Reklama

Reklama

Na trybunach coraz mniej dziennikarzy sportowych a coraz więcej statystyków

Nowe zjawisko na trybunach pogłębia się w dobie pandemii. Na mecze przychodzi coraz mniej dziennikarzy, na ich miejscach zasiadają pracownicy firm dostarczających dane statystyczne klubom i bukmacherom.

Ze statystykiem jednej z takich firm rozmawiam przed meczem Górnika Zabrze z Wartą Poznań. To jedna z sześciu, siedmiu firm - m.in. Statscore, Genius Sports, SportsData czy Running Ball - które działają w Polsce. Nasz rozmówca nie chce podać własnego nazwiska, bo podczas podpisania umowy o współpracy podpisał również zobowiązanie o nieprzekazywaniu informacji i niepodawaniu nazwy firmy.

Bukmacherzy chcą natychmiast

Jego firma to oficjalny partner ekstraklasy, kluby i federacje otrzymują za obecność statystyków na trybunach określone sumy.

Interesują je oczywiście nie tylko futbol, ale wszystkie gry zespołowe. Przykład? W listopadzie Genius Sports, jedna z firm działających na naszym rynku dostała od Polskiego Związku Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki wyłączne prawo do dystrybucji danych na żywo oraz streamingu wideo z rozgrywek pod auspicjami tych organizacji do własnej globalnej sieci partnerów bukmacherskich. Umowa będzie obowiązywała przez dziesięć lat, do 2030 roku. Firma działa w ponad 150 krajach, obsługuje m.in.  NBA, Premier League, AFA, FIBA, NCAA i wyścigi samochodowe NASCAR.

Reklama

Statystyk: - Moja praca polega na tworzeniu w czasie rzeczywistym danych statystycznych, z których korzystają klienci firmy. Zbieramy statystyki na potrzeby klubów i innych klientów, którym te dane są potrzebne, choćby firm bukmacherskich. Te ostatnie dzięki nam mają natychmiastowe informacje z przebiegu wydarzenia. Dzięki temu mogą poszerzać i zmieniać ofertę dla klientów, w zakładach on-line, które są coraz bardziej popularne. Pozwalają graczowi w dowolnym momencie wydarzenia sportowego zawrzeć zakład. Staram się jak najdokładniej odwzorować wydarzenia z meczu. Liczę kartki, auty, rzuty wolne itd.

Praca i pasja jednocześnie

Zjawisko niezależnych statystyków pojawiających się na meczach pojawiło się około 2005 roku. Nasz rozmówca współpracę rozpoczął kilka lat później. - To był przypadek. Na jednym z forów internetowych o tematyce sportowej pojawiło się ogłoszenie o poszukiwaniu człowieka do takiej pracy. Zgłosiłem się, bo zawsze uwielbiałem sport. Byłem studentem, wydawało mi się, że to będzie znaczne polepszenie studenckiego budżetu. Przeszedłem szkolenie i zacząłem pracę - opowiada. Wciągnął się na tyle, że dziś nie zajmuje się niczym innym.

Dziś to jedyna jego praca. A do tego pasja. Przez te wszystkie lata, forma, techniki i narzędzia jego pracy się zmieniały, wzrosły też wymagania klientów. Kiedyś wystarczały podstawowe informacje, teraz wiele firm domaga się różnych szczegółów. - Osoba, która jest nieobecna na meczu, nie oglądająca go w telewizji jeśli tylko chce - może dostać dane choćby, jak konkretni zawodnicy, w jaki sposób wykonują w konkretnym meczu rzuty wolne - opowiada

Wyrugować nieuczciwość

Ciekawym wątkiem jest współpraca firm z krajowymi federacjami. Otóż zgłaszają mecze, które budzą podejrzenia uczciwej rywalizacji. Dzięki takiej współpracy udało się udowodnić kilka przypadków ustawionych meczów i jednocześnie ukarać biorących w nich udział sportowców. Każde nietypowe zachowanie klientów bukmacherów jest zgłaszane i mecz brany jest "pod lupę". - Najgłośniejszy przypadek miał miejsce w 2007 roku podczas turnieju tenisowego w Sopocie. Jeden z tenisistów był tam zdecydowanym faworytem. Po pierwszym wygranym przez niego secie nagle wielu graczy zaczęło obstawiać jego porażkę na łączną sumę 3,5 mln funtów. Po chwili zawodnik skreczował... - opowiada nasz rozmówca.

Wszyscy znają wszystkich

Firmy zajmujące się statystykami działają w podobny sposób. Statystyk: -  Gotowość do relacjonowania poszczególnych meczów zgłaszam poprzez złożenie w aplikacji chęci obsługi konkretnego wydarzenia. Jeżeli mecz interesuje klienta, wtedy jest przydzielany statystykom z kilkudniowym wyprzedzeniem. Nie robi się meczów, którymi nikt nie wyraża zainteresowania. W Polsce nie zdarza się jeszcze, żeby klienci byli zainteresowani meczami poniżej czwartej ligi piłkarskiej, w Anglii obsługuje się nawet szósty.

Środowisko statystyków jest dość hermetyczne, właściwie wszyscy znają wszystkich. Ale on i jego koledzy obsługują nie tylko futbol; interesują ich wszystkie rozgrywki męskie i żeńskie we wszystkich rozgrywkach zespołowych - siatkówce, koszykówce, piłce ręcznej czy hokeju. Czasem zdarza im się obsługiwać nawet spotkania towarzyskie. Nie oglądają jednak meczów jak dziennikarze czy kibice. To statystycy. Nie mogą się spóźnić. Na meczu Górnikiem z Wartą jest ich czterech.

- Dotarcie na mecz w odpowiednim czasie to podstawa. Musimy być na stadionie albo w hali odpowiednio wcześnie i poinformować firmę, żeby wszyscy zainteresowani byli pewni, że relacja się odbędzie. Czasem, owszem, są sytuacje losowe, kiedy wbiega się na trybuny w ostatniej minucie przed meczem. Ale przez tyle lat pracy ledwie kilka razy zdarzyło mi się, że się spóźniłem. Takie nieszczęsne sytuacje, kiedy musiałem zrezygnować z relacji mogę policzyć na palcach jednej ręki na kilka tysięcy wydarzeń - opowiada.

Tylko zimna statystyka

Miesięcznie obsługuje około 20 wydarzeń.  - Jestem ze Śląska i nie mogę narzekać na wybór. Klubów i dyscyplin mam tu sporo - uśmiecha się. Ciekawi mnie czy przeżywa emocje. - Oczywiście, mam frajdę z oglądania ciekawych meczów, choć nie angażuję się po żadnej ze stron. Ale jako profesjonalista zapominam o nich zaraz po zakończeniu. Nasza praca kończy się z ostatnim gwizdkiem sędziego. Nas nie interesują wypowiedzi czy punkt widzenia uczestników. Tylko zimna statystyka - przyznaje z uśmiechem. Nie jest dziennikarzem, nie przeprowadza więc wywiadów i dlatego nie ma aż takich znajomości, jak tradycyjni żurnaliści. Kilka ciekawych znajomości jednak zawarł - wśród nich z trenerami siatkarskimi Stephanem Antigą czy Vitalem Heynenem. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL