Reklama

Reklama

Małysz: Mieli szczęście, ja nie

Adam Małysz zajmował odległe miejsca w indywidualnych konkursach o mistrzostwo świata. 22. i 12. pozycja to najsłabsze wyniki od 1999 roku. Skoczek z Wisły podchodzi do nich z dystansem.

- To fajnie, że mistrzem świata został Andi Kuettel. Jego przykład pokazuje, że warto być wytrwałym i cierpliwym. Zaczął sezon średnio, potem było lepiej, potem znów słabiej i nagle ma tytuł mistrza świata. Martin Schmitt ma dobry sezon i zasłużył na medal. Anders Jacobsen - miał przebłyski, często potrafił zaskoczyć dobrym skokiem w którejś serii i wiele razy się wydawało, że wygra jakiś konkurs - powiedział Małysz.

Reklama

- Oczywiście warunki nie były sprawiedliwe. Podobno nawet jest przepis, który mówi, że w wypadku mistrzostw świata muszą się odbyć dwie serie. Kto wie, czy Austriacy nie wniosą protestu. W końcu to dla nich wielka porażka - najlepszy z nich jest dopiero czwarty - zastanawiał się skoczek z Wisły.

- Ja też bardzo chciałem skoczyć w drugiej serii, ale z drugiej strony po warunkach widziałem, że będzie ciężko. Popatrzyłem na prędkość najazdową Roberta Kranjca i widać było, że śnieg zalega w torach. Nie było mowy, by kontynuować drugą serię za pierwszym razem. Śnieg padał wielkimi, lepkimi, mokrymi płatami i zupełnie zapychał tory. Ostatnia trójka nie miałaby szans - przekonywał Małysz.

Adam nie wiązał dużych nadziei ze swoimi skokami z serii kwalifikacyjnej: - W kwalifikacjach widać pomogły nam warunki. Ja tam po kwalifikacjach się nie napalałem. Hannu mi mówił, że moim skokom wciąż trochę brakuje, ale po dzisiejszych wynikach było widać, że zabrakło przede wszystkim szczęścia. Andreas, Martin i Anders je mieli.

Po dwóch konkursach indywidualnych przyszedł czas na pierwsze podsumowania: - Jest mi trudno ocenić jednoznacznie te mistrzostwa, na skoczni normalnej na pewno poniosłem porażkę, a na dużej dwunaste miejsce może nie jest zadowalające, ale skok już tak. Gdyby jeszcze szczęście dopisało... Nie załamuję się, robię swoje, ciężko pracuję i nie żałuję, że zdecydowałem się na współpracę z Hannu. Czekam cierpliwie na efekty. Nie od razu Kraków zbudowano!

Mistrz z Wisły ma nadzieję, że pogoda poprawi się na ostatni z libereckich konkursów. - Miejmy nadzieję, że jutro warunki będą OK. Dobrze by było, gdyby konkurs drużynowy, był rozgrywany w sprawiedliwych okolicznościach. Drużynówka to konkurs trochę luźniejszy pod względem psychicznym. Presja dzieli się na czterech zawodników. Mam nadzieję, że dzięki temu nastawieniu skoki będą tak dobre jak na treningach. Chciałbym, żeby nasza drużyna powtórzyła choćby sukces naszej sztafety biegaczek (szóste miejsce - przyp. red.). Dlatego jutro pójdę na skocznię zmobilizowany, w dobrym nastroju. Mam nadzieję, że warunki będą równe i pokażemy na co nas stać.

Dowiedz się więcej na temat: mięta | skoczek | konkurs | szczęście | Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje