Reklama

Reklama

Mimo trudności grupa polskiego trenera mistrzem Izraela w wioślarstwie

Wychowankowie Roberta Nuckowskiego zostali mistrzami Izraela w wioślarstwie. Polski szkoleniowiec, który od pięciu lat pracuje w Tel Awiwie w najstarszym w tym kraju klubie sportowym, przyznał, że warunki szkolenia młodzieży są bardzo trudne.

"Mamy jeden zasadniczy problem..." - mówi Nuckowski. "Pieniądze" - kończy zdanie Juri Lawon, prezes wioślarskiego klubu w Tel Awiwie, który powstał w latach trzydziestych, wcześniej niż państwo Izrael.

Reklama

"Miasto klubowi nie sprzyja; podnosi opłaty, ma chrapkę na tereny położone blisko morza i nad rzeką" - żali się Nuckowski. Klub nie dostaje żadnych dotacji od państwa, wszystko jest finansowane ze składek członkowskich i z funduszy przekazywanych przez prywatne osoby. Trener na własną rękę szuka sponsorów, którzy prowadzą interesy z Polską i Izraelem.

"To nie to co w Polsce, gdzie są szkoły mistrzostwa sportowego, wsparcie z budżetu, krótko mówiąc jest system szkolenia. Tu nie ma co liczyć na wsparcie od władz" - zaznaczył Nuckowski.

Inne jest też według niego nastawienie młodzieży. "W Polsce dla wielu młodych ludzi sport jest szansą zrobienia kariery, wyrwania się ze wsi, z małego miasteczka. Tutaj młodzież tak się nie garnie" - wspomniał.

W klubie mówi się po angielsku, bo trenują i pracują w nim osoby z różnych krajów. 14-letnia Ronnie i jej matka Iris przyjechały do Izraela z Rumunii. Obydwie wiosłują i są bardzo zadowolone, że zajmuje się nimi Nuckowski, który niedawno obchodził 47. urodziny. Na stole leży stos prezentów dla niego i kartki z życzeniami. Co chwilę ktoś przychodzi po radę, pyta o sprzęt, o to jak trenować. Sympatycy przynoszą kwiaty.

Po długich staraniach, w zimie zorganizował wyjazd dla siedmiu podopiecznych na narty. Udało się to przy wsparciu klubu Gopło Kruszwica, poznańskiej Gminy Żydowskiej i ambasady RP w Tel Awiwie. Jednym z celów było nawiązanie kontaktów z polskimi wioślarzami podczas dwutygodniowego pobytu w Zakopanem. "Dużo jeździliśmy na nartach, było super, wróciliśmy bardzo zadowoleni" - podkreśliła Ronnie.

Nuckowski przyznał, że bardzo zależało mu na tym, aby jego podopieczni zobaczyli, że Polska to nie tylko Auschwitz i antysemityzm.

"Gdy przyjechałem pierwszy raz do Izraela, nasz kraj nie miał dobrej opinii. Z kolei ja też nie znałem aż tak dobrze historii - nie wiedziałem np. zbyt wiele o Holocauście, o antysemickiej nagonce w 1968 roku. W szkole nie uczyli nas o tym. Byłem w szoku, gdy spotykałem Żydów, którzy mówili mi o tym, że Polska była ich domem, z którego zostali wypędzeni, że tęsknią za polską zielenią" - wspomniał.

Z pensji trenera w małym klubie nie da się utrzymać. Nuckowski żyje po części z oszczędności. Czasem dokłada do sprzętu, pomaga swoim wychowankom. "Jak zacząłem tu pracować, kupiłem im klimatyzację do siłowni, bo w lecie nie dało się wytrzymać - było co najmniej 40 stopni" - dodał.

Tom, 67-letni Australijczyk, mieszka w Izraelu od 20 lat. Przeszedł na emeryturę, ale wiele czasu spędza w warsztacie klubu, pracując za pół darmo. Remontuje stare łódki, bo jedna przypada na kilkanaście osób. "Ta, nad którą teraz się pochyliłem, to prezent z Hajfy. Ma chyba 40 lat. Nie chciałem się za nią brać, ale Robert nie dawał mi spokoju" - wyjawił.

Polski szkoleniowiec przyznaje: "Ja jestem nudnik. To hebrajskie słowo na takiego, co nie odpuści, co będzie męczył, aż się zgodzisz. Tylko dzięki temu podejściu udaje się działać. Ja tu jestem menedżerem, sprzątaczką, niańką i jedynym trenerem".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama