Reklama

Reklama

Małysz tuż za podium, złoty Ammann

Adam Małysz zajął czwarte miejsce w konkursie na dużej skoczni podczas mistrzostw świata, które odbywają się w Sapporo.

Na Okurayamie zawodnik z Wisły skoczył 123 m i 133 m, co dało mu łączną notę 258,3 pkt.

Konkurs wygrał Szwajcar Simon Ammann. Podwójny złoty medalista IO z Salt Lake City skoczył 125,0 m i 134,5 i uzyskał łączną notę 266,1 pkt.

Srebrny medal niespodziewanie wywalczył Fin Harri Olli (124,0 m i 136 m - 265,9 pkt), a brązowy Norweg Roar Ljoekelsoey (123,0 m i 135 m - 262,9 pkt).

Bardzo dobrze zaprezentował się Kamil Stoch, który po skokach 117,5 m i 121 m (łączna nota 221,3 pkt) uplasował się na 13. pozycji.

Reklama

Na pierwszej serii udział w konkursie zakończyli pozostali Polacy. Piotr Żyła uzyskał 103 m (nota 76,9 pkt) i zajął 35. miejsce, a Robert Mateja skoczył 100,5 m (nota 72,9 pkt) i został sklasyfikowany na 38. miejscu.

Zobacz WYNIKI konkursu na dużej skoczni

Takie podium jest niespodzianką. Powodów jest kilka, ale najważniejszy z nich to taki, że zabrakło na nim Małysza. Trzykrotny mistrz świata imponował w Sapporo formą. Dzień wcześniej znokautował rywali w kwalifikacjach, a najlepsi skoczkowie świata jednym tchem wymieniali go jako głównego faworyta konkursu.

Wygrana Ammanna nie jest z pewnością tak dużym zaskoczeniem, jak jego dwa zwycięstwa w zimowych igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City. Do Ameryki jechał jako zawodnik bez historii, w dodatku po dłuższym odpoczynku od skakania ze względu na groźny upadek podczas konkursu Pucharu Świata.

Kolejne sezony były jednak dla Szwajcara stracone. Dopiero teraz zbliżył się do dyspozycji z 2002 roku, kilkukrotnie stając na podium PŚ. W styczniu na chwilę zgubił formę, jednak przed mistrzostwami w Sapporo znowu zaczął skakać bardzo dobrze. Mimo to niewielu widziało w nim kandydata do złota.

Sensacją jest jednak drugie miejsce Olliego, 22-latka debiutującego w MŚ, dla którego dotąd największym sukcesem było piąte miejsce w styczniowych lotach w Vikersund. Na niego nie stawiał nikt. O medale mieli dla Finlandii walczyć Janne Ahonen i Matti Hautamaeki.

Ljoekelsoey po raz kolejny udowodnił, że potrafi znakomicie przygotować się do ważnych imprez. Tak było przed MŚ 2005, kiedy zdobył srebro na dużej skoczni i przed zeszłorocznymi igrzyskami, w których wywalczył brąz na średnim obiekcie. Norweg w tym sezonie cały czas szukał formy. Kiedy 20 stycznia w Zakopanem wiatr dał mu drugie miejsce w konkursie, otwarcie przyznał, że na to nie zasługiwał. Mówił o popełnianych błędach i nadziei na poprawę "małymi kroczkami aż do mistrzostw". Trafił idealnie.

W sobotę warunki do skakania nie były łatwe. Wiał lekki tylny wiatr, spychający zawodników do zeskoku. W pierwszej serii najdalej lądował Ammann - 125 metrów i Szwajcar dostał wysokie noty. Olli skoczył metr bliżej. Ljoekelsoey i Małysz dwa metry bliżej. Polak przegrał z Norwegiem tylko notami za styl.

Druga seria zapowiadała się emocjonująco. Małysz tracił do Olliego niecałe dwa punkty, a przewaga Ammanna nad skoczkiem z Wisły wynosiła 4,1 punktu. Przed drugimi próbami sędziowie podwyższyli rozbieg i konkurs od razu stał się ciekawszy.

28 z 30 finalistów oddało dalsze skoki. Sygnał do bardzo dalekich lotów dał jednak dopiero Ahonen, szósty po pierwszej serii. Fin uzyskał 130 metrów i po wylądowaniu sam sobie bił brawo. Zaraz po nim Austriak Thomas Morgenstern uzyskał 131,5 metra i podniósł ręce w geście triumfu. Okazało się, że za wcześnie.

Na belce siedział już Małysz. Z progu wyszedł dość płasko, ale udało mu się wyciągnąć lot do 133. metra. W tym momencie był pierwszy. Ljoekelsoey dołożył do tego dwa metry i wyprzedził Polaka. Olli uzyskał aż 136,5 metra i na zeskoku szalał z radości. Srebrny medal miał już zapewniony.

Na górze został tylko Ammann. Poleciał daleko, ale nie aż tak daleko jak Fin. Miał 134,5 metra i przez chwilę wszyscy na stadionie wokół Okurayamy zamarli, czekając na łączną notę Szwajcara. Wątpliwości co do tego, kto będzie pierwszy, trwały krótko. Kiedy na telebimach wyświetliła się nota 266,1 pkt, a obok liczba "1" Ammann odetchnął i rozpoczął świętowanie. Z Ollim wygrał zaledwie o 0,2 punktu!

W niedzielę kolejne emocje na dużej skoczni w Sapporo, tym razem w konkursie drużynowym. A za tydzień na Miyanomori odbędzie się konkurs indywidualny na średnim obiekcie i Małysz znowu będzie walczył o medal.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje