Reklama

Reklama

Małysz: Myślę jak kibic

Adam Małysz zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej, zakończonego niedzielnym konkursem w Planicy, Pucharu Świata w skokach narciarskich.

Trzykrotny zdobywca tego trofeum nie może być do końca zadowolony z tej pozycji, ale szat również z tego powodu nie rozdziera.

Reklama

- Odniosłem cztery zwycięstwa w tej edycji Pucharu Świata, a biorąc pod uwagę, że nie miałem wybitnej formy, to jest w pewnym stopniu sukces - powiedział Małysz w rozmowie z INTERIA.PL.

- Cieszy się pan, że sezon już się skończył?

- Z jednej strony tak, a z drugiej nie. Sezon był bardzo długi i czułem się nim zmęczony, ale nie jestem do końca zadowolony z rezultatów, które podczas niego osiągnąłem. W tym roku nigdy nie byłem w formie, jakiej bym sobie życzył, a byłem wręcz zawiedziony swoimi ostatnimi skokami przed Planicą. Momentami były przebłyski, potem jednak znów skakałem słabiej - zawsze czegoś brakowało.

- Cztery zwycięstwa odniesione w tym sezonie w zawodach Pucharu Świata, to w takim razie dużo czy mało?

- Biorąc pod uwagę, że nie byłem w formie, to jest w pewnym stopniu sukces. W zeszłym sezonie skakałem przeciętnie i ani razu nie udało mi się wygrać konkursu. Potem doszedł do tego jeszcze upadek (w lutym ub.r. na olimpijskiej skoczni w Salt Lake City - przyp. red.), który wyeliminował mnie z walki w ostatnich zawodach. Mimo wszystko cały czas jestem w czołówce światowej i potrafię nawiązać z nią wyrównaną walkę. W tym roku popełniałem podczas skoków błędy, których nie udało mi się wyeliminować, stąd zajmowałem różne miejsca - i czołowe lokaty, i bardzo odległe pozycje. Skoki to ciężki sport i utrzymać się w formie przez cztery, pięć lat jest bardzo trudno.

- W tym sezonie miał pan jedną z najgorszych - spośród wszystkich zawodników - szybkość na rozbiegu, a to przecież ma niebagatelny wpływ na długość skoków.

- Dokładnie tak. Był problem i próbowaliśmy go rozwiązać zmieniając ułożenie ciała podczas dojazdu. Może to był jeden z błędów, które popełniliśmy, ale nie mieliśmy nic do stracenia. Problem nie tkwił jednak w dojeździe tylko w spodach nart, które były troszkę za miękkie na te warunki, jakie panowały w tym sezonie. Na każdej skoczni zrobiono bowiem coś takiego jak ?porcelanę?, czyli bardzo zmrożono rozbieg, co było główną przyczyną słabych prędkości dojazdowych.

- Nie dziwi pana, że kibice wymagają od Adama Małysza tylko zwycięstw, a miejsca trochę gorsze od pierwszego są przyjmowane jak klęska?

- Ja myślę, że to jest normalne. Oglądając inne dyscypliny sportowe jak np., piłkę nożną czy lekkoatletykę również chcę, aby nasza drużyna wygrała, aby zawodnik reprezentujący Polskę okazał się najlepszy. Jestem zadowolony, gdy on jest w czołówce, ale marzeniem by było, żeby zajął pierwsze miejsce. Wtedy człowiek chodzi dumny, że zawodnik pochodzi z tego samego kraju i nas reprezentuje.

- Jak się panu układa współpraca z Heinzem Kuttinem?

- Bardzo dobrze. Niestety, non stop są jakieś zatargi i nieporozumienia wokół kadry, co powoduje rozpad drużyny, brak swoistej więzi - nie ma zespołu na dobre i na złe, natomiast każdy z osobna jest czymś zawiedziony. Tak jak w przypadku Heinza, który powinien się zajmować, tym co potrafi najlepiej, czyli organizacją i dbaniem, żebyśmy skakali jak najdalej, a on musi się martwić innymi rzeczami, które potem na nas oddziałują.

Rozmawiał w Planicy: Paweł Pieprzyca

WIELKIE podsumowanie sezonu z INTERIA.PL!

Zobacz wyniki wszystkich konkursów sezonu 2004/2005 oraz klasyfikację generalną PŚ.

Zobacz relację z czata z Adamem Małyszem

Zobacz galerię zdjęć z Planicy

Zobacz relację z czata z Heinzem Kuttinem

We wtorek naszym gościem na czacie będzie Apoloniusz Tajner! Zapraszamy!

Dowiedz się więcej na temat: kibic | sport | Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama