Reklama

Reklama

Małysz: Zostawiam skoki w dobrych rękach

- Zawsze jest łatwiej odchodzić, jak zostawia się kogoś i coś za sobą. Gdy widzę, że Kamil i pozostałe chłopaki coraz lepiej skaczą, odczuwam zadowolenie - powiedział Adam.

To ostatni weekend skoczka wszech czasów

Reklama

INTERIA.PL: Aż trudno uwierzyć, że za dwa dni kończysz karierę!

Adam Małysz: - Jeszcze tylko trzy skoki w sobotę, trzy w niedzielę, dwa w Zakopanem i .... narty na półkę. Jakoś przeżyję tę ostatnią niedzielę z Pucharem Świata. Tym bardziej że przygotowywałem się na tę chwilę od dłuższego czasu. Smutno mi z innego powodu - że nie ma z nami Hannu Lepistoe. Jego nagłe problemy zdrowotne, to cios dla mnie.

Rozmawiałeś już z trenerem Lepistoe po jego zawale?

- Miał do mnie wczoraj dzwonić, ale nie zrobił tego. Dowiedziałem się od ludzi z Eurosportu, że już wyszedł ze szpitala. Być może nie zadzwonił, bo lekarze zabrali mu telefon. Miał do niego pewnie dostęp dopiero wtedy, kiedy mu go żona przyniosła.

Czy w tej formie masz szansę w niedzielę wskoczyć na podium w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata?

- Na pewno tak, ale trzeba oddać dwa tak dobre skoki jak w Vikersund. Mam nadzieję, że niedzielę, ostatni dzień w Pucharze Świata zapamiętam jak najlepiej. Przede mną w sobotę start z drużyną, a w niedzielę finał. To musi być mój dzień.  Tyle że ostatnio w Lahti w "drużynówce" skakałem dobrze, ale później gorzej spałem, słabiej się czułem, a przez to nogi nie pracowały jak trzeba i w indywidualnym konkursie wypadłem gorzej. W skokach wszystko musi się zgrać - forma, szczęście, warunki. Jeśli tak jest, to skacze się rewelacyjnie i mało kto ma z tobą szanse. Gdy z kolei coś, nawet malutkiego nie "zagra", jest się bez szans. Zwłaszcza teraz, przy nowych przepisach, które nie wybaczają żadnego błędu.

Jak ocenisz piątkowe skoki?

- Drugi wyszedł mi fajnie. W pierwszym trochę zostałem na progu, prawa narta mocno mnie wyhamowała.

Wiatr chyba też nie pomógł, bo dostałeś 3,3 pkt rekompensaty za podmuch w plecy.

- Ale i w tych warunkach dało się oddać lepszy skok. Gdyby ta prawa narta była posłuszna, to skoczyłbym dalej. Po piątkowym konkursie szkoda mi Kranjca. To niesamowity "latawiec", który śmiało mógłby być na podium, gdyby nie upadł w drugiej serii. Skoków do końca nie da się jednak przewidzieć i zaplanować.

Do trzeciego w klasyfikacji generalnej Andreasa Koflera odrobiłeś osiem punktów, ale wciąż tracisz 27.

- Nie odrobiłem za dużo. Kofler skacze nieźle, choć nie rewelacyjnie. Na pewno w niedzielę będzie między nami walka.

Jak zapamiętasz Planicę?

- Miałem hat-tricka, myślę, że Planica zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć. Zamierzam tu wracać co roku. W roli kibica, a może jakiegoś pomocnika. To są jednak loty, miło je pooglądać.

Austriacy wzięli podium na wyłączność.

- Oni są niemożliwi, aż się nie chce wierzyć. To skurczybyki! Widać, jaką mają siłę przebicia i jaką mają w Austrii szkołę skoków. Ona procentuje - wypuszczają wielu zawodników i wszyscy są bardzo dobrzy. Zajęli całe podium, to miłe dla nich, ale dla innych niefajne, bo psuje całą zabawę. Całkowite zdominowanie Pucharu Świata Austriakom próbują uniemożliwić Norwegowie, a także Simon Ammann, który postanowił nie kończyć jednak kariery w tym roku. Mam nadzieję, że przeciwstawi się im także Kamil Stoch, który skacze coraz lepiej. Próbują się przebić też młodzi Niemcy. Jak to w naturze - jedno pokolenie odchodzi, a na jego miejsce przychodzi następne. To następne nie od razu zachwyca tak, jak Gregor Schlierenzauer, ale powoli się rozkręca. W czołówce będą ciągłe roszady, którym sprzyjają również nowe przepisy.

W "drużynówce" walka o podium będzie ciężka. Austriacy poza zasięgiem, Norwegowie mocni.

- Do tego są Słoweńcy niezwykle groźni u siebie. Na Austriaków ciężko będzie znaleźć sposób komukolwiek, chyba żeby się warunki diametralnie zmieniły. Norwegowie "latawce", ale są też Polacy, którzy całkiem nieźle skaczą (śmiech). Ten sezon jest dobry dla nas. Zaczęło się od rewelacyjnego wręcz lata, a teraz nie jest źle. Czwórka-trójka naszych reprezentantów cały czas "kręci się" w pierwszej "trzydziestce". Widać duży postęp.

Łatwiej będzie odejść widząc jak równo skacze Stoch, ale też pozostali nasi skoczkowie? Może w polskich skokach bez Adama Małysza nie będzie aż tak wielkiej dziury?

- Na Kamila i na innych naszych skoczków naprawdę fajnie mi się patrzy, choć jestem innej orientacji seksualnej - podobają mi się kobiety (uśmiech), ale moi koledzy z kadry naprawdę świetnie wypadają na skoczni. A tak poważnie, zawsze jest łatwiej odchodzić, jak się zostawia kogoś i coś za sobą. Gdy widzę, że Kamil i pozostałe chłopaki coraz lepiej skaczą, odczuwam samozadowolenie, że pozostawia się  coś, na co ciężko się pracowało przez te wszystkie lata. Widzę, że polskie skoki zostawiam w dobrych rękach. Sam również będę pracował nad tym, żeby skoki w naszym kraju rozwijały się dalej.

Rozmawiali w Planicy: Michał Białoński i Dariusz Wołowski

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | Kamil Stoch

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje