Reklama

Reklama

Małysz o Ammannie: On skacze jak nakręcony

Dobre warunki na skoczni, słońce, minimalny wiatr pod narty i niezłe odległości sprawiły, że polscy skoczkowie narciarscy z uśmiechem na twarzach schodzili po kwalifikacjach z olimpijskiego obiektu w Whistler. W sobotnim konkursie, w którym wystąpi cała czwórka, chcą powtórzyć swoje wyniki.

"Jestem zadowolony, tylko wolałbym, by w sobotę było większe zachmurzenie. Jak wyjdzie trochę to słońce, to zaczyna kręcić" - powiedział Adam Małysz.

Reklama

Czy rewelacyjnie się spisujący Simon Ammann jest do przeskoczenia? "To trudno oceniać. On skacze jak nakręcony. Jeśli będą równe warunki dla wszystkich, to odskoczy parę metrów, ale może nie tak dużo jak w tym momencie" - dodał.

Wicemistrz olimpijski ze skoczni normalnej podkreślił, że groźni będą jeszcze Anders Jacobsen oraz Gregor Schlierenzauer.

Kamil Stoch przyznał, że spóźnił swoją próbę, ale dzięki dobrym warunkom "dało się trochę uciągnąć". "Odległość dobra, więc można być optymistą. To są igrzyska. Trzeba walczyć do końca" - dodał.

Krzysztof Miętus z kolei szykuje już "małą niespodziankę" dla kolegów. O czwartej nad ranem, czyli porze o której przed poprzednim konkursem, gdzie Adam Małysz sięgnął po srebro, zadzwonił do Stefana Huli operator komórkowy, ma zamiar również zacząć dzwonić do kolegów z reprezentacji.

Optymistą przed sobotnią rywalizacją jest także Stefan Hula. "Dobrze się tutaj czuję i wszystkie skoki są raczej równe, a to dobry prognostyk. Nie wieje mocno, więc oby tak było także w sobotę" - zaznaczył.

Konkurs na dużej skoczni zaplanowano na godz. 20.30 czasu polskiego.

Z Whistler Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: Słońce | whistler | Adam Małysz | Adam Małysz - Vancouver 2010

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL