Reklama

Reklama

Mateusz Borek: Trzeba kochać swoje pasje do bólu

"Jakby dzisiaj ktoś mnie obudził w środku nocy i kazał skomentować jakiś mecz, to wydaje mi się, że dałbym radę" - wyznał w rozmowie INTERIA.PL Mateusz Borek.

Czołowy polski komentator sportowy w roli zdecydowanego faworyta rozpoczynających się dzisiaj piłkarskich MŚ 2006 upatruje Brazylię, ale liczy także na udany występy Hiszpanów, Włochów i oczywiście Polaków.

Reklama

Jakie mecze będzie Pan komentował na mundialu?

Na pewno wszystkie mecze Polaków - mam nadzieję, że więcej niż trzy. Dwa mecze 1/8, jeden ćwierćfinał, półfinał, no i finał.

Jak przygotowuje się Pan do komentowania?

Przygotowuję się tak jak codziennie do każdego innego eventu. Poziom  MŚ i te 32 reprezentacje to jest takie abecadło wiedzy każdego komentatora, że gdybym miał dopiero dzisiaj uczyć się drużyn i orientować się co się dzieje w tych reprezentacjach, to chyba lepiej żebym zmienił zawód. Mam bardzo dużo obowiązków, to pewne rzeczy muszę robić z rozpędu. Wydaje mi się, że merytorycznie jestem do mundialu przygotowany, bardziej to będzie sprawa obserwacji tego co się dzieje na miejscu, różnych niuansów, wniknięcie w to co się dzieje w poszczególnych reprezentacjach wewnątrz grupy - bo takie rzeczy decydują o powodzeniu bądź porażce drużyny.

Na co zwraca Pan uwagę już na miejscu, przygotowując się do komentowania, na jakie szczegóły?

Po pierwsze to są aspekty personalne. Po drugie obserwacja życia grupy - wzajemnej tolerancji, pozytywnej czy niepozytywnej aury, dążenia do wspólnego celu. Patrzę czy jest zawiść między zawodnikami, czy mają ten sam cel, kierunek. Następnie to są już sprawy czysto piłkarskie, czy jest jakaś strategia, styl gry, koncepcja wymyślona przez trenera. Obserwacja treningów w przypadku Polaków. Wtedy można wyrobić sobie zdanie w czym jest nasza siła, czy w stałych fragmentach gry czy potrafimy szybko zagrać kontrę. Fajnie jest zobaczyć coś na treningu, a potem w meczu, bo jeśli na treningu jest OK, a potem w meczu rządzi przypadek, gramy do przodu długą, gdzieś tam się odbije i Żuraw strzeli, to niekoniecznie dobrze świadczy o zajęciach drużyny. Mam nadzieję, że Paweł Janas ma już w głowie rozpisany każdy trening, wie czego się spodziewać, wie co chce osiągnąć i nad czym chce popracować na treningach i że te treningi będą miały przełożenie w meczach, bo dla mnie mówienie, że ktoś nieźle wygląda na treningu, to mnie nie przekonuje. Ja też mogę sobie sam komentować w domu bez kibiców i wychodzi fajnie, ale potem pojawia się adrenalina, stawka, przeciwnik i jest trochę gorzej. Mnie w życiu interesuje skutek i treningi są po to, żeby przygotować zawodnika do meczu. I ja nie będę rozliczał zawodników z tego jak wypadają na treningu, ale w grze o punkty.

Jakie wg pana cechy wyróżniają dobrego komentatora?

Trzeba znaleźć siebie, swój styl. Nie można komentować tak, żeby był to komentarz niezgodny z charakterem, sposobem życia. Wydaje mi się, że fajnie też znaleźć w tym wszystkim trochę aktorstwa. Komentator to narrator. Ja nie mówię, że powinienem opowiadać bajki, natomiast liczy się pewna artykulacja, narracja, warsztat. Czasami trzeba mówić więcej niż się powinno, a czasami dać zagrać stadionowi. Najważniejsze to myśleć, żeby oglądać mecz i podczas tej narracji i emocji które muszą się pojawić, zachować umysł analityczny, bo tam po drugiej stronie ktoś jest zainteresowany tym kto do kogo podaje, więc fajnie gdzieś znaleźć ten "złoty środek"... 

Proszę opowiedzieć o swojej największej wpadce antenowej ? nie wierzę, że nie miał Pan takiej.

To w zasadzie jedna i to kilka lat temu, na początku Polsatu Sport i to wynikająca z problemów technicznych. Mój wydawca poinformował mnie, że nie jesteśmy na wizji, kompletnie pomylona była grafika, nerwy duże, no i rzuciłem trochę mięsem. Niestety poszło to na antenę? Od tamtej chwili, gdy pali się czerwone światełko, gdy jestem na stanowisku, mam założone słuchawki staram się wyłączyć niepozytywne emocje, nawet jeśli coś jest źle zorganizowane, staram się mieć pełną kontrolę nad tym, co mówię.

Jakie ma pan rady dla wszystkich, którzy chcą pójść w pana ślady?

Trzeba mieć pasję. Kochać piłkę, ale też coś co jest obok. Ale niech będzie tak, że jest w stanie się tej pasji poświęcić. Trzeba kochać swoje pasje tak do bólu, żeby się później odnaleźć w tym zawodzie. Bo jeśli ktoś traktuje komentowanie jako sposób na popularność, pieniądze, przeżycie przygody, a to będzie oderwane od jego zainteresowań, pasji, to mogę powiedzieć, że to się nie uda. To musi być sposób na życie, na każdą wolną chwilę, a potem dopiero coś co traktujemy w kategorii zawodu. Ja gdy przestanę mieć z tego wielką radość i częściej będę się czuł zmęczony niż zadowolony z tego co robię, to po prostu dam sobie spokój? Nigdy nie dopuszczę do tego, żebym czuł się zmęczony w tym zawodzie i traktował go tylko jako zarabianie pieniędzy.

Jak Pana zdaniem wypadnie reprezentacja Polski na MŚ?

Kluczowy będzie pierwszy mecz. Jeśli pokonamy Ekwador, to mamy bardzo duże szanse na wyjście z grupy.

Kto jest Pana zdaniem faworytem MŚ - proszę podać pierwszą trójkę.

Brazylia, zdecydowanie. Wierzę w końcu w Hiszpanię, będę kibicował Włochom, bo potrafią grać w tych największych imprezach. Nie sądzę, żeby Afryka zawędrowała dalej niż do ćwierćfinału. A jeszcze z Europy to może Holandia?

Zobacz także relację z czata z Mateuszem Borkiem

Paweł Amarowicz, Warszawa

Dowiedz się więcej na temat: komentator | mecze | mecz | kochać | Mateusz Borek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje