Reklama

Reklama

Mistrz straci gwiazdę?

Miał być ikoną Prokomu, a niewykluczone, że zagra w Anwilu. Filip Dylewicz nie porozumiał się z szefami sopockiej drużyny i przyznaje, że myśli o zmianie klubu - informuje "Przegląd Sportowy".

Po finale mistrzostw Polski Dylewicz deklarował, że pozostanie w Prokomie. Marzyło mu się nawet, że będzie symbolem klubu - postacią na miarę Macieja Zielińskiego w Śląsku. Ostatnio przyznał jednak, że nie może znaleźć porozumienia z władzami Prokomu. Dlatego umowy nie ma. Natomiast w Anwilu stałby się najlepiej opłacanym koszykarzem w historii. Jego pensja wynosiłaby około 20 tysięcy euro.

- Chyba będę musiał odejść z Prokomu. Nie wiem, czy jednak w końcu nie zdecyduje się na wyjazd za granicę - mówił Dylewicz podczas pobytu kadry na spotkaniach towarzyskich z Niemcami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL