Reklama

Reklama

Marcin Gortat znów najskuteczniejszy

Marcin Gortat po raz trzeci z rzędu został najskuteczniejszym zawodnikiem Phoenix Suns i poprowadził ich do zwycięstwa. Czy ma szansę zostać najlepszym graczem tygodnia na zachodzie NBA?

Dzisiejszej nocy spotkały się drużyny, w których rywalizacji od bardzo dawna lideruje jedna. Phoenix Suns nie przegrali meczu u siebie z Milwaukee Bucks od 1988 roku. Ta seria trwa już łącznie od 22 spotkań i jest drugą najdłuższą obecnie w całej NBA za San Antonio Spurs, które nie zaznało u siebie porażki z Golden State Warriors od 25 spotkań.

Reklama

Spotkanie drużyn z punktu widzenia polskiego kibica zapowiadało się dodatkowo ciekawie ze względu na potencjalny pojedynek Marcina GortataAndrew Bogutem. W ostatnim spotkaniu między tymi graczami Australijczyk zrobił z Marcina przysłowiowy wiatrak rzucając mu aż 31 punktów i zbierając 18 piłek z tablicy. Niestety, do ponownego pojedynku nie doszło ze względu na kontuzję "Kangura", który stłukł prawe kolano w jednym z ostatnich spotkań.

Mecz rozpoczął się od wyrównanej gry z obu stron. W pierwszych minutach Phoenix starali się wykorzystać świeżość swojego centra Robina Lopeza. Zawodnik walczący o minuty z naszym rodakiem nieźle sobie poradził zdobywając 5 punktów w pierwszych 6 minutach spotkania. Zgodnie z rotacją stosowaną ostatnio przez Alvina Gentry w połowie pierwszej kwarty na boisku pojawił się Marcin Gortat przy wyniku 15:12 dla Phoenix i od razu był bardzo aktywny pod obiema tablicami. W dwóch kolejnych akcjach zagrał popisowo pick&rolle ze Stevem Nashem kończąc je punktami.

Pierwsza kwarta stała pod znakiem dominacji Phoenix wynikającej jednak tylko i wyłącznie z lepszej skuteczności rzutowej. Dużą bolączką okazało się zastawienie własnej tablicy - gracze z Arizony pozwolili swoim rywalom na aż 6 zbiórek w ataku w ciągu pierwszych 12 minut. "Kozły" nie potrafiły tego jednak wykorzystać, nie trafiając aż 9 kolejnych rzutów z gry. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 25:17 dla słońc, a przewaga wynikała głównie z dobrego wykorzystania gry pod koszem. Phoenix zdobyło 10 punktów z "pomalowanego", podczas gdy ich rywale ani jednego.

Drugą kwartę punktami rozpoczął któżby inny jak nie "Polish Hammer" świetnym manewrem tyłem do kosza i pewnymi dwoma punktami. Konsekwentna gra w obronie pozwoliła na początku tej części gry osiągnąć Suns dwunastopunktową przewagę 31:19 na 8:44 przed przerwą. W tym momencie "Kozły" trafiły zaledwie 8 z 31 rzutów z gry, co dawało im katastrofalną skuteczność na poziomie 26 procent. Dla porównania w tym samym momencie "Słońca" trafiły 13 z 24 rzutów - 54 procent skuteczności.

W połowie kwarty do gry powrócił Steve Nash i od razu zagrał świetnie do Marcina, który zakończył akcję z faulem wyprowadzając Phoenix na 14-punktowe prowadzenie 37:23 - była to zarazem aż ósma asysta Kanadyjczyka w pierwszej połowie, który jest drugim podającym w lidze ze średnią 11 asyst na mecz.

Marcin zszedł z boiska na niecałe cztery minuty przed przerwą po złapaniu swojego drugiego przewinienia, ale zdążył zostać najlepszym strzelcem i zbierającym meczu - 12 punktów i sześć zbiórek, miał także najlepszy wskaźnik +/- na poziomie +14.

Dzięki świetnej końcówce Steve'a Nasha, który rozdawał kolejne podania partnerom z drużyny jak na zawołanie, Phoenix osiągnęli najwyższą przewagę, schodząc do szatni z wynikiem 52:31.

Początek trzeciej kwarty to systematyczne powiększanie przewagi przez Suns. Przy wyniku 61:37 swój czarty faul popełnił Robin Lopez i na boisku powrócił Marcin Gortat. Tym razem jednak początek nie był tak udany jak w pierwszej połowie. Nasz zawodnik nie mógł dobrze zgrać się ze Stevem Nashem w trzech kolejnych akcjach, co skutkowało wieloma stratami w tej części spotkania. Mozolnie, ale skutecznie stratę niwelowali gracze ze stanu Wisconsin dochodząc najbliżej na 16 punktów straty. Trzecia kwarta zakończyła się wynikiem 71:53 dla Suns.

Ostatnią część meczu "Słońca" rozpoczęły bardzo nerwowo. Dwie proste straty debiutanta Zabiana Dowdella i niecelne rzuty pozwoliły na rzucenie Kozłom szybkich 5 punktów. Szybko wzięty czas przez trenera Alvina Gentry nie pomógł jego zawodnikom. Dalsza konsekwencja w ataku i bardzo aktywna obrona pozwoliła kozłom dalej odrabiać straty, w efekcie czego doszli na różnicę zaledwie 9 punktów - 65:74. Najlepszym graczem w tym momencie na boisku był najniższy gracz NBA - mierzący zaledwie 165 cm Earl Boykins, który trafiał raz za razem ośmieszając obronę przeciwnika.

Powrót do optymalnego ustawienia ze Stevem Nashem i Grantem Hillem pozwolił "Słońcom" uspokoić grę i odskoczyć na bezpieczną przewagę kilkunastu punktów, którą utrzymali już do końca spotkania.

Mecz zakończył się wynikiem 92:77, a Marcin Gortat po raz trzeci z rzędu został najskuteczniejszym graczem Phoenix. Rzucił 19 punktów, a oprócz tego miał 11 zbiórek, 1 asystę, 1 przechwyt i 2 bloki. Dobre zawody zagrali także Grant Hill - 16 punktów, Channing Frye - 14 punktów i 13 zbiorek oraz Jared Dudlmy - 15 punktów. Wśród pokonanych po 15 punktów rzucili Corey MaggetteErsan Ilyasova, a Earl Boykins - 14 punktów.

W ostatnim tygodniu Marcin z 3 wygranych spotkań osiągnął niesamowite statystyki: 21 punktów na mecz przy świetnej skuteczności powyżej 69 procent rzutów z gry, dołożył do tego 13 zbiórek i prawie 2 bloki. Nominacja do tytułu gracza tygodnia Konferencji Zachodniej wydaje się pewna, a może uda się zdobyć coś więcej?

Piotr Zarychta

Dowiedz się więcej na temat: milwaukee bucks | Marcin Gortat | NBA | Phoenix Suns

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje