Reklama

Reklama

Małysz: Nie żałuję podjętej decyzji

Adam Małysz następnego dnia po tym, jak ogłosił finał kariery z końcem sezonu, nie poczuł nagłego żalu z podjętej decyzji. "Orzeł z Wisły" jest przekonany, że był to idealny moment na taki krok.

- Wstałem rano i jak popatrzyłem na wiszące kombinezony, pomyślałem, że to jedne z ostatnich, które tak sobie wiszą. Ja tej decyzji nie podjąłem nagle, więc nie ma we mnie jakiegoś żalu. Znacznie mocniej odczuwam ulgę, bo naprawdę ostatnie treningi kosztowały mnie mnóstwo sił. Koniec diety sprawi mi dużo radości, ale nie dopuszczę do sytuacji, żeby się utuczyć. Jeśli zobaczycie, że mi brzuch odstaje, proszę o ostrzegawczego kopniaka w tyłek - zaznaczył Małysz.

Reklama

- Moim marzeniem było, żeby skończyć karierę kiedy będę dobrze skakał, jak Jens Weissflog. Było wielu wybitnych zawodników, którzy odchodzili gdy skakali już słabo. Hannu (Lepistoe, trener Małysza) spodziewał się trochę mojej decyzji i poprosił mnie tylko o jedno - żebym nie popełnił tego błędu co Jane Ahonen i nie wrócił do skakania - dodał.

Czwartkowa decyzja zasmuciła wielu polskich kibiców, ale większość prawdopodobnie przyjęła ją ze zrozumieniem.

- Dostałem mnóstwo miłych smsów, jeden mi szczególnie utkwił w pamięci. Nawet nie wiem od kogo, bo numeru nie znałem, ale ktoś napisał, że teraz telewizor już mu nie jest potrzebny i go wyrzuci przez okno - powiedział 33-letni skoczek.

Czterokrotny mistrz świata ma ze swej bogatej w sukcesy kariery mnóstwo wspomnień i to nie tylko czysto sportowych. Wystarczyłyby do napisania niejednej książki.

- Zjeść śniadanie z prezydentem czy premierem nie każdy miał dane. Choć nie jestem katolikiem, to żałuję, że nie spotkałem się z Janem Pawłem II. Były co prawda różne propozycje, ale wszystkie bardzo oficjalne, żeby pojechać na audiencję z różnymi oficjelami, mediami, a ja z kimś tak wielkim chciałem się spotkać, ale w takiej spokojnej, prywatnej atmosferze - podkreślił czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli.

Decyzja Małysza poruszenie wywołała także u innych zawodników. Skoczkowie bez względu na narodowość wspominali jak wyjątkowym rywalem jest Polak.

- To wszystko jest bardzo miłe. Cieszę się, że byłem częścią tej wielkiej rodziny. Tak naprawdę spędzałem z nią więcej czasu niż z własną. Jesteśmy z Izą małżeństwem od prawie czternastu lat i przez ten czas żona kojarzyła mnie tylko ze skokami. Teraz będzie inaczej i jestem przekonany, że będzie to zmiana na lepsze, bo czasu dla rodziny będę miał więcej - wspomniał czterokrotny medalista igrzysk olimpijskich.

W sobotę w stolicy Norwegii Małysz po raz ostatni wystartuje w mistrzostwach świata. Od 15.30 razem z Kamilem Stochem, Piotrem Żyłą i Stefanem Hulą będzie rywalizował w konkursie drużynowym na dużej skoczni.

Z Oslo Wojciech Kruk-Pielesiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje