Reklama

Reklama

Michał Jurecki: Jeszcze kilka imprez przede mną

Zgodnie z tym, na co INTERIA.PL zapowiadała w niedzielę Michał Jurecki pożegnał się z Goeteborgiem i mistrzostwami świata.

Michał Jurecki nie raz swoim wejściem na boisko zagrzewał kolegów do walki i w decydujących momentach przechylał szalę zwycięstwa na stronę polskiej reprezentacji piłkarzy ręcznych.

Reklama

Z powodu kontuzji sztab medyczny zdecydował, że zawodnik Vive Targi Kielce będzie musiał wrócić do domu. Trener Bogdan Wenta z listy rezerwowych powołał na jego miejsce kolegę klubowego Piotra Grabarczyka, który przyleci do Szwecji, przez Kopenhagę, mniej więcej w tym samym czasie, czyli około południa.

- Pod wieczór może uda mi się dojechać do Kielc, żeby obejrzeć drugą połowę meczu Polaków z Chile. Niestety taki jest sport. Odnosi się kontuzje czasami większe, czasami mniejsze. Ja mam takiego pecha, że muszę już teraz tak wielką imprezę opuścić - powiedział Michał Jurecki, popularny "Dzidziuś", dwie godziny przed odlotem do kraju.

Do kontuzji doszło w drugiej połowie sobotniego meczu z Argentyną. Sam zawodnik twierdzi, że stało się podczas akcji w obronie, jednak lekarz polskiej ekipy Maciej Nowak, po uważnym przejrzeniu zapisu wideo stwierdził, że nastąpiło to chwilę wcześniej, w trakcie rzutu na bramkę przeciwnika, kiedy dwaj obrońcy uwiesili się na ręce Polaka.

- Jest to uraz naderwania mięśnia bicepsu prawej ręki. Jak wiadomo, to jest moja ręka rzutowa. Zdecydowaliśmy ze sztabem medycznym, że lepiej, jeśli ktoś przyjedzie tutaj za mnie i pomoże drużynie w stu procentach - dodał szczypiornista.

Zgodnie z nowymi przepisami podczas MŚ można zmienić dwóch zawodników w dowolnym momencie bez podawania przyczyn. Polska ekipa dopełniła już wszystkich formalności proceduralnych i Grabarczyk będzie mógł wystąpić nawet już w poniedziałkowym meczu z Chile. Pytanie tylko, czy nie będzie zbyt zmęczony po podróży i niedawno rozegranym turnieju. Decyzja należy do trenerów. W każdym razie na ławce drużyny będzie mógł już siedzieć w trakcie meczu.

- Może zostałbym tu jeszcze parę dni, żeby chłopaków podtrzymać na duchu, żeby im kibicować, ale teraz zależy mi na czasie. Jadę do Polski i może nawet w tym tygodniu przejdę zabieg w Poznaniu - powiedział Jurecki.

Zawodnik z żalem opuszcza Goeteborg, gdzie odbywają się wszystkie mecze grupy D w pierwszej fazie MŚ, ale się pociesza: - Przeżyłem już parę takich imprez. Mam 26 lat i chyba jeszcze kilka takich imprez przede mną.

Sam Jurecki tak opowiada o samym zdarzeniu: - To było w drugiej połowie, poczułem ból w prawym bicepsie. Myślałem, że to chwilowe. Potem do końca meczu już go nie czułem. Po spotkaniu z Argentyną było już OK. Ale widać było, po mięśniu, że jest nienaturalnie ułożony. Doktor mnie zbadał i stwierdził naderwanie.

W ocenie lekarzy kontuzja wyeliminuje go z gry na osiem tygodni. - W niedzielę rano jeszcze nie czułem bólu. Dopiero gdy zobaczyłem tę rękę, to wiedziałem, że jest coś nie w porządku. Doktor Maciej Nowak zbadał mnie i diagnoza była jedna, że muszę jechać do domu - zakończył.

Z Goeteborga Cezary Osmycki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje