Reklama

Reklama

Mariusz Prudel: cały ten rok jest znakomitym prezentem

Mariusz Prudel (Rybnik) uważa, że cały ten rok jest znakomitym prezentem, zarówno dla niego, jak i dla Grzegorza Fijałka (Andrychów). Sezon siatkówki plażowej zakończyli na czwartej pozycji w światowym rankingu i zapewnili sobie awans do turnieju olimpijskiego.

Mariusz Prudel (Rybnik) uważa, że cały ten rok jest znakomitym prezentem, zarówno dla niego, jak i dla Grzegorza Fijałka (Andrychów). Sezon siatkówki plażowej zakończyli na czwartej pozycji w światowym rankingu i zapewnili sobie awans do turnieju olimpijskiego.

Ponadto urodzony 21 stycznia 1986 roku w Rybniku Prudel został uhonorowany przez Międzynarodową Federację Piłki Siatkowej (FIVB) nagrodą dla zawodnika, który poczynił w tym sezonie największe postępy. Takiego wyróżnienia nie miał dotychczas żaden polski siatkarz plażowy.

"Nic dodać, nic ująć, cały ten rok jest dla mnie jak i dla Grześka znakomitym prezentem. Na nagrodę FIVB absolutnie nie liczyłem; nie jest to najważniejsza sprawa, ale z pewnością miła i taka, która podbudowuje psychicznie, dodaje sił i zachęca do jeszcze wydajniejszej pracy" - powiedział PAP laureat, który niedawno wrócił ze stolicy Austrii, gdzie trenował z Jakubem Szałankiewiczem.

Reklama

"Grzegorz leczy kontuzję naderwania przyczepu mięśnia czworogłowego i do zajęć przystąpi z opóźnieniem. Wierzę, że badania lekarskie wypadną pomyślnie i zaraz po Nowym Roku rozpoczniemy ciężką pracę przed nowym sezonem. Atmosferę świąt Bożego Narodzenia czułem już w Wiedniu. Mieszkałem blisko dworca zachodniego, gdzie przed głównym wejściem ustawiono olbrzymią choinkę. Miasto też zostało ozdobione, w sklepach z głośników płynęła nastrojowa muzyka" - wspomniał Prudel.

Jak podkreślił, te święta to wyjątkowo magiczny czas. "Na Wielkanoc dojeżdżamy zawsze w ostatniej chwili, wpadamy jak po ogień, a w Boże Narodzenie jest inaczej. Gonitwa odchodzi na bok. Rodzina, rozmowy, żywa choinka i jej zapach; fajnie byłoby, gdyby trochę śniegu spadło. W domu za dużo nie pomagałem, ale w zakupach, sprzątaniu, ubieraniu choinki i w takich ostatnich szlifach dołożyłem swoją cegiełkę" - zaznaczył.

Przyznał, że w przeciwieństwie do Grzegorza Fijałka w kuchni dobrze się nie czuje i tylko by przeszkadzał.

"Tam prym wiodą mama z babcią. Tradycyjnie będzie na wigilijnym stole dwanaście potraw, a ja najbardziej czekam na smażonego karpia i jeszcze na naszą, śląską potrawę zwaną moczką piernikową. Przyrządza się ją tak, że kruszy się piernik, zalewa wodą i odstawia. Następnie kompot razem z owocami wlewa się do garnka, podgrzewa, potem dodaje bakalie oraz pokrojone suszone owoce i gotuje się, ale nie zagotowuje. Piernik przeciera się przez sitko, dodaje do kompotu i jeszcze trochę gotuje. Pyszne..." - wyjawił Prudel i dodał: "Nie przepadam tylko za bakaliami, więc piję sam wywar".

Sylwestra spędzi z narzeczoną u znajomych, a tuż po Nowym Roku wraz z Grzegorzem Fijałkiem udadzą się do Wiednia na treningi, ale tylko na tydzień.

"Przyjedziemy do Warszawy na Bal Mistrzów Sportu. Jako młodzi chłopcy mogliśmy tylko obserwować takie uroczystości. Teraz, kiedy otrzymaliśmy zaproszenie i znaleźliśmy się w najlepszej dwudziestce, chętnie zobaczymy jak to wszystko wygląda od środka" - powiedział Mariusz Prudel.

Rozmawiała Małgorzata Gotowiec

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy