Reklama

Reklama

Mija 40 lat od masakry podczas igrzysk olimpijskich

Dzisiaj mija 40 lat od masakry w Monachium, najbardziej tragicznego wydarzenia w historii nowożytnych igrzysk olimpijskich. Z rąk palestyńskich terrorystów zginęło wówczas 11 członków ekipy izraelskiej oraz jeden niemiecki policjant.

5 września 1972 roku Esther Roth-Shachamorov miała startować w półfinale biegu na 100 metrów przez płotki. Wczesnym rankiem w budynku żeńskim w wiosce olimpijskiej obudziło ją łomotanie do drzwi. Przestraszyła się, że... nie zdąży na zawody.

- Była godzina szósta rano. Myślałam, że spóźniłam się na mój półfinał, który miał się odbyć wczesnym rankiem - powiedziała agencji AFP 60-letnia dziś Roth-Shachamorov.

Otworzyła drzwi, przed którymi stały kobieta towarzysząca reprezentacji Izraela oraz mieszkająca obok jedna z koleżanek z ekipy startująca w pływaniu.

Reklama

- Chciały mnie ostrzec, że terroryści dostali się do budynku, w którym mieszkali mężczyźni. Przez chwilę nie rozumiałam, co do mnie mówiły. Co za terroryści? Byliśmy przecież na igrzyskach - dodała.

Roth-Shachamorov nie wiedziała jeszcze, że terroryści zabili na miejscu dwie osoby, a dziewięć innych, w tym jej trenera Amitzura Shapirę, wzięli jako zakładników. Pod osłoną niemieckiej policji Esther i inne zawodniczki zostały zebrane do jednego pomieszczenia, gdzie w telewizji śledziły dramatyczne wydarzenia.

- Widziałyśmy jak Niemcy prowadzą negocjacje z terrorystami, którzy grozili, że będą zabijać jednego sportowca co dwie godziny i wyrzucać zwłoki przez balkon, jeśli więźniowie palestyńscy nie zostaną uwolnieni. To było przerażające i niesłychanie wyczerpujące - wspomniała.

Negocjacje toczyły się następnie na lotnisku Fuerstenfeldbruck w bazie lotniczej NATO, gdzie Palestyńczycy wraz z zakładnikami dostali się helikopterem. Terroryści zażądali wówczas transportu do Kairu. Roth-Shachamorov zasnęła wyczerpana. O śmierci zakładników, a wśród nich jej trenera, dowiedziała się nazajutrz.

Igrzysk nie przerwano. Uroczystości żałobne odbyły się 6 września na Stadionie Olimpijskim z udziałem 80 tys. widzów i 3 tys. sportowców, w tym także Izraelczyków.

- Byliśmy tam, trzymaliśmy się za ręce i płakaliśmy - zakończyła Roth-Shachamorov.

5 września 1972 roku o czwartej nad ranem do wioski olimpijskiej w Monachium wdarli się palestyńscy terroryści z organizacji "Czarny Wrzesień" i zaatakowali kwatery sportowców izraelskich. Na miejscu zginął trener zapaśników Mosze Weinberg oraz sztangista Josef Romano. Zamachowcy wzięli dziewięciu zakładników, których mieli uwolnić po wypuszczeniu z izraelskich więzień ponad 200 Palestyńczyków.

Negocjacje z terrorystami nie przyniosły oczekiwanego efektu. Ostatecznie podczas dojazdu do podstawionego Boeinga 727 służby niemieckie zaatakowały terrorystów, którzy nie reagowali na żądanie poddania się. Próba odbicia zakładników była jednak źle przygotowana. Palestyńczycy zamordowali wszystkie wzięte osoby, a pięciu z nich zginęło podczas kolejnego ataku niemieckiej policji. Śmierć poniósł też jeden z policjantów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL