Reklama

Reklama

Monika Pyrek specjalnie dla INTERIA.PL

Monika Pyrek dzień po zdobyciu srebrnego medalu w helsińskich mistrzostwach świata w lekkiej atletyce była bardzo zmęczona. I nie tylko chodziło o szyję bolącą z powodu twardego zeskoku.

- Świętowaliśmy medal i moje urodziny prawie do szóstej rano - szczerze przyznała na wstępie wywiadu udzielonego INTERIA.PL.

- Już kilkadziesiąt godzin minęło od konkursu, który dał Ci srebrny medal. Tuż po starcie nie mogłaś dobrać właściwych słów, a teraz?

- Emocje opadły, ale pozostała świadomość, że jest to mój największy sukces w karierze. Zebrałam mnóstwo gratulacji, dostałam ponad 70 SMS-ów od znajomych i fanów. Niektóre nie podpisane i nie znam numerów, więc nawet nie wiem od kogo.

- Konkurs nie był jednak łatwy...

Reklama

- Nie sądziłam, że w takich warunkach uda mi się zdobyć medal. Po rozgrzewce przyznam, że byłam przerażona. Bałam się, że marzenia się nie spełnią. Jedyne co mogę sobie zarzucić to, że wynik nie jest taki jakiego bym oczekiwała.

- No właśnie, skoczyłaś 4,60 m. Można było wyżej.

- Wiem, że byłam przygotowana na 4,70. Warunki jednak były straszne, wiał bardzo silny wiatr. Z drugiej strony jednak Jelena (Isinbajewa - przyp. red) udowodniła, że żadne warunki nie grają roli.

- W sobotnim konkursie zaczęłaś od wysokości 4,20, natomiast Anna Rogowska 15 centymetrów wyżej. Taki był plan, czy też to była decyzja podjęta po rozgrzewce.

- Dopiero po rozgrzewce. 4,20 to był skok potrzebny do tego, by nabrać pewności, bo nie oddałam dobrego skoku podczas rozgrzewki. Bałam się pierwszej zrzutki na 4,35, a wiedziałam, że nawet w gorszym skoku 4,20 pokonam na pewno. I tak się stało.

- Wysokość 4,50 pokonałaś w drugiej próbie i widziałem jak bardzo odetchnęłaś z ulgą.

- Tak, emocje opadły. Bardzo się denerwowałam. Wcale mi nie pomogło, jak Ania strąciła w drugiej próbie. Wystąpiła lekka panika. Trener (Wiaczesław Kaliniczenko - przyp. red.) mnie uspokoił i skok dobrze wyszedł. Na 4,60 już było dobrze.

- Tuż po zakończonym konkursie była runda honorowa. Ty, Isinbajewa i Czeszka Hamackova. Czy o czymś wówczas rozmawiałyście?

- Nie, było dużo radości i tylko wzajemnie napędzałyśmy się, żeby biec. Myślę, że Jelena ucieszyła się, że to ja byłam druga. Tak to odczuwam. Nasi trenerzy sobie wzajemnie pomagają, współpracujemy.

- Od czasu igrzysk w Atenach wszystkie reflektory zwrócone były na Annę Rogowską. Mówiłaś mi jeszcze podczas czerwcowych mistrzostw Polski, że rola zawodniczki w cieniu Ci odpowiada. Tutaj się to potwierdziło.

- No jasne. Zawsze łatwiej jest startować z tej niższej pozycji, gdy całe obciążenie było na Ani. To ona musiała udowodnić swoją pozycję, a o mnie mówiono: "może jej się uda, ale nie będziemy płakać jak jej się nie uda". Teraz też czytam niektóre opinie w internecie i widzę, że niektórzy się wcale nie cieszą, że to ja zdobyłam ten medal. No cóż, taki jest nasz kraj...

Rozmawiał w Helsinkach Witold Cebulewski

Dowiedz się więcej na temat: medal | Monika Pyrek | pyrek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje