Reklama

Reklama

Małysz: Mógł być medal

- Pięć metrów na tej skoczni to mało. Gdyby nie Okabe, który skoczył 135 metrów, mielibyśmy medal - mówił lekko zawiedziony Adam Małysz, po konkursie drużynowym w skokach narciarskich, podczas MŚ w Libercu.

- Pięć metrów na tej skoczni to mało. Gdyby nie Okabe, który skoczył 135 metrów, mielibyśmy medal - mówił lekko zawiedziony Adam Małysz, po konkursie drużynowym w skokach narciarskich, podczas MŚ w Libercu.

- Gdyby każdy z Was wylądował dalej o dwa metry, marzenia by się spełniły.

- Tak łatwo tylko się mówi, że gdyby każdy z nas dołożył po dwa metry. Ja też chciałem w pierwszej serii oddać świetny skok i wyciągnąłem z niego tyle, ile się dało. Drugi już był bardzo dobry i udany. Zdobyliśmy jak do tej pory najlepsze miejsce, ale szkoda, że tuż za podium. Jest to na pewno nadzieja na przyszłość. Wielkie gratulacje dla Stefana Huli, który pokazał, że trzeba się z nim liczyć i udowodnił, że potrafi skakać.

Reklama

- To chyba dobry prognostyk, że coś drgnęło.

- Jestem wielkim optymistą i z nadzieją patrzę do przodu, zwłaszcza w perspektywie olimpiady. Ale spokojnie, spokojnie.

- Jakie były nastroje na półmetku zawodów, kiedy byliście na medalowym miejscu.

- Bardzo się cieszyliśmy. Mówiliśmy sobie, że trzeba dać z siebie wszystko w drugim skoku i tak było. Każdy z nas leciał na miarę swoich możliwości. Nie doradzaliśmy jeden drugiemu, żeby nie stracić koncentracji.

- Apetyty rosną przed igrzyskami?

- Bardzo mnie cieszy, że sporty zimowe w Polsce tak poszły do przodu. To co pokazała w sobotę Justyna Kowalczyk, jak rozpracowała rywalki, to myślę, że one gdzieś w kącie płakały z żalu. Mam nadzieję, że tak jak ja pociągnąłem skoki narciarskie, tak Justyna pociągnie do przodu biegi.

- Czy sukces Justyny jakoś wam pomógł?

- To było coś wspaniałego. W takich chwilach czujemy się Polakami i chcemy reprezentować nasz kraj jak najlepiej. Sukces Justyny na pewno dodał nam skrzydeł.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL