Reklama

Reklama

"Mam ogromny apetyt na medale"

Wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy w Formule Windsurfig Wojciech Brzozowski (MOS Navia Warszawa) przyznał, że ma "ogromny apetyt na kolejne medale". Dwa lata temu uległ poważnemu wypadkowi i po długiej rehabilitacji do wysokiej formy.

Wielokrotny medalista mistrzostw świata i  Europy w Formule Windsurfig Wojciech Brzozowski (MOS Navia  Warszawa) przyznał, że ma "ogromny apetyt na kolejne medale". Dwa  lata temu uległ poważnemu wypadkowi i po długiej rehabilitacji do  wysokiej formy.

- Po pierwszych sprawdzianach i startach czuję, że jestem już w dobrej formie, więc powalczę w Łebie (30 lipca - 3 sierpnia) o medal w regatach Allegro.pl Cup, które w tym roku są w randze mistrzostw Europy. Ponadto zaliczone zostały do światowego cyklu Grand Prix i będą kwalifikacją do wrześniowych mistrzostw świata. Chcę zrobić sobie urodzinowy prezent - powiedział Brzozowski, który 2 sierpnia skończy 32 lata.

Jak podkreślił, czuje głód sukcesu. - Po czerwcowym wypadku w 2006 roku na Zalewie Zegrzyńskim, niektórzy lekarze dawali mi nikłe szanse na powrót na deskę. Ja natomiast wierzyłem nawet wówczas, kiedy w uszkodzoną kość włożono mi pręt długości 36 cm. To było bardzo skomplikowane złamanie i równie skomplikowana była operacja. Dwa lata bez medali, to nie dla mnie. Mam więc ogromny apetyt na kolejne.

Reklama

4 czerwca 2006 roku, podczas treningu na Zalewie Zegrzyńskim Brzozowski doznał otwartego złamania prawej kości piszczelowej. "Najgorsze mam już za sobą - mówi z satysfakcją, choć czeka mnie jeszcze jedna operacja. W uszkodzonej nodze nadal jest metal i powinienem teraz zrobić ostatni zabieg, aby go usunąć, ale uczynię to po sezonie, gdyż śruba mi nie przeszkadza".

W sierpniu planuje wyjazd na treningi do Portugalii, a na razie ćwiczy w Łebie. - Najlepiej ostatnio trenuje mi się w Polsce - jest piękna pogoda i dużo wiatru. Jednak wyjadę do Portimao, by przygotowywać się na akwenie, na którym odbędą się mistrzostwa świata. Chciałbym również i tam wygrać - zapowiedział Brzozowski.

Jak wyjawił podczas konferencji prasowej magazynu "Machina Sport&Style" i portalu Sport24.pl - poza powrotem do surfowania oddaje się nowej pasji, założonej przez siebie firmie produkującej luksusowe łodzie motorowe. - Rehabilitacyjne życie było dla mnie trudną szkołą. Nie mogłem żeglować i mimo wiary, że wrócę jeszcze na deskę, musiałem coś robić i zarabiać na chleb. Postanowiłem założyć firmę. Zdecydowałem się na stocznię projektowo- produkcyjną, której dałem nazwę Navia.

Pytany jak pogodzi sport z pracą odpowiedział, że ma w sobie wiele energii i jest bardzo aktywny. - Znajduję czas na wszystko, czemu i sam się dziwię, zarówno na sport, nową pasję, jak i na spotkania ze znajomymi, a nawet wyjście do kina. Preferuję pozytywne filmy - akcji, komedie romantyczne. Nie lubię horrorów, ani innych, po których źle się śpi - wyznał Brzozowski.

Jak podkreślił, produkowane przez niego łodzie najbardziej wyróżnia bezpieczeństwo. - Są poruszane napędem strumieniowym, a zatem nie mają śruby. Technologie zastosowane przy budowie dopiero wchodzą na rynek, staramy się wprowadzać nowości. Do stylizacji zaangażowaliśmy najlepsze europejskie firmy zajmujące się designem luksusowych jachtów i samochodów. Bardzo mi zależy, aby łodzie były nowoczesne i ładne, a nade wszystko bezpieczne przy prędkości 110 km/h, jaką mogą osiągnąć. Ceny? Najtańsza kosztuje 130 tysięcy złotych.

Brzozowski przyznał, że pomysł na biznes zrodził się z miłości do wody. - Najbardziej pociąga mnie to, że łodzie to biznes, ale biznes związany z wodą. Ja bez wody nie mogę żyć, więc to dla mnie połączenie pasji z pracą. To również wyzwanie, a ja lubię je podejmować. Jestem cierpliwy, sumienny i nie odpuszczam, mimo różnych trudności. Jak coś postanowię, staram się cel osiągnąć.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL