Reklama

Reklama

Matkowski: Nie żałuję, że postawiłem na debla

Marcin Matkowski nie żałuje, że realizuje się w tenisie tylko w grze podwójnej, choć z potężnym serwisem i forhendem mógłby pewnie sporo osiągnąć również w singlu. Z Mariuszem Fyrstenbergiem dotarł w tym tygodniu do ćwierćfinału wielkoszlemowego Roland Garros.

"Jeśli masz osiągnięcia w deblu, to czasem można myśleć o tym, co takiego się stało, że nie wyszło w singlu. Ja próbowałem, ale trochę za krótko, bo tak naprawdę tylko pół roku grałem na poważnie w singla, zanim wyjechałem na studia do Los Angeles. Gdy wróciłem od razu wygraliśmy z Mariuszem Orange Prokom Open w Sopocie i tak już zostało. Wiem, że mam mocny serwis i dobry forhend, czyli rzeczy, które mogłyby mi pomóc zostać dobrym singlistą. Ale są też braki. Przede wszystkim jeśli chodzi o poruszanie się po korcie, które w deblu nie jest tak widoczne. Zresztą bekhend też nie jest moją mocną stroną - powiedział Matkowski.

Reklama

"Na pewno za mało próbowałem gry w singlu, ale nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu. Gram w debla dość dobrze, a z Mariuszem należymy do światowej czołówki. Wciąż jesteśmy siódmą-ósmą parą, więc mamy jeszcze parę celów do zrealizowania, bo chcemy wejść na dobre do pierwszej piątki, albo nawet trójki. Wszystko przed nami, możemy grać na najwyższym poziomie jeszcze przez cztery-pięć lat" - dodał.

Matkowski jest wciąż kawalerem, natomiast Fyrstenberg ożenił się przed trzema laty, a jego żona Marta od marca towarzyszy mu podczas turniejów.

"Z tego, co wiem, to Mariusz na razie nie zamierza powiększać rodziny, ale jeśli nawet tak się w którymś momencie zdarzy, to przecież wielu zawodników podróżuje z dziećmi. Jeśli któregoś dnia znudzi mu się gra, to ja - jeśli jeszcze sam będę grał - to pewnie poszukam innego partnera. Na razie jednak nie ma takich planów" - powiedział Matkowski.

Marcin ma za sobą dwa lata studiów ekonomicznych na UCLA, które w 2003 roku zawiesił przed ostatnim rokiem nauki, by przez kilka lat pograć w tenisa. Od tego czasu występuje na stałe z Fyrstenbergiem. Razem wygrali dziesięć turniejów ATP Tour, a najlepszym ich wynikiem w Wielkim Szlemie był półfinał Australian Open w 2006 r. Dwukrotnie wystąpili w igrzyskach olimpijskich - w Atenach (2004) i Pekinie (2008), a trzy razy w kończącym sezon mastersie - ATP World Tour Finals.

"Gram i mam satysfakcję z tego, więc nie rozmyślam o tym, co innego mógłbym robić, gdybym nie zdecydował się na tenis. Wszystko ma swoje konsekwencje. Gdybym rok dłużej został w Los Angeles i skończył studia, to nie poleciałbym na olimpiadę do Aten. Jak już zakończę karierę, to mam zamiar na rok wrócić do USA, bo chciałbym tam skończyć studia i zdobyć dyplom" - powiedział Matkowski, który interesuje się ekonomią i współczesną polityką.

"Lubię finanse i matematykę, więc po zakończeniu kariery i studiów pewnie pójdę właśnie w tym kierunku. Raczej wątpię, żebym się wiązał w przyszłości z tenisem. Przynajmniej na razie nie mam takich planów. Z polityką też mi nie po drodze. Chociaż mnie interesuje, to jednak nie ciągnie mnie do bycia politykiem, zupełnie, nawet jeśli mam cechy charakteru, które mogłyby być w tym pomocne. Zdecydowanie wolę biznes" - dodał.

Na początku wspólnych występów Marcin i Mariusz często mieszkali w jednym pokoju w hotelu, ale w pewnym momencie stwierdzili, że to nie wpływa na nich dobrze.

"To prowadziło do ogólnego znużenia i znudzenia sobą. Teraz, jak pojawia się +zmęczenie materiału+, to ja idę do swojego pokoju, a Mariusz do siebie. W Paryżu nawet mieszkaliśmy w innych hotelach. To jednak nie przeszkadzało nam wybierać się na wspólne kolacje. Na co dzień kłótni między nami nie ma, czasem może tylko dopada nas monotonia, zwłaszcza jak nam nie idzie w turniejach. Wtedy pojawia się zniechęcenie, szczególnie na treningach, bo na mecze to się jeszcze daje zmobilizować. Może tego nie ma tylko u braci Bryanów, którzy mieszkają w jednym domu, dzielą na pół wygrane i wszędzie podróżują i występują razem, ale to są bliźniacy" - powiedział Matkowski.

"Znamy się z Mariuszem tak długo, że nawet jeśli coś nam nie pasuje czy denerwuje, to na ogół puszczamy to mimo uszu. Chyba po prostu przywykliśmy już do siebie i się nawzajem akceptujemy, choć na pewno każdy z nas ma wady. Ja na przykład zdecydowanie za dużo śpię. Często z nudów dogaduję też Mariuszowi, żeby się trochę pokłócić, bo o czym tu gadać cały czas? On jest za to zbyt porządny, czasami i układny. Z nim to nawet ciężko się pokłócić, bo jest osobą mało konfliktową i pewnie dlatego nie ma wrogów. Siła spokoju" - dodał Matkowski.

W ćwierćfinale Roland Garros polski debel przegrał z broniącymi tytułu Czechem Lukasem Dlouhym i Leanderem Paesem z Indii 3:6, 1:6, późniejszymi finalistami tej imprezy.

W Paryżu rozmawiał Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje