Reklama

Reklama

Mila: Nie spodziewałem się nagrody dla ligowca roku

Sebastian Mila tradycyjnie był jednym z kluczowych zawodników w niedzielnym spotkaniu Śląska z ŁKS-em Łódź. - Wiedzieliśmy, że ten mecz jest do wygrania - mówi kapitan WKS-u, który w również w niedzielę odebrał nagrodę dla najlepszego piłkarza polskiej ligi w 2011 roku.

Zostałeś Ligowcem Roku 2011. Co ta nagroda dla Ciebie oznacza?

Reklama

To dla mnie ogromne wyróżnienie, nie spodziewałem się tego. Już samo znalezienie się w gronie nominowanych jest wielką sprawą. Ta nagroda to zasługa wielu osób. Przede wszystkim chłopaków z drużyny i ich wsparcia, trenera Oresta Lenczyka, który cały czas mnie prowadzi i doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem. Podziękowania należą się również trenerowi Tarasiewiczowi za ściągnięcie mnie do Wrocławia oraz trenerowi Globiszowi, za wyciągnięcie mnie z Koszalina. Dużą rolę odegrali też wszyscy pracownicy Klubu oraz moja rodzina, narzeczona Ula i kibice. Ci ostatni sprawiają, że w Śląsku naprawdę dobrze mi się gra i chcę grać dla tego klubu.

W wyścigu o tę nagrodę pokonałeś Tomasza Frankowskiego i Jakuba Warzyniaka. Jak ocenisz swoich rywali?

Byli to wymagający rywale, bo są dobrymi zawodnikami. Frankowski to klasa sama w sobie, strzelił mnóstwo bramek i wciąż trafia i to jest niesamowite. Z kolei Warzyniak - reprezentant Polski, a selekcjoner widzi w nim zawodnika na Euro 2012, więc również jest dobrym piłkarzem.

Dwa lata temu, kiedy Śląsk znajdował się w środku tabeli i było mu bliżej strefy spadkowej niż czołówki, powiedziałeś, że w perspektywie roku-dwóch wrocławska drużyna będzie biła się o najwyższe cele. Nasuwa się pytanie - skąd to wiedziałeś?

(śmiech) Rzeczywiście, to niesamowite, udało nam się osiągnąć sukces w postaci wicemistrzostwa i nadal jesteśmy w grze o te najwyższe cele, bo przewodzimy w tabeli. Cieszę się, że wraz z moim przyjściem nastały takie wyniki i atmosfera w drużynie. Można powiedzieć, że w odpowiednim czasie i miejscu znaleźli się odpowiedni ludzie. Mamy teraz cztery punkty przewagi i nas to bardzo cieszy, ale jednocześnie trzeba powiedzieć, że to nie jest wielka zaliczka. Jeszcze dużo meczów przed nami. Fajnie, że udało nam się już tyle punktów zdobyć, ale czeka nas ciężka wiosna.

W nowym roku więcej meczów rozegracie we Wrocławiu na obiekcie, na którym na razie idzie wam w kratkę. Nie obawiacie się tego?

Bardzo chcemy wygrywać dla naszych kibiców, oni są dla nas ważni i wielokrotnie każdy z piłkarzy to podkreślał. Być może czasami ta chęć jak najlepszego pokazania się nas nieco paraliżuje, więc niech nam nie mają tego za złe i niech wiedzą, że bardzo się staramy, by dla nich wygrywać. Wierzę, że w rundzie wiosennej będziemy zwyciężać i na naszym stadionie.

Pierwsza część sezonu zakończyła się w niedzielę w Łodzi, jak ją ocenisz?

Nie tylko runda, ale ogólnie wspaniały rok w naszym wykonaniu. Wicemistrzostwo Polski i teraz pierwsze miejsce. Graliśmy naprawdę fajną piłkę, oczywiście nie wszystkie mecze były świetne, ale odznaczaliśmy się charakterem i atmosferą w drużynie. To jest to, co budowaliśmy, na tym się bardzo mocno koncentrowaliśmy. Wszystko przed nami, mam nadzieję, że ten nadchodzący rok będzie równie udany.

I ten charakter było widać w Łodzi...

Było tam bardzo ciężko, ale widzieliśmy po sobie, po twarzach zawodników, że ten mecz jest do wygrania. Nie puszczały nam nerwy, tylko koncentrowaliśmy się na stworzeniu sytuacji i dzięki temu w końcówce strzeliliśmy dwa gole. Jesteśmy naprawdę zadowoleni. W niedzielę też był doping kibiców do samego końca. Wiedzieliśmy, że z nami są i nas wspierają. To nam bardzo pomogło.

Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Mila | Śląsk Wrocław | Ekstraklasa | mila

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje