Reklama

Reklama

Małysz na nartach wodnych

Kadra polskich skoczków opuściła góry i do nowego sezonu przygotowuje się w położonym na północy Polski Wałczu. Miejscowość ta kojarzy się bardziej z kajakarzami i wioślarzami niż skoczkami.

Z uroków wody chętnie korzysta również Adam Małysz. Można go zobaczyć np. jak jeździ na nartach wodnych, wykonując nawet skoki.

- Narty wodne są trudniejsze od skakania - powiedział Małysz "Sportowi" - A jak ktoś wątpi, to niech spróbuje.

Skoczkowie, którzy trenują pod wodzą Apoloniusza Tajnera i Piotra Fijasa w Wałczu nie mogą narzekać na nudę.

- O ósmej rano mamy śniadanie, od 10 biegamy, potem udajemy się na siłownię. Po treningu zamówiłem sobie instruktora tenisowego, który nie tylko ze mną odbija na korcie, ale uczy mnie podstaw tenisa. Jak trzymać rakietę, jak się ustawić - opowiadał Małysz - Potem mamy obiad i czas wolny. Wykorzystujemy go głównie na jazdę na nartach wodnych, grę w siatkówkę plażową oraz piłkę nożną.

Reklama

- Plan przygotowań opracowany przez Tajnera i Fijasa różni się od tego co proponował profesor Żołądź. W zeszłych latach ćwiczyliśmy ciężej. Teraz natomiast większy nacisk kładziemy na wytrzymałość - dodał Małysz.

- Po zakończeniu obozu w Wałczu na kilka dni wyjedziemy do Szczyrbskiego Jeziora, gdzie trenować będziemy na skoczni przygotowując się do mistrzostw Polski. Później czekają nas wyjazdy do Skandynawii i w Alpy austriackie.

- W tym sezonie chciałbym nadal utrzymywać się w czołówce. Po trzech latach bycia na topie to trudne zadanie. Nacisk będę kładł na Puchar Świata, w drugiej kolejności Turniej Czterech Skoczni, a dopiero w ostatniej - mistrzostwa świata w lotach. To bardzo loteryjna konkurencja, gdzie często o wyniku decyduje wiatr - stwierdził Małysz. - Najgroźniejsi będą pewnie zapewne Finowe i Austriacy, nie wiadomo, jak będą skakać Niemcy, którzy mieli ostatnio trochę problemów.

Nasz najlepszy skoczek nie myśli jeszcze o tym co będzie robił po zakończeniu kariery. - Przez pierwszy rok pewnie nie robiłbym nic, rozkoszując się byciem z rodziną. A zawodowo? Nie chciałbym być trenerem kadry skoczków. Po pierwsze - na przeszkodzie stoi brak wykształcenia, a po drugie wiązałoby się to znowu z częstymi wyjazdami. A tego chcę uniknąć - zakończył Adam Małysz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje