Reklama

Reklama

MŚ: Finowie pokonali Rosjan po fenomenalnym golu

- Gol Mikaela Granlunda był nie z tej Ziemi. Niestety, nie widziałem go na żywo, dopiero na powtórce, na telebimie. Mam nadzieję, że da popis także w finale ze Szwedami - powiedział napastnik Finlandii Tuomo Rutu o golu filmowej urody, po którym padła potęga hokejowa Rosja.

- A mnie ten gol wcale nie zaskoczył. Nie ma takiej rzeczy, której nie byłby w stanie z krążkiem zrobić. Jeszcze takiego numeru na treningu nie zrobił, ale po nim możecie się spodziewać wszystkiego. Nigdy nie wiadomo, co mu wpadnie do głowy. Jestem dumny mogąc mieć takiego zawodnika w drużynie - powiedział trener "Suomi" Jukka Jalonen.

Reklama

19-letni Granlund występuje w IFK Helsinki, ale prezentując taką technikę długo tam miejsca nie zagrzeje. Angażu w NHL może się spodziewać już w obecnym drafcie!

Jeśli Finowie w niedzielę wygrają derby Skandynawii ze Szwecją, zostaną mistrzami świata po raz drugi w historii. Poprzedni tytuł wywalczyli w 1995 r. w Sztokholmie.

- Mam świadomość tego, że możemy przejść do historii, spełnić marzenia nas wszystkich. Na razie o tym jednak nie myślimy. Musimy przygotować jak najlepiej na niedzielę - dodał Jalonen. - Przez parę godzin chcemy się nacieszyć tym, że pokonaliśmy jeden z najlepszych zespołów na świecie i to w walce o awans do finału mistrzostw świata. Wygraliśmy zasłużenie, gdyż stworzyliśmy więcej zagrożenia, a także lepiej graliśmy w przewagach.

Selekcjoner Finów przyznał, że na zespole będzie ciążyła ogromna presja. - Presja przed finałem mistrzostw świata to pozytywne zjawisko. Nie będzie nam przeszkadzała, tylko nas napędzi - zapewnił Jalonen.

Szef "Sbornej", Wiaczesław Bykow znowu pokazał klasę. Najpierw, gdy dziennikarze próbowali go podpuścić do ataku na sędziów o to, że trzykrotnie wyrzucili jego zawodników na ławkę kar za atak na bramkarza (dwukrotnie Aleksandra Owieczkina i raz Ilję Kowalczuka), a później przyznając się do błędu.

- Nie ma mowy o żadnej pomyłce sędziów. Wszystkim nam było wiadomo, że atak na bramkarza jest niedozwolony, a chłopcy przekroczyli regulamin. Kary zostały nałożone prawidłowo - powiedział Bykow.

Na pytanie: "Dlaczego nie wycofał pan bramkarza w końcówce III tercji, gdy jeden z Finów (Granlund) dostał karę?", odpowiedział krótko i zdecydowanie: - To był mój błąd.

- Tylko w pierwszej tercji dobrze, ale po niej nasza gra się załamała i nie mogliśmy dorównać rywalowi. Przy stanie 1-0 mieliśmy dobre sytuacje na strzelenie gola, ale niestety nie wykorzystaliśmy. Finlandia grała lepiej i zasłużenie wygrała - przyznał Bykow.

Na pytanie: "Na ile mecz z Kanadą wyzuł zespół z sił emocjonalnych i fizycznych?" odpowiedział: - Na pewno to spotkanie kosztowało nas sporo sił moralnych, fizycznych i psychicznych, ale z drugiej strony dla obu drużyn warunki były takie same - Finowie też grali ćwierćfinał w czwartek. Po prostu Finlandia zasłużyła na to zwycięstwo i nie ma co dyskutować na ten temat - uciął Wiaczesław Bykow.

Michał Białoński, Korespondencja z Bratysławy

Zobacz bramkę Mikaela Granlunda:

Dowiedz się więcej na temat: hokej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje