Reklama

Reklama

Marek Twardowski: Szczęśliwy rok

Kajakarz w Polsce musi walczyć nie tylko na torze, ale i z... działaczami - mówi odważnie Marek Twardowski. Kajakarz Sparty Augustów poradził sobie w tym roku ze wszystkimi przeciwnościami i zdobył tytuł mistrza świata w najbardziej prestiżowej konkurencji: K-1 500 metrów!

Kajakarz w Polsce musi walczyć nie tylko na torze, ale i z... działaczami - mówi odważnie Marek Twardowski. Kajakarz Sparty Augustów poradził sobie w tym roku ze wszystkimi przeciwnościami i zdobył tytuł mistrza świata w najbardziej prestiżowej konkurencji: K-1 500 metrów!

Miałem niewygodny, zmniejszający szanse skrajny tor. Liczą się jednak nie tylko mięśnie, ale także głowa - opowiadał po zdobyciu mistrzostwa świata w Szeged. Zdobył tam jeszcze dwa srebrne medale, w czwórce na 1000 metrów i dwójce na 200 metrów. Ten ostatni wywalczył z parze z Adamem Wysockim, z którym od lat tworzył znakomitą osadę.

- Trudno mówić o jakimkolwiek rozstaniu. Po prostu, pojawiła się szansa na sukces indywidualny. Medal był w zasięgu ręki, a ja ją trochę wyciągnąłem - tłumaczył 27-letni zawodnik, który ma na koncie już dwa olimpijskie starty.

Reklama

W Sydney sześć lat temu był piąty, w Atenach znalazł się oczko wyżej. Do medalu zabrakło naprawdę niewiele. Teraz, po sukcesie w Szeged wyrasta na jednego z medalowych pewniaków w Pekinie.

- Może i rzeczywiście tak będzie, ale staram się tym nie przejmować. W sporcie bywa różnie. Może zdarzyć się jakaś choroba czy kontuzja. Poza tym, trzeba być w formie. Są jeszcze warunki atmosferyczne, które w naszej dyscyplinie są prawdziwą loterią, bo pływamy na otwartych akwenach. Wiem jednak, że presja będzie rosła. Fachowcy podpowiadają, że łatwiej zdobyć tytuł mistrza świata niż go obronić. Tak czy inaczej, po głowie chodzi mi medal. I to ten najcenniejszy, ze złota - mówił kilka miesięcy temu.

Teraz jego podejście niewiele się zmieniło. - Jeśli już jadę na zawody, to myślę o złocie. Jak chcesz brązu, to będziesz czwarty. Trzeba stawiać sobie jak najwyższe cele. Może działaczom piąte czy szóste miejsca odpowiadają, bo miejsca punktowane przekładają się na pieniądze z ministerstwa, a przy okazji nie robią zbyt wiele "szumu". Zresztą, w naszym kraju kajakarz walczy nie tylko z rywalami, ale też właśnie z działaczami. Brakuje nam komfortu podczas przygotowań do najważniejszych imprez - twierdzi odważnie Marek.

Dodaje, że w przyszłym sezonie też postara się, żeby było o nim głośno. - Znowu będę chciał "namieszać" w jedynkach. A mijający rok? Cóż, patrząc na wyniki było tak, jak mogłem sobie wymarzyć. Na początku sezonu zupełnie nam nie szło, w Pucharach Świata bez sukcesów. Na szczęście finisz okazał się szczęśliwy - cieszy się.

- Boże Narodzenie spędziłem tradycyjnie, z rodziną. Przez większą część roku nie ma mnie w domu, więc teraz chcę spędzić jak najwięcej czasu z 6-letnią córką, Olą. Na Sylwestra też będę u siebie, w gronie najbliższych przyjaciół.

Kamil Wolnicki

LICZBY MARKA TWARDOWSKIEGO

  • 0,102 - o tyle tysięcznych sekundy wyprzedził Rosjanina Antona Riachowa na mecie wyścigu K-1 500 podczas mistrzostw świata w Szeged.

  • 1 - jedno wyróżnienie zdobył do tej pory w Plebiscycie "Przeglądu Sportowego". W 1997 roku kapituła naszej redakcji uznała go za odkrycie roku.

  • 2 - w swojej karierze zdobył dwa tytuły mistrza świata. Pierwszy raz na najwyższym stopniu podium stanął w 1999 roku w Mediolanie w parze z Adamem Wysockim. W tym sezonie wygrał wyścig na 500 metrów w jedynce na Węgrzech. Także dwa razy był na igrzyskach olimpijskich. W Sydney był piąty, w Atenach znalazł się jedno miejsce wyżej.

  • 3 - trzy razy stawał na podium światowego czempionatu na Węgrzech. Złoto miał w jedynce, srebra w czwórce i dwójce.

  • Reklama

    Reklama

    Reklama