Reklama

Reklama

Na Vanuatu nie obawiają się koronawirusa tylko grają w krykieta

Na wyspiarskim Vanuatu na południowym Pacyfiku nie odnotowano do tej pory żadnego przypadku zainfekowania koronawirusem, dlatego zdecydowano się na przeprowadzenie w sobotę meczów w krykiecie.

Z powodu pandemii koronawirusa niemal na całym świecie nie odbywają się zawody sportowe. W liczącym 300 tysięcy mieszkańców maleńkim Vanuatu, gdzie - według oficjalnych danych - nie ma ani jednej osoby chorej na Covid-19, postanowiono, że w sobotę rozegrany zostanie m.in. finał kobiecej superligi, a także inne spotkania towarzyszące. Całość transmitowano na żywo z czterech kamer w mediach społecznościowych.

Mecze odbywały się na obiekcie Vanuatu Cricket Grounds w stolicy Port Vila na wyspie Efate. Szyki nieco pokrzyżowały nocne opady deszczu. "Życie tutaj wraca do normalności. Możemy pokazać trochę krykieta każdemu, kto pozostaje w swoim miejscu zamieszkania" - przyznał Shane Deitz z władz związku krykieta na Vanuatu.

Reklama

Jak podkreślono, jeden z meczów podczas sobotniej rywalizacji został opóźniony o minutę lub dwie, bowiem kilkoro dzieci przebiegło przez boisko. Komentatorzy przeprosili oglądających za zbyt małą liczbę osób pilnujących porządku na tej sportowej imprezie.

Pod koniec marca Vanuatu zostało zablokowane, a granice zamknięte - jako środek ostrożności w czasie pandemii, a 6 kwietnia nawiedził je tropikalny cyklon Harold. Wiejący z siłą ponad 200 km/godz wiatr spowodował liczne szkody materialne. Dlatego kibiców, którzy w sobotę przybyli na krykietowe zawody, poproszono o przyniesienie datków na żywność lub odzież dla osób potrzebujących.

giel/ krys/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje