Reklama

Reklama

MLS Playoffs: Zaliczki Fire, Revolution i Galaxy

Wszystkie trzy rozegrane w sobotę pierwsze mecze playoffs w piłkarskiej lidze MLS, zakończyły się identycznymi wynikami 2-0, z tym, że dwóch meczach wygrywali faworyzowani goście, tylko w Los Angeles od schematu odeszli Galaxy i pokonali Earthquakes.

W playoffs zasady dwumeczów róznią się od tych pucharowych np z Pucharu UEFA. Władze ligi MLS zadecydowały, że bramki zdobyte na wyjeździe nie mają znaczenia i w końcowym rozrachunku liczył się będzie stosunek bramek, ale bez różnicy, czy strzelonych u siebie czy na wyjeździe. Tak więc przegrani z soboty jeżeli w rewanżach wygrają np.1-0 to odpadają, ale jak zwyciężą np. 2-0, 3-1 lub 4-2, po regulaminowym czasie 90 minut, będzie dogrywka 2 razy po 15 minut według zasady złotej bramki, a jeżeli i ona nie przyniesie rozstrzygnięcia o awansie zadecydują rzuty karne.

Reklama

Zespoły, które awansują do finałów Konferencji Wschodniej i zachodniej rozegrają tylko jeden mecz, których gospodarzami będą zespoły sklasyfikowane wyżej w tabeli na koniec sezonu zasadniczego.

Stawką tych finałów będzie wejście do finału ligi MLS, który rozegrany zostanie 23 listopada w Los Angeles. Wygranie finału, daje zwycięzcom piłkarskie mistrzostwo USA. To w porównaniu do innych lig piłkarskich na całym świecie, w MLS jest jedyna w swoim rodzaju, bardzo oryginalna metoda wyłaniania mistrza w piłce nożnej. Trudno powiedzieć czy fair i czy sprawiedliwa, ale na pewno bardzo amerykańska.

Wschód:

D.C. United - Chicago Fire 0-2 (0-1)

Bramki: Andy Williams (4), Ante Razov 15 (90+), Widzów 15 500

Przebieg meczu ustawił wcześnie, bo już w czwartej minucie meczu strzelony gol przez Andy Williamsa. Ante Razov dośrodkował w pole karne, Nowozelandczyk Nelson wybił piłkę głową przed pole karne, ale tam dopadł do niej Jamajczyk Williams i potężnym wolejem z ponad dwudziestu metrów strzelił tuż przy słupku. Przewaga jednej bramki na wyjeździe pozwalała piłkarzom Fire kontrolować mecz, ale kto wie jakby potoczyły się losy spotkania, gdyby sędzia uznał piękną bramkę strzeloną głową przez Cerritosa w 14. minucie. Cerritos ciesząc się z gola i celebrując zdążył przebiec prawie całe boisko i wtedy sędzia główny po konsultacji z liniowym pokazał że bramki nie ma.

Rozczarowani kibice zaczęli gwizdać, a na boisku z decyzją sędziego Ricardo Valenzueli najbardziej nie mógł się pogodzić tradycyjnie Christo Stoiczkow, który natychmiast ruszył do ataku na arbitra. Gdyby nie interwencja Earniego Stewarta, który na siłę oderwał Stoiczkowa od sędziego, wściekły Bułgar najprawdopodobniej pobiłby arbitrów. Skończyło się tylko na żółtej kartce dla byłego asa Barcelony.

Decyzja arbitra bardzo zaostrzyła walkę na boisku i w sumie pokazał on 7 żółtych kartek a mógł dać drugie tyle. Pan Valenzuela momentami tracił kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W końcówce United chcący za wszelką cenę wyrównać, postawili wszystko na jedną kartę rzucając wszystkie siły do ataku. Jednak przy szturmie bramki Thorntona D.C. nadziali się na kontrę. Najskuteczniejszy w tym sezonie napastnik Fire Ante Razov, już w doliczonym czasie gry spokojnie w polu karnym przelobował bardzo dobrze broniącego przez cały mecz bramkarza D.C. Douga Warrena trafiając do siatki. Szczęśliwie zdobyty gol stawia Fire przed rewanżem na Soldier Field w bardzo komfortowej sytuacji, gdyż nawet porażka jedną bramką daje im awans do finału Konferencji Wschodniej. United jednak zapowiadają, że tanio skóry nie sprzedadzą i w Chicago zapowiada się ciekawy mecz.

NY/NJ MetroStars - New England Revolution 0-2 (0-1)

Bramki: Dario Fabbro(17), Pat Noonan (65), Widzów 10 500

Na tym meczu było najwięcej polskich kibiców, to oczywiście ze względu na występującego w ataku MetroStars Andrzeja Juskowiaka, ale ich doping nie uskrzydlił piłkarzy trenowanych przez Boba Bradleya. Polak grał 60 minut ale z klarowniejszych sytuacji tylko raz jego strzał z bliska został zablokowany. Więcej okazji nie miał nie tylko on, ale i cały zespół. Dopiero Mike Magee, który wszedł za Juskowiaka huknął z bliska w dolną część poprzeczki, ale piłka wyleciała w pole. 20 minut po przerwie najlepszy na boisku Urugwajczyk Jose Cancela zagrał do Argeńtyczyka Dario Fabbro, który nietypowo, lekko, piętą odegrał między obrońców Metro Eddiego Pope`a i Ricardo Clarka. Ci dwaj wpatrzeni w wolno toczącą się piłkę nie mogli się zdecydować, który z nich ma ją wybić. Ich błąd bezlitośnie wykorzystał kat MetroStars Pat Noonan, który po raz ósmy w w tym sezonie strzelił do siatki Nowojorczyków. Oszczędzani już od tygodnia podopieczni Bradleya momentami byli ośmieszani i mimo wysiłków nie byli w stanie już zmienić wyniku. Wszystko wskazuje na to, że rewanż za tydzień na Foxboro będzie ich ostatnim występem w sezonie. MetroStars tylko dzięki udanym interwencjom ich bramkarza Jonny Walkera zachowali twarz i w drodze na niedzielny rewanż do Bostonu nie muszą się czuć jak mięso armatnie. Strata dwóch bramek przed rewanżem nadal jest do odrobienia, tylko czy Bradley jest w stanie znaleźć sposób na wygranie przynajmniej dwoma golami?

Wygrywając w najbliższą niedzielę dwoma bramkami, MetroStars doprowadzą do dogrywki, ale pod warunkiem że jakoś unieszkodliwią Noonana, który ma patent na strzelanie goli bordowoczarnym.

Zachód

Los Angeles Galaxy - San Jose Earthquakes 2-0 (0-0)

Bramki: Sasha Victorine (59), Carlos Ruiz (62), Widzów 20 500

Derby Kaliforni okrzyczane jako szlagier pierwszej rundy playoffs nie przyciągnęły nawet kompletu widzów, ale w tym samym czasie kilka mil dalej grała chluba Los Angeles koszykarska drużyna Lakers i tam był komplet. Jak każdy mecz lokalnych rywali, tak i ten był bardzo zacięty, a gwiazdorowi Earthquakes Landonowi Donovanowi chyba spodobał się pomysł na jego grę i kopanie w NFL, bo w sobotę na boisku zamiast strzelać bramki, niczym w futbolu amerykańskim powalał rywali na murawę.

Donovan już w pierwszej połowie powinien dostać dwa razy czerwoną kartkę za bezpardonowe faule z tyłu bez piłki, po których zawodnicy Galaxy padali jak ścięci. Zamiast się mścić faulami na Donovanie, piłkarze Galaxy skutecznie odcinali go od podań. Do przerwy kości trzeszczały, ale gole nie padały, a pierwszą ofiarą tak ostrej walki był kolega Donovana z ataku Kanadyjczyk Dwayne DeRosario, który po jednym ze starć kontuzjowany już po dwudziestu minutach gry opuścił boisko.

Kwadrans po przerwie ponad 20 tysięcy widzów mogło cieszyć się z gola. Współautorem bramki dla Galaxy był jednak w dużej mierze bramkarz Earthquakes Pat Onstad, który w zamieszaniu zamiast rzucić się na leżącą przed nim piłkę czekał aż Sasha Victorine wepchnie mu ją do siatki. Trzy minuty później głośno dopingowani gospodarze poszli za ciosem. Koreański obrońca Hong Myung-Bo (ten sam, który na ostatnim Mundialu stopował Polaków, w Los Angeles zwany jest "Boa"), to właśnie on posłał lobem długie bardzo dokładne podanie do reprezentanta Gwatemali Carlosa Ruiza. Król strzelców MLS na pełnej szybkości sprytnie ograł Agoosa i Dunivanta i precyzyjnym strzałem po ziemi obok Onstada ustalił wynik meczu na 2-0. W rewanżowym meczu w niedzielę w San Jose, Earthquakes nie są bez szans, ale wygranie z Galaxy trzema bramkami nie będzie łatwe, choćby z tego powodu, że dwoma bramkami aktualni mistrzowie USA jeszcze w tym sezonie nie przegrali i teraz to oni są faworytami do awansu.

Colorado Rapids - Kansas City Wizards

Ze względu na to, że drużyna ligi NFL Denver Broncos, z którą dzielą stadion Rapids, rozgrywa swój mecz w poniedziałkowy wieczór, mecz odbędzie się we wtorek 4.11. o 19.30, a rewanż w sobotę 8.11 o godz.16.00.

Chris Reiko, USA

ChrisReiko@hotmail.com

Wyniki NA ŻYWO ze spotkań ligi MLS można śledzić w naszym serwisie nazywo.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne