Reklama

Reklama

ME: Holenderki zagrały dla Polek!

Siatkarki Holandii nie odpuściły meczu z Rosją. "Pomarańczowe" stoczyły pasjonujący pojedynek i wygrały 3:2 otwierając Polkom drzwi do półfinału ME. "Biało-czerwone" muszą tylko lub aż wygrać z Bułgarią.

Siatkarki Holandii nie odpuściły meczu z Rosją. "Pomarańczowe" stoczyły pasjonujący pojedynek i wygrały 3:2 otwierając Polkom drzwi do półfinału ME. "Biało-czerwone" muszą tylko lub aż wygrać z Bułgarią.

Mecz Holandia - Rosja miał niebagatelne znaczenie dla polskiej reprezentacji w kontekście awansu do półfinału ME. Zwycięstwo "Pomarańczowych" w jakimkolwiek rozmiarze stawiało nasz zespół w komfortowej sytuacji przed pojedynkiem z Bułgarią. Wygrana "Sbornej" 3:0 lub 3:1 eliminowała Polki. Zwycięstwo aktualnych mistrzyń świata 3:2 sprawiało, że "Biało-czerwone" musiałyby pokonać Bułgarię bez straty seta, by kosztem Rosji znaleźć się w najlepszej czwórce. - Liczymy na to, że Holenderki będą chciały udowodnić, że przyjechały do Polski po złoto i wygrają z Rosją - mówiły nasze zawodniczki po wspaniałym zwycięstwie nad Rosją.

Reklama

Holenderki w dotychczasowych meczach spisywały się znakomicie. Wygrały wszystkie pięć spotkań nie tracąc nawet seta i już w środę zapewniły sobie awans do strefy medalowej. Rosjanki do meczu z Polską również były niepokonane, ale dobre spotkania przeplatały słabszymi.

Już początek meczu pokazał, że podopieczne Avitala Selingera nie zamierzają "odpuszczać". Publiczność w łódzkiej Atlas Arenie rozgrzała wymiana przy stanie 5:4 dla Holandii. Kibice byli świadkami niesamowicie długiej wymiany, pełnej potężnych ataków i wspaniałych obron. Ostatecznie punkt zdobyły Rosjanki po ataku Tatiany Koszelewej.

Holenderki prezentowały to, z czego słynęły czyli kapitalną organizację gry. Rozgrywająca Kim Staelens stosowała dużo kombinacji z wykorzystaniem różnych stref boiska. Marina Szesznina również starała się nie grać schematycznie. Już nie tylko Jekaterina Gamowa otrzymywała od niej piłki, ale także Koszelewa, Natalia Safronowa czy Maria Borodakowa. Oba zespoły zademonstrowały siatkówkę na bardzo wysokim poziomie.

Moment przełomowy w pierwszym secie nastąpił przy stanie 17:17. Wtedy w polu zagrywki pojawiła się Manon Flier. Kapitan reprezentacji Holandii zapisała na swoim koncie asa serwisowego, a jej kolejne zagrywki były na tyle trudne, że Rosjanki straciły cztery punkty z rzędu. Przewaga "Pomarańczowych" okazała się wystarczająca do wygrania pierwszego seta 25:19.

Drugą partię lepiej rozpoczęły Rosjanki (2:0), ale Holenderki szybko zniwelowały stratę. W kolejnych fragmentach zawodniczki obu zespołów popisywały się potężnymi atakami. W ekipie holenderskiej celowały w tym Flier i Chaine Staelens, a u Rosjanek oczywiście Gamowa i Koszelewa. Mierząca 202 cm wzrostu siatkarka dała popis gry od stanu 8:9, kiedy sama zdobyła sześć punktów z rzędu! Mając kilkupunktową przewagę mistrzynie świata grały pewnie. Okazało się również, że doskonale funkcjonująca holenderska maszyna też może się zaciąć. "Sbrona" wygrała drugą partię 25:19. W ten sposób Holenderki straciły pierwszego seta w turnieju.

Od początku trzeciej partii znów byliśmy świadkami zaciętej walki. Pierwsza przerwa techniczna odbyła się przy minimalnym prowadzeniu Rosjanek 8:7. Żadnej z drużyn nie udało się osiągnąć większej przewagi niż jeden, dwa punkty. Przy stanie 16:15 dla Holandii na zagrywce stanęła Koszelewa. Z jej kąśliwym serwisem nie mogła sobie poradzić Chaine Staelens i "Sborna" objęła prowadzenie 18:16. Holenderki głównie za sprawą kontrataków wykorzystywanych przez Debby Stam doprowadziły do remisu (18:18). Rosjanki w obronie dokonywały cudów, niemal tak jak polskie siatkarki w meczu z nimi. Ofiarna postawa opłaciła się, bo "odskoczyły" rywalkom na trzy punkty w kluczowym momencie seta (24:20). Holenderki pokazały charakter i obroniły trzy piłki setowe. Doping dla Holenderek w Atlas Arenie wyglądał tak jakby grała reprezentacja Polski. Niestety, czwartej piłki setowej "Pomarańczowe" już nie obroniły i przegrały trzecią partię 23:25.

Holenderki od mocnego uderzenia rozpoczęły czwartego seta. Świetnie w ataku spisywała się Flier. Dobrze funkcjonował też blok "Pomarańczowych", który zastopował m.in. Gamową. Zespół prowadzony przez Selingera prowadził 6:2, 8:4, 12:8. Znów zagrywka Koszelewej sprawiła ogromne trudności Holenderkom, do tego doszedł blok Rosjanek i z przewagi nic nie zostało (12:12). Ciężar gry na swoje barki wzięła Flier i na drugą przerwę techniczną Holenderki schodziły z dwupunktowym prowadzeniem. Przewaga "Pomarańczowych" wzrosła do pięciu "oczek" po serii znakomitych obron i błyskawicznych kontrataków w których prym wiodła Stam (20:15). Rosjanki nie mogły znaleźć recepty na kapitalną grę rywalek. Holenderki wygrały czwartego seta 25:18 i doprowadziły do remisu 2:2 w setach.

W tie-breaku trwała walka punkt za punkt. Zmiana stron boiska odbyła się przy prowadzeniu Holandii 8:7. W decydujących momentach więcej zimnej krwi zachowały Holenderki, które wygrały piątego seta 15:12 i cały mecz 3:2. Holenderki usłyszały od kibiców gromkie "Dziękujemy! Dziękujemy!".

Co ten wynik oznacza dla Polek? "Biało-czerwone" muszą wygrać z Bułgarią w jakichkolwiek rozmiarach i wówczas awansują do półfinału ME.

Holandia - Rosja 3:2 (25:19, 19:25, 23:25, 25:18, 15:12)

Holandia: Debby Stam, Ingrid Visser, Manon Flier, Chaine Staelens, Caroline Wensink, Kim Staelens, Janneke Van Tienen (libero) oraz Francien Huurman, Maret Grothues

Trener: Avital Selinger

Rosja: Marina Szesznina, Maria Borodakowa, Tatiana Koszelewa, Jekaterina Gamowa, Natalia Safronowa, Julia Sedowa, Jekaterina Kobeszowa (libero) oraz Maria Żadan, Anna Makarowa, Jelena Murtazajewa, Olga Fatiejewa

Trener: Władimir Kaziutkin

Robert Kopeć, Łódź

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL