Reklama

Reklama

​Mateusz Kusznierewicz dla Interii: Nie zamierzam się zatrzymywać

- Do dzisiaj się szczypię i sprawdzam, czy to aby nie sen, że przez prawie trzydzieści lat potrafię utrzymywać tak wysoką formę. Mam wielki apetyt na życie, ale na igrzyska olimpijskie już nie wrócę, to znaczy pewnie wrócę, ale w innej roli... Cały czas zamierzam startować w regatach w klasie Star, być może nawet po pięćdziesiątce będę jeszcze obecny na mistrzostwach świata. Nieudany projekt z Polską Fundacją Narodową nauczył mnie bardzo dużo, musiałem skorzystać z pomocy psychiatry, ale dziś powinienem pójść na kolanach do Częstochowy i podziękować, że ten projekt nie doszedł do skutku - mówi w szczerej rozmowie z Interią mistrz olimpijski w żeglarstwie z Atlanty, wielokrotny mistrz świata, Europy i Polski Mateusz Kusznierewicz.

Z Mateuszem Kusznierewiczem spotykamy się na plaży nad Wisłą w Warszawie tuż przy Stadionie Narodowym. Praga Południe, to dzielnica w której się wychował i gdzie mając dziewięć lat zaczynał swoją bogatą w sukcesy karierę w Yacht Clubie Polskim.

Na początku rozmowy podkreśla, że cały czas czuje się warszawiakiem, choć tak na dobrą sprawę jest obywatelem świata, a ze stolicy na dobre wyprowadził się nad morze 10 lat temu. Mistrz olimpijski z 1996 roku obecnie zajmuje się wieloma projektami, wciąż podtrzymuje także znakomitą formę sportową, w ubiegłym roku po 11 latach ponownie został mistrzem świata w klasie Star.

Reklama

- Zazwyczaj w kwietniu, maju i czerwcu miałem prawdziwe żniwa, jeśli chodzi o moje wykłady motywacyjne, a teraz praktycznie wszystko stoi w miejscu. Mam jednak taką teorię, że kiedy jedne drzwi się zamykają, to otwierają się inne. To, że mniej czasu spędzam na treningach, regatach i podróżach spowodowało, że mam więcej czasu na inne czynności. Jestem odpowiedzialny, jako dyrektor sportowy, za duży globalny projekt - żeglarski mundial w 2022 roku. Centrum organizacyjne projektu znajduje się w Szwajcarii. Moja rola polega na koordynacji wszystkich kapitanów i teamów z różnych państw. Na dziś mamy zgłoszonych 51 załóg do tych wyjątkowych zawodów, w tym reprezentację Polski. Ponadto współpracuję z trzema firmami dla których realizuję projekty wewnętrzne i reklamowe. Mój wizerunek wykorzystywany jest na przykład do reklamy niektórych produktów. Już wkrótce, kiedy uwolni się żeglarstwo, będzie można zobaczyć efekty naszej pracy. Poza tym prowadzę także dwie firmy, które są związane z nowymi technologiami. Zajmuję się również coachingiem i wykładami. Doświadczenia, które posiadam jako były sportowiec z sukcesami, mogę przenieść na życie prywatne, mogę przekazać, jak się wzmocnić i jak dać sobie radę w trudnych sytuacjach - mówi Mateusz Kusznierewicz.

Pandemia korona wirusa dopadła Mateusza Kusznierewicza w Stanach Zjednoczonych podczas regat. Teraz dużo czasu spędza przede wszystkim z najbliższą rodziną.

- Moje dzieci mają siedem i dziewięć lat, jeszcze bardziej się ze sobą związaliśmy. Zwolniłem tempo, nauczyłem się zarządzać swoją energią, a nie czasem, co chcę mocno podkreślić, bo to bardzo ważne. Więcej czasu poświęcam na zatrzymanie się i głębsze doświadczanie bieżącej chwili. Potrafimy się delektować dniem, momentem, nawet zwykła czynność, jak zabawa w piasku potrafi być superdoświadczeniem. Pierwsze regaty mamy wyznaczone na początek lipca w Niemczech. Mam nadzieję, że nie zostaną odwołane. Wcześniej treningowe regaty odbędą w Szwajcarii. Cały czas jestem zmotywowany, mam konkretny cel. To chyba dobra metoda dla nas wszystkich w tych trudnych czasach, żeby mieć swój cel - dodaje Mateusz Kusznierewicz.

Niespełna dwa lata temu Mateusz Kusznierewicz ponownie wrócił do rywalizacji. W ubiegłym roku 44-letni żeglarz wywalczył mistrzostwo świata w klasie Star, żeglując w parze z Brazylijczykiem Bruno Pradą podczas regat w Porto Cervo.

- Ten powrót sprawia mi wiele frajdy. Co ciekawe, zyskałem też nowe doświadczenia, bo zawsze pływałem z Polakami. Nigdy nie sądziłem, że mając na koncie tyle wiedzy i doświadczeń jestem w stanie jeszcze czegoś się nauczyć. Bruno wprowadził wiele nowych elementów do mojego żeglowania. Zadbałem o siebie, o formę, nie marnuję energii, zwracam uwagę nawet na taki drobny szczegół, jak sposób chodzenia po marinie. Robię to, co lubię i mam z tego satysfakcję. Tegoroczne mistrzostwa świata przeniesione zostały na listopad, odbędą się w USA. Mam jednak pewien problem, bo zostałem zaproszony na inne mistrzostwa, zaplanowane dwa dni później w Australii i nie wiem, które wybrać. Na szczęście już nic nikomu nie muszę udowadniać. Robię to wszystko dla przyjemności, dla siebie i z fajnymi ludźmi. Zaakceptuję piąte, czy dziesiąte miejsce. Natomiast zaskakujące jest to, że mimo naprawdę sporej konkurencji i upływających lat ja wciąż jestem tak wysoko - dziwi się Mateusz Kusznierewicz.

W 2012 roku po igrzyskach w Londynie Mateusz Kusznierewicz zakończył olimpijską karierę. Teoretycznie mógłby pokusić się o przygotowania do kolejnych igrzysk, ale to wiązałoby się z ogromnymi wyrzeczeniami. Mimo świetnej dyspozycji w klasie Star i wywalczonego w ubiegłym roku mistrzostwa świata nie zamierza porzucać obecnych obowiązków, aby znów stanąć do walki o olimpijski medal.

- Nie mam już szans, żeby wystartować w igrzyskach olimpijskich, bo musiałbym rzucić wszystkie inne czynności, a klasa Star, w której startuję na mistrzostwach świata, nie jest konkurencją olimpijską. Na przygotowania musiałbym przeznaczyć około 250-300 dni w roku, na przygotowania do zawodów w klasie Star poświęcam 80. Wrócić do klasy Finn? Hmm... W sumie nawet mógłbym, czemu nie. Nawet ostatnio pływałem na Finnie, ale jednak nie zdecyduję się (śmiech). Znając siebie, to dalsza pozycja pewnie by mnie nie satysfakcjonowała, a sam tylko start, żeby zaliczyć szóste igrzyska w karierze nie wchodzi w rachubę. Całe szczęście jestem panem swojego losu i mogę wybierać to, co chcę robić. Nie wykluczam natomiast, że na igrzyskach w Tokio jednak się pojawię, bo jest kilka osób, które proszą mnie o pomoc w przygotowaniach olimpijskich. Będę miał wielką satysfakcję, jeśli wychowam kogoś młodego, przekażę mu swoją wiedzę, a ten ktoś wywalczy medal i stanie na olimpijskim podium. Byłbym może nawet bardziej szczęśliwy, niż kiedy sam zdobywałem medale - cieszy się pięciokrotny mistrz świata.

Dwa lata temu Mateusz Kusznierewicz zaangażował się w projekt "Polska100" we współpracy z Polską Fundacją Narodową. Niestety dla niego plan zakupu morskiego jachtu, który pod polską flagą miał pływać dookoła świata, startować w regatach, rozsławiać imię Polski po morzach i oceanach nie powiódł się. Pomysł ostatecznie wywołał kontrowersje i nie doszedł do skutku.

- Pamiętam swoją pierwszą konferencję prasową przed igrzyskami w Atlancie. Kiedy zapytano mnie o moje cele, powiedziałem wtedy, że chcę zdobyć medal. Wtedy trochę z tego zakpiono, że mierzę za wysoko. Mówię to dlatego, że ja do wszystkich swoich pomysłów i projektów podchodzę z dużą ambicją. Zawsze wysoko stawiam sobie poprzeczkę. Niestety jednym z pomysłów, którego nie udało mi się zrealizować był właśnie projekt "Polska100". Żałuję, bo to mogło być bardzo korzystne dla całego kraju. Dziś, gdybym mógł cofnąć czas, pewnie trochę rzeczy zrobiłbym inaczej. Na szczęście ten zły PR, który towarzyszył mi po upadku projektu, już się za mną nie ciągnie - podkreślił.

Dwukrotny medalista olimpijski w rozmowie z nami nie kryje, że całą sytuację związaną z projektem "Polska100" bardzo przeżył.

- Przez cztery miesiące przechodziłem swoistą żałobę. Nad tym projektem pracowałem przecież dwa lata. Nawiązałem współpracę z psychiatrą, coachem biznesowym. Do dziś raz w miesiącu korzystam zresztą z jego porad, bo bardzo fajnie się nam współpracuje. Nigdy nie byłem tak mocnym psychicznie człowiekiem, jak dziś po tych właśnie doświadczeniach. Powinienem chyba pójść na kolanach do Częstochowy i podziękować, że nie realizujemy tego projektu, bo kiedy bliżej poznałem tych ludzi, którzy podjęli tę decyzję, to gdy patrzę na to, jak się wtedy zachowali i jak się zachowują teraz, cieszę się, że wszystko tak się skończyło. Na wielu ludziach, nawet tych z bliskiego otoczenia, mocno się zawiodłem i nie chciałbym mieć z nimi nigdy więcej do czynienia. To dla mnie nauczka i lekcja na całe życie, żeby wiedzieć, że mimo tego, iż jest dobrze, to trzeba być przygotowanym także na kryzys i porażkę - wyznał.

Trzykrotny mistrz Europy z nieudanego projektu wyciągnął dla siebie dwie ważne życiowe lekcje.

- Po tej całej sytuacji związanej z Polską Fundacją Narodową nauczyłem się dwóch rzeczy - po pierwsze, nie mówić w Polsce i nie zapowiadać przed Polakami tego, co zamierzam zrobić i jaki mam plan, bardziej opowiadać, co robię albo co się wydarzyło. Jest wiele osób, które ciągną w dół. A druga mądrość, którą wyniosłem z tych doświadczeń, to żeby za wiele nie teoretyzować, bardziej skupić się na tym, co można zrobić lepiej. To mój pomysł na moje szczęście, satysfakcję i działanie - zdradza Interii mistrz olimpijski z Atlanty.

Dziś Mateusz Kusznierewicz czuje się spełnionym sportowcem i człowiekiem. Mimo 45 lat wciąż ma niezwykle ambitne plany sportowe. Nie wyklucza, że o medale mistrzostw świata będzie walczył nawet po pięćdziesiątce. W najbliższych dwóch, trzech latach jego starty są niemal pewne.

- Chyba najpiękniejsze jest to, że od prawie trzydziestu lat potrafię utrzymywać wysoki sportowy poziom. Pierwsze mistrzostwo świata wywalczyłem mając 15 lat, a jak dotąd ostatnie w ubiegłym roku, czyli po 29 latach. Do dzisiaj się szczypię i sprawdzam, czy to aby nie jest sen. Żeby było śmieszniej, to wcale nie zamierzam się zatrzymywać. Mam dobrą formę, dobry sen, dbam o dietę i bardzo lubię pływać. W tym roku chcę wystartować w czterech regatach - stwierdził.

Najbardziej znany polski żeglarz coraz bardziej przygotowuje się do roli trenera, nauczyciela i mentora w ulubionej przez siebie dyscyplinie sportu. Swoją wiedzę chce przekazywać innym.

- Chcę szkolić innych, chociażby jako kapitan naszej reprezentacji na żeglarski mundial w 2022 roku. W tym właśnie przede wszystkim widzę sens i satysfakcję ze swojej pracy. Będę się jednak w dalszym ciągu ścigał na różnych łódkach. W naszym życiu ważna powinna być przyjemność z tego, co robimy. Powinna się liczyć przede wszystkim droga, którą przebywamy, to powinno nam sprawiać przyjemność. Ważne jest też to, aby sobie uświadomić dlaczego to wszystko robimy. Nie zawsze celem powinno być zwycięstwo, ale ważne jest to, żeby stawiać sobie cele, bo wtedy nasze życie od razu wygląda zupełnie inaczej - kończy Mateusz Kusznierewicz.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje