Reklama

Reklama

Mucha: Polacy nie umieli mi wbić gola

- Dla tak małego kraju jak Słowacja to wyjątkowy sukces - mówi bramkarz Legii Warszawa, który w środę rozegrał przeciwko Polsce kapitalne spotkanie i to w dużej mierze jemu Słowacy zawdzięczają pierwszy w historii awans do mundialu

Mucha w Legii pojawił się latem 2005 roku, jako dwukrotny mistrz swego kraju z MSK Żilina, ale głównie jako bramkarz rezerwowy. W tej roli przez dwa lata konkurował też w Legii z Łukaszem Fabiańskim. Po odejściu Polaka, wszedł na stałe do bramki warszawskiej drużyny. Zaczął dostawać powołania do kadry, a w trakcie eliminacji - od meczu z Czechami - 27-letni bramkarz przejął bluzę z numerem jeden. Teraz w polskiej lidze jest uważany za najlepszego na tej pozycji, w słowackiej reprezentacji jego pozycja stała się niemal równie niepodważalna. W przyszłym roku będzie nie tylko jedynym legionistą, ale prawdopodobnie także jedynym piłkarzem naszej ekstraklasy, który pojedzie do RPA na mistrzostwa świata (szanse mają jeszcze Andraż Kirm i Junior Diaz z Wisły Kraków, ale Słowenii i Kostaryce będzie bardzo trudno uzyskać awans z baraży).

Reklama

Słowacja wywalczyła historyczny awans do mistrzostw świata. Po środowym meczu podkreślano, że wielka w tym zasługa Jana Muchy.

- Walczył cały zespół. Ja nie czuję się bohaterem. Ten awans to dla mnie niesamowite przeżycie. Tym bardziej, że bardzo dużo mnie kosztowało, aby dojść do tego miejsca. Teraz jedziemy dalej. Piłka nie stoi w miejscu.

Jak świętowaliście ten historyczny sukces?

- Nie było nic przygotowane, nie chcieliśmy zapeszyć. Wszyscy mieli nadzieję, że awansujemy. W Bratysławie czekały fajerwerki, ale na wszelki wypadek aż do końcowego gwizdka sędziego. Trochę humory zepsuły nam kłopoty z odlotem z Polski. Spędziliśmy w samolocie trzy i pół godziny. Ale wszystko wynagrodziło powitanie przez kibiców. Potem mieliśmy zamkniętą imprezę. Ale spokojną.

Kadra Słowacji, tak jak i Legia nie mogą bez pana się obyć. Są oferty z zagranicy czy zostanie pan w Warszawie?

- Mam kontrakt do 30 czerwca. Na razie nigdzie się nie wybieram.

To już kolejny sezon w Polsce. Jak czuł się Pan występując przeciwko piłkarzom, z którymi gra na co dzień? I przeciwko tym, z którymi gra pan w jednej drużynie?

- Bardzo dobrze. Polacy zagrali dobrze, ale nie umieli wbić mi gola. Najważniejsze, że osiągnęliśmy cel. Dla takiego małego kraju jak Słowacja to wyjątkowy sukces.

Swego czasu selekcjoner reprezentacji Słowacji mówił, że nie zostanie Pan pierwszym bramkarzem kadry, dopóki nie zmieni Pan klubu.

- Jak widać sytuacja się zmieniła. Widocznie trener Weiss nie uważa polskiej ligi za dobrą. Nie jest to na pewno świetna liga, ale cieszę się, że trener zmienił zdanie w stosunku do mnie i za to mu dziękuję. A w polskiej lidze gra sporo piłkarzy, którzy poradziliby sobie w zagranicznych klubach. Polacy kochają piłkę i spokojnie można stąd się wypromować.

Jakie teraz cele stoją przed Panem?

- Wywalczyć mistrzostwo Polski z Legią i jak najlepiej przygotować się do mistrzostw świata.

Reklama

Reklama

Reklama