Reklama

Reklama

Minister sportu Witold Bańka: Być tam, gdzie zaczyna się sport

- Mój trener, który wychował mnie jako zawodnika, otrzymywał miesięcznie 120 złotych, a musiał podróżować po całym województwie śląskim. Dokładał do tego interesu, a mimo tego wychował kilku medalistów mistrzostw świata, Europy, czy uczestników igrzysk olimpijskich. Takich przypadków jest mnóstwo w całej Polsce. Trzeba tych ludzi wreszcie docenić i to także do nich kierujemy program "Klub" - mówi w rozmowie z Interią Witold Bańka, minister sportu i turystyki.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

INTERIA.PL: Dziś ministerstwo sportu zaprezentował program "Klub". Na czym on polega?

Witold Bańka (minister sportu i turystyki): - To odpowiedź na zapotrzebowanie środowiska sportowego. Chcemy wspierać małe i średnie kluby, które borykają się z problemami finansowymi. To właśnie tam zaczyna się sport, tam wychowywani są przyszli mistrzowie świata, Europy, olimpijczycy, czy inni zawodnicy, którzy potem dostarczają nam mnóstwo emocji. Na początek przeznaczyliśmy 15 milionów złotych. Chcemy pomóc około 1000 klubom w całej Polsce. Zapotrzebowanie jest ogromne, bo już w tej chwili mamy 2500 wniosków i niewykluczone, że już w tym roku uda się zwiększyć środki. Jeśli nie, to na pewno w 2017 roku będziemy mieli do dyspozycji większy budżet.

Reklama

O co mogą ubiegać się kluby?

- Mamy do dyspozycji dwa granty. Jeden w wysokości 10 tysięcy złotych dla klubu jednosekcyjnego i 15 tysięcy złotych dla klubów wielosekcyjnych. Kasa ma iść na trzy podstawowe zadania - dofinansowanie pracy trenerów, zakup sprzętu sportowego i organizację zgrupowań. Projekt został maksymalnie uproszczony. Nie ma tutaj żadnych pośredników. Wystarczy przesłać nam zgłoszenie poprzez aplikację internetową i później dostarczyć dokumenty pocztą.

To będzie duża pomoc?

- Musimy pamiętać, że kierujemy naszą akcję do klubów, które przeważnie mają budżety na poziomie kilku, czy kilkudziesięciu tysięcy. Łatwo policzyć, że zastrzyk gotówki z ministerstwa będzie stanowił znaczącą część budżetu. Dla wielu klubów te pieniądze będą okazją do przeżycia i normalnego funkcjonowania.

Program "Klub" ma bardziej pomóc w szkoleniu młodych sportowców, czy jednak być tylko zastrzykiem gotówki?

- Patrzymy wielowymiarowo. Chcemy dofinansować trenerów, którzy często pracują na zasadach non-profit lub jeszcze dokładają kasę z własnej kieszeni. Trzeba też pamiętać, że takich pasjonatów jest coraz mniej. Pieniądze z ministerstwa będą więc także zachętą dla przyszłych szkoleniowców. Jeśli trener będzie może liczyć na godziwe zarobki, a do tego damy do dyspozycji sprzęt sportowy i możliwość organizacji obozów, to łatwiej przyjdzie mu podjęcie się pracy z młodzieżą, a do tego zachęci dzieciaki do aktywności.

Pan profesjonalnie uprawiał lekką atletykę. Czy Witoldowi Bańce-sportowcowi przydałaby się taka pomoc, jaką teraz oferuje ministerstwo?

- Byłem w o tyle dobrej sytuacji, że mnie przez długi czas wspierali rodzice. To oni opiekowali się moją karierą. Ale doskonale znam funkcjonowanie klubów od środka. Mój trener, który wychował mnie jako zawodnika, otrzymywał miesięcznie 120 złotych, a musiał podróżować po całym województwie śląskim. Dokładał do tego interesu, a mimo tego wychował kilku medalistów mistrzostw świata, Europy czy uczestników igrzysk olimpijskich. Takich przypadków jest mnóstwo w całej Polsce. Trzeba tych ludzi wreszcie docenić.

Jako sportowiec nie startował pan w igrzyskach olimpijskich. Teraz jako minister będzie pan doglądał poczynań naszych zawodników podczas igrzysk w Rio. Na ile liczy pan medali?

- Staram się nie wywierać presji na naszych olimpijczykach. Jako były lekkoatleta doskonale wiem, że oni potrzebują przede wszystkim spokoju. Moim zadaniem jako ministra sportu jest zapewnienie im odpowiednich przygotowań. To udało się zrobić. Dziś nie ma jakichkolwiek opóźnień, jeśli chodzi o przekazanie środków na przygotowania do Rio. Jesteśmy w bieżącym kontakcie ze związkami sportowymi, monitorujemy proces treningów. Sygnały, które płyną do mnie, są bardzo pozytywne. Aż czuć wielkiego ducha walki w kontekście startu naszych zawodników w Brazylii. Co do dorobku medalowego to jestem optymistą i mam nadzieję, że przywieziemy z Rio więcej niż 10 medali.

O olimpijskie podium być może powalczą też nasi szczypiorniści. W ten weekend piłkarze ręczni zagrają turniej kwalifikacyjny w Ergo Arenie. Przed własną publicznością zmierzymy się z Macedonią, Chile i Tunezją. Awans uzyskają dwie najlepsze drużyny. Kwalifikacja do Rio będzie tylko formalnością?

- Nie podchodzę tak do tego, bo każdemu rywalowi należy się szacunek. Nie wyobrażam sobie jednak, aby naszych szczypiornistów zabrakło w Brazylii. Wszystko okaże się w Gdańsku. Ja, podobnie jak całe społeczeństwo, ściskam kciuki za naszych.

Rozmawiał Krzysztof Oliwa

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy