Reklama

Reklama

ME w wioślarstwie. Węgrzycki-Szymczyk nie składa broni w walce o igrzyska

Wioślarz Natan Węgrzycki-Szymczyk po nieudanym ubiegłym roku, kiedy to nie zakwalifikował się na igrzyska, znów wrócił na szczyt. W Poznaniu wywalczył srebrny medal mistrzostw Europy i nie zamierza składać broni w walce o wyjazd do Tokio.

Wicemistrzostwo Europy to największy sukces 25-letniego wioślarza, który ma na koncie wiele medali w kategoriach młodzieżowych; w 2013 roku został m.in. mistrzem świata juniorów. W "dorosłej" rywalizacji brakowało mu jednak spektakularnych sukcesów, dobrze zaprezentował się na igrzyskach w Rio de Janeiro, gdzie jako 21-latek był siódmy w jedynce.

Reklama

Przed rokiem na mistrzostwach świata był dopiero 10., do kwalifikacji olimpijskiej zabrakło mu zaledwie jednej lokaty.

"Nie ukrywam, że po tych mistrzostwach złapałem "doła", potem na mistrzostwach Polski byłem dopiero trzeci" - wspomniał Węgrzycki-Szymczyk.

W Poznaniu nie był kandydatem do medalu. Z wyścigu na wyścig rozkręcał się i w finale zameldował się drugi na mecie. Wyprzedził medalistów ostatnich mistrzostw świata - złotego Niemca Olivera Zeidlera oraz Norwega Kjetila Borcha.

"Regaty w Poznaniu w mojej konkurencji były prawie jak mistrzostwa świata. Zabrakło dwóch mocnych jedynkarzy z Nowej Zelandii i Kuby, oraz Brytyjczyka" - przyznał Węgrzycki-Szymczyk, który z większą nadzieją patrzy na majowe kwalifikacje olimpijskie.

"W europejskich regatach nie będę mógł wziąć udziału, bowiem Polska ma już dużo miejsc na igrzyskach i w pierwszej kolejności szansę otrzymają te kraje, które mają mniej zakwalifikowanych załóg. Wynik w Poznaniu pokazał, że jestem w stanie powalczyć o awans na igrzyska, choć będzie to trudne zadanie, bowiem kwalifikację uzyska tylko dwóch najlepszych zawodników. Zdaję sobie sprawę, że mam wciąż jeszcze wiele do poprawy, przede wszystkim muszę popracować nad siłą" - podkreślił wicemistrz Starego Kontynentu.

Trenerem Węgrzyckiego-Szymczyka od początku kariery jest jego ojciec Jarosław. Po sukcesie syna nie krył radości, ale też skrytykował władze Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich.

"To było dla mnie wspaniałe wydarzenie. Nie tylko dlatego, że Natan jest moim synem, ale przede wszystkim dlatego, że przez ostatnie 10 lat włożyłem w tę pracę całe moje serce. Starałem się jak mogłem, niestety spotkałem się z wieloma problemami, które są typowe dla polskiego sportu. Działaczom często się wydaje, że oni są najważniejsi, ten cały sport się wokół nich kręci. Zawodnicy są od pracy na treningach i przynoszenia im korzyści. Ten medal jest dla mnie takim sukcesem przez łzy" - przyznał.

Dowiedz się więcej na temat: ME w wioślarstwie | Natan Węgrzycki-Szymczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje