegają przesądom to reprezentant Włoch i gracz AC Milan Gennaro Gattuso. Przyznał się do uciążliwego zwyczaju noszenia tego samego swetra od pierwszego do ostatniego dnia finałów MŚ 2006 w Niemczech. Pocił się w nim okropnie, ale opłaciło się, Włosi zdobyli tytuł mistrzowski.

"Jestem obsesyjnie przesądny. Na przykład przed meczem z Czechami (w fazie grupowej) spakowałem wszystkie moje torby, jak do wyjazdu. Robiłem to przed każdym meczem" - przyznał Gattuso. Ten "wojownik" boiska linii pomocy ma też inny zwyczaj, musi przeczytać przed każdym meczem kilka kartek... prozy Fiodora Dostojewskiego.

Dość powszechnym rytuałem piłkarzy na całym świecie jest noszenie tej samej bielizny. Tak postępowali w każdym meczu Rumun Adrian Mutu i ekscentryczny bramkatrz reprezentacji Kolumbii Rene Higuita. Ich bielizna musiała być w kolorze niebieskim. "W końcu lat 80. Atletico Nacional nie mógł wygrać z Millonarios. Poszliśmy wtedy, z obrońcą Carlosem Pereą, do wróżki. Ta powiedziała nam, że ciąży na nas klątwa i wysłała nam pas oraz niebieski majtki dla wszystkich graczy. Potem wszystko potoczyło się jak we śnie. Wygraliśmy wszystko, nawet Copa Libertadores. Od tamtego czasu zawsze noszę te niebieskie majtki" - powiedział Higuita.

By pozostać w Ameryce Łacińskiej warto wiedzieć, jakim zwyczajom hołdował były napastnik reprezentacji Chile Ivan Zamorano. Nosił on biały bandaż na prawym nadgarstku. Wzięło się to stąd, że gdy był zawodnikiem szwajcarskiego klubu St. Gallen doznał kontuzji ręki. Z bandażem zagrał w następnym meczu i strzelił trzy gole (hat-trick). Nie zdejmował tego bandaża i dalej strzelał seryjnie gole, także dla takich znanych klubów jak Real Madryt i Inter Mediolan.

Argentyński pomocnik Juan Sebastian Veron, grający w wielu klubach Europy, ma za sobą podobna historię. "Wszystko zaczęło się od kontuzji, której nabawiłem się w 1997 r., a potem zachowałem opatrunek poniżej prawego kolana. Nie zdejmowałem go i pech mnie opuścił" - zapewniał obecny gracz Estudiantes La Plata.

Podczas mistrzostw świata 1998 r. we Francji stoper "Les Bleus" Laurent Blanc zwyczajowo całował w łysinę bramkarza drużyny Fabiena Bartheza. Te czułości okazały się korzystne dla Francuzów, którzy zdobyli Puchar Świata. Jednak mało znanym faktem tej udanej walki o światowe trofeum jest słuchanie przez Francuzów przed meczami przeboju Glorii Gaynor "I Will Survive". Podobne muzyczne inklinacje mieli zdobywcy Copa Libertadores w 1991 r. piłkarze klubu Colo Colo, których "rozgrzewał" przed meczami hit zespołu Banda Blanca "Sopa de Caracol" (Ślimacza Zupa).

Dawny, bramkostrzelny napastnik reprezentacji Anglii Gary Lineker odmawiał strzelania na bramkę podczas rozgrzewki. Wolał zachować energię i umiejętności snajperskie na oficjalne mecze. Poza tym, jeśli nie udało mu się strzelić gola w pierwszej połowie meczu, w przerwie zakładał świeżą koszulkę na druga połowę spotkania. Jeśli niemoc strzelecka przedłużała się szedł do ...fryzjera.

Były, nieżyjący już reprezentant Anglii Bobby Moore, a także Paul Ince zawsze dbali o to, by wyjść z szatni jako ostatni. Pokładali wiarę w to, że dobry występ zapewni ubranie się w kostium sportowy samotnie, a koszulkę zakładali już w biegu na boisko. Gracz Arsenalu Kolo Toure "zarobił" żółtą kartkę, za to, że nie chciał opuścić szatni przed kolegą Williamem Gallasem, poddawanym w tym czasie zabiegom leczniczym.

Napastnik niemieckiego klubu VfB Stuttgart Mario Gomez uwalniał się od przedmeczowego napięcia udając się do pisuaru oddalonego od stadionu Euro 2008.

Pod tym względem jeszcze bardziej oryginalny, a raczej ekscentryczny, był bramkarz Argentyny Sergio Goycochea, który wsławił się świetnymi obronami karnych podczas MŚ 1990 r. we Włoszech, ale bardziej tym, że wierzył, iż te umiejętności i piłkarskie szczęście zawdzięcza ...sikaniu na boisku. Osłaniany przez kolegów robił to w samym centrum pola gry, oznaczonym kołem. Działało, bo jego drużyna wygrała konkurs rzutów karnych z Jugosławią i Włochami (w 1/4 i 1/2 finału). Potem powtarzał ten "rytuał" przed rzutami karnymi turnieju Copa America w 1993 r. przeciwko Brazylii i Kolumbii. Argentyna wygrała te mistrzostwa Ameryki Południowej, co pozostaje jej ostatnim sukcesem w prestiżowych imprezach.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL