Reklama

Reklama

Michał Kudła woli trenować w Poznaniu niż w Portugalii

Podczas gdy kadra kanadyjkarzy szlifuje formę w Portugalii, zawodnik Posnanii Michał Kudła do sezonu przygotowuje się w chłodnym Poznaniu, przepływając setki kilometrów na Torze Regatowym Malta. I po cichu liczy, że zima w tym roku będzie łagodna.

Kadra kanadyjkarzy niedawno zakończyła zgrupowanie w Portugalii, ale na początku grudnia wróci na Półwysep Iberyjski, by kontynuować przygotowania do kolejnego sezonu. W grupie trenera Michała Śliwińskiego nie ma jednak tych zawodników, którzy kilka miesięcy podczas mistrzostw świata wywalczyli kwalifikacje olimpijskie - m.in. Tomasz Kaczora i Michała Kudły.

- Na pewno w Portugalii kadra ma lepsze warunki, aczkolwiek zdarza się, że o tej porze roku często pada deszcz i temperatury też nie są za wysokie, w okolicach 10 stopni. Szału więc nie ma, ta Portugalia w grudniu jest trochę przereklamowana - przyznał nieco żartobliwie Kudła.

Reklama

Po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro 28-letni zawodnik miał nieco słabszy okres. Nie zakwalifikował się do reprezentacji na najważniejsze zawody i zaczął szukać innego sposobu przygotowań.

- Miałem teraz możliwość wyjazdu z kadrą na zgrupowania, ale zrezygnowałem. Świadomie dokonałem wyboru. Po tym jak +wypadłem+ z kadry, trenowałem w domu. Wiele miesięcy spędziłem na obozach za granicą, ale uważam, że tak samo można przygotować się w Polsce, trzeba mieć tylko mocniejszy charakter - powiedział.

Nie bez znaczenia w podjęciu takiej decyzji miały sprawy rodzinne. Po igrzyskach został ojcem, a na dniach spodziewa się przyjścia na świat córeczki.

- Nie ukrywam, że dwa lata temu, gdy pierwszy raz przygotowywałem się w ten sposób, nie było mi łatwo - na zgrupowaniach człowiek ma wszystko podstawione pod nos i poza treningiem nic go nie obchodzi. W domu jest jednak inaczej, więcej tych obowiązków, zwłaszcza, gdy pojawiają się dzieci. Nie ukrywam jednak, że wolę być też z rodziną. Są zawodnicy, dla których to nie jest problem i żony to akceptują. Wiem, że gdybym podjął inną decyzję, to żona powiedziałaby mi: "jedź i rób swoje". Byłoby mi jednak ciężko, mając świadomość, że zostawiłem żonę z całym domem na głowie - stwierdził.

Kanadyjkarz Posnanii na Torze Regatowym Malta przepływa codziennie po ok. 20 kilometrów. O tej porze roku rekreacyjne tereny wokół jeziora są trochę wymarłe, poza nielicznymi biegaczami i rowerzystami nie ma praktycznie nikogo. Trudno się jednak dziwić, skoro temperatura nie przekracza pięciu stopni. Kudła póki co cieszy się z przychylności aury.

- Jest to dyscyplina typowo letnia, ładnie to wygląda w telewizji, gdy jest 30 stopni, a my siedzimy w kajakach w krótkich rękawkach i jest przyjemnie. Teraz zaczął się ten najgorszy okres, jest coraz chłodniej, choć jak na koniec listopada jest nieźle. Wciąż mamy dodatnie temperatury, nie ma jakichś zimnych wiatrów - przyznał.

Na ewentualne mrozy też jest przygotowany i ma kilka alternatyw. - Jeśli Jezioro Maltańskie zamarznie, mogę pojechać do Krakowa, skąd pochodzi moja żona. Wisła ma uregulowany nurt i można fajnie powiosłować. Chyba, że chwyci mróz, to pozostaje nam Jezioro Licheńskie, gdzie przez elektrownię woda jest podgrzewana. Ona nigdy nie zamarza i przy okazji jest ciepło, nawet, gdy panują temperatury poniżej 10 stopni - wyjaśnił.

W przygotowaniach pomaga mu były trener kadry kanadyjkarzy Rafał Rogoziecki, z którym współpracuje od wielu lat.

- Działam społecznie, ale pomagam zawodnikom, którzy są świadomi pewnych rzeczy i chcą ciężko pracować. Osiem lat pracowałem w kadrze i często byłem w rozjazdach. Teraz nadrobiłem ten czas, ale na kajaki się nie obraziłem. Nie ukrywam, że sporo czasu poświęcam Michałowi i przez to mam czasami ciężko w domu. W Poznaniu mamy wszystko, co jest potrzebne do trenowania - tor regatowy, siłownię, fizjoterapeutę, w każdej chwili możemy zrobić badania - tłumaczył Rogoziecki.

Powrót Kudły do kadry okazał się udany. Po wygraniu krajowych eliminacji, razem z Mateuszem Kamińskim, z którym startował na ostatnich igrzyskach (w Rio de Janeiro zajęli dziewiąte miejsce), uplasowali się na piątej pozycji na Igrzyskach Europejskich w Mińsku w dwójce na 1000 m i lokatę niżej na mistrzostwach świata w Szegedzie w tej samej konkurencji. Jednocześnie uzyskali kwalifikację olimpijską dla Polski. To nie jest jednak równoznaczne z tym, że obaj wystąpią w Tokio.

- Wiem, że kilka dwójek będzie aspirowało do reprezentowania kraju - najpierw na Pucharach Świata, a potem na igrzyskach. Na pewno będą dalej pływał w osadzie z Mateuszem, tu się nic nie zmieni, obaj się doskonale znamy i bardzo dobrze rozumiemy. Wiosną tego roku potrafiliśmy praktycznie z marszu, bez wspólnych treningów wygrać wewnętrzne kwalifikacje. Nie ukrywam, że poważnie myślę o starcie na jedynce, zawsze miałem ciche marzenie, żeby na tej osadzie stanowić duża wartość. Tym bardziej, że zmienił się regulamin regat olimpijskich i każda z federacji może wystawić dwie osady na jedynkach, oczywiście pod warunkiem, że mają zakwalifikowanych co najmniej dwóch zawodników. A program startów nie wyklucza jednoczesnych startów na jedynce i dwójce - wyjaśnił poznański kanadyjkarz.

Póki co numerem jeden na jedynce jest Tomasz Kaczor, tegoroczny wicemistrz świata na 1000 m. Kudła nie boi się rywalizacji z zawodnikiem poznańskiej Warty.

- Żeby wygrać z Tomkiem, trzeba trochę zdrowia zostawić, ale uważam, że nie ma ludzi nie do pokonania i z każdym można powalczyć - podkreślił.

28-letni zawodnik nie ukrywa, że po igrzyskach w Tokio, bez względu na wynik, będzie chciał zakończyć karierę, choć dopiero wchodzi w optymalny wiek w tej dyscyplinie sportu.

- Czuje się trochę wypalony, nie sądzę, by była też szansa kontynuowania współpracy z trenerem Rogozieckim. Poza tym myślę poważnie, by zająć się czymś innym. Kajaki trenuję od piątej klasy, ile można życia spędzić w wodzie... - podsumował Kudła.

Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama