Reklama

Reklama

Marek Twardowski wybrał sprint

Mistrz świata w kajakowej jedynce na 500 metrów Marek Twardowski będzie walczyć o miejsce w osadzie K2 200 m na igrzyska olimpijskie w Londynie. Pierwsze zgrupowanie pięcioosobowej kadry sprinterów rozpoczęło się w poniedziałek w Bydgoszczy.

Liderem grupy jest mistrz świata w jedynce na 200 metrów Piotr Siemionowski, który zdobył już kwalifikację olimpijską. Dwójka musi o awans do Londynu powalczyć podczas przyszłorocznych mistrzostw Europy w Poznaniu. Do tej osady kandyduje czterech zawodników: Daniel Putto, Denis Ambroziak, Piotr Mazur i Marek Twardowski.

- Między nimi rozegra się rywalizacja. Musimy ich sprawdzić pod różnymi kątami, również pod takim, czy parametry wiosłowania mają zbliżone. W tej chwili nie będę mówić, kto z nich ma największe szanse na igrzyska. Czasu jest sporo - powiedział trener kadry sprinterów Mariusz Słowiński.

Reklama

Ponieważ konkurencja K1 500 wypadła z programu olimpijskiego, Twardowski stanął przed dylematem, co wybrać w perspektywie Londynu: sprint czy dystans 1000 metrów.

- Zdecydowałem się na sprint i pójdę już konsekwentnie w tym kierunku. Po mistrzostwach świata, gdzie zdobyłem złoty medal i udowodniłem, że nie należy mnie skreślać, wszystko się dobrze ułożyło. Pod względem finansowym jestem zabezpieczony, mogę się skupić wyłącznie na treningu. Mam spokój, a spokój jest najważniejszy - podkreślił Twardowski.

Kajakarz z Augustowa przyznaje, że numerem 1 w grupie pozostaje Siemionowski, ale... - W sporcie nie ma pewnych miejsc i Piotrek musi cały czas udowadniać, że jest najlepszy. Mistrz musi uciekać, my musimy go gonić, a taka rywalizacja wszystkim wyjdzie tylko na dobre. Ja osobiście do dwójki jestem przyzwyczajony (Twardowski startował w K2 500 na trzech kolejnych olimpiadach: w Sydney, Atenach i Pekinie - PAP) i jak będzie trzeba, wystartuję jeszcze raz. Tak samo ciężko jest wywalczyć medal w dwójce, jak w jedynce - ocenił.

Chorąży polskiej reprezentacji olimpijskiej w Pekinie cieszy się, że wciąż będzie pracować z trenerem Andrzejem Siemionem, który ma pomagać Słowińskiemu. Nie narzeka też na zdrowie. - To, że dwa i pół roku temu lekarze wycięli mi dwa metry jelit i zapowiadali koniec z kajakami, na szczęście jest już wspomnieniem. Czuję się dobrze, nic mi nie uwiera. A tamte perypetie ze zdrowiem tylko mi przypominają, że wszystko jest możliwe.

Twardowski i cała grupa sprinterów ma precyzyjny plan przygotowań do poznańskich kwalifikacji: kolejne obozy w Bydgoszczy, Szczyrku, we Włoszech, dwa w Portugalii i ponownie we Włoszech - z krótkimi przerwami.

- Nie ma mowy o odpoczynku. Wakacje będę miał weekendowe, a w przyszłym roku nawet te będą rzadkością. Na konkretniejszy urlop przyjdzie pora dopiero po igrzyskach - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje