Reklama

Reklama

Małysz o końcu kariery: Decyzję już podjąłem, ale...

Adam Małysz odniósł się do rewelacji medialnych, zgodnie z którymi 5 marca miałby w Oslo ogłosić zakończenie kariery. - Jestem teraz na mistrzostwach świata i żadnych spekulacji na temat końca kariery nie chcę wywoływać, a one i tak toczą się własnym życiem. Będę jeszcze wszystkich trochę trzymał w niepewności - powiedział "Orzeł z Wisły".

- Sprawdziło się to, co mówiłem przed konkursem, że jeśli będą ciężkie warunki, moje szanse wzrosną. W pierwszej serii wiatr był początkowo sprzyjający, ale kiedy zaczęli skakać najlepsi ucichł. Wielkiego znaczenia nabrało odbicie i klasę pokazali właśnie ci, co najmocniej się odbijali. Cieszę się, że byłem wśród nich - powiedział Adam Małysz, który po pierwszej serii czuł jednak lekki niepokój.

Reklama

- Nie wiedziałem co jest grane. Kiedy wylądowałem, nie było jakiegoś aplauzu publiczności, dopiero jak się wyświetliło, że zajmuję drugie miejsce - odetchnąłem - dodał.

W bogatej w sukcesy karierze "Orzeł z Wisły" trzykrotnie zdobywał złote medale mistrzostw świata na średniej skoczni. Choć tym razem nie stanął na najwyższym stopniu podium, czuł się usatysfakcjonowany.

- Bardzo mnie ten medal cieszy. Oczekiwania były duże, a i sam przed sobą postawiłem wysokie cele i udało się je zrealizować. Wiem, jak ciężko jest zdobyć jakikolwiek medal na dużej imprezie. Lato przepracowałem bardzo solidnie, później zaczęły mnie dopadać kontuzje i jeszcze ten upadek w Zakopanem, który mógł plany pokrzyżować, ale na szczęście tak się nie stało. Byłem wytrwały, robiłem to, co Hannu Lepistoe zaplanował i to dało efekt. Szanse by walczyć o złoto były, ale nie zamierzam wybrzydzać. Szczególnie ważne jest dla mnie to, że od tylu lat utrzymuję się wśród najlepszych. Cieszę się, że nie zawiodłem polskich kibiców, bo chyba było ich tu dziś więcej niż norweskich - podkreślił.

Małysz w sobotę musiał uznać wyższość dwóch Austriaków - Thomasa Morgensterna i Andreasa Koflera. Jak przyznał, postawa tego drugiego była dla niego małą niespodzianką.

- Kofi trochę mnie zaskoczył. Ostatnio spisywał się nieco słabiej, ale odpuścił loty w Vikersund, potrenował i to poskutkowało. To jest rutyniarz, on potrafi skakać - ocenił podopieczny Lepistoe.

Czterokrotny medalista igrzysk olimpijskich odniósł się także do piątkowych rewelacji medialnych, zgodnie z którymi 5 marca miałby w Oslo ogłosić zakończenie kariery.

- Ja jestem teraz na mistrzostwach świata i żadnych spekulacji na temat końca kariery nie chcę wywoływać, a one i tak toczą się własnym życiem. Będę jeszcze wszystkich trochę trzymał w niepewności. Decyzję już podjąłem, szczerze mówiąc dosyć dawno, ale ogłoszę ją w momencie, który uznam za stosowny. Cały czas do mnie dociera, że ktoś gdzieś nagle znalazł nowe wiadomości, jednak nigdy nie były potwierdzane przeze mnie - zaznaczył.

Małysz nie będzie miał dużo czasu na odpoczynek. Już w niedzielę wraz z trójką kolegów będzie walczył na tym samym obiekcie w zmaganiach drużynowych.

- Wierzę, że sięgniemy po medal. Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak dużych szans. Dziś Kamil Stoch i Piotrek Żyła spisali się naprawdę dobrze - wspomniał.

Wojciech Kruk-Pielesiak, Oslo

Dowiedz się więcej na temat: koniec kariery | Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje