Reklama

Reklama

Luzino - jedna z najbardziej usportowionych gmin w Polsce

Leżące w województwie pomorskim i liczące 14 tysięcy mieszkańców Luzino to jedna z najbardziej usportowionych gmin w Polsce. - Piłkę nożną, w dodatku za darmo, trenuje u nas więcej dzieci niż w Arce Gdynia - zapewnił wójt Jarosław Wejer.

Obecnie w różnych sekcjach Kaszubskiego Towarzystwa Sportowo-Kulturalnego Gminnego Ośrodka Sportu, Rekreacji i Turystyki w Luzinie trenuje około 700 osób, z tego 500 dzieci. W tym gronie jest 30 pensjonariuszy rodzinnych domów dziecka.

Reklama

"Największą popularnością wśród młodzieży cieszy się piłka nożna. W 13 grupach, z których 10 bierze udział w ligowych rozgrywkach, ćwiczy 350 młodych zawodników. To zdecydowanie więcej niż w najpopularniejszym klubie liczącej około 250 tysięcy mieszkańców Gdyni. W Arce trenuje bowiem niespełna 300 dzieci. Prowadzimy również świetlice socjoterapeutyczną i integracyjną dla dzieci niepełnosprawnych" - wyjaśnił prezes KTS-K GOSRiT Luzino Piotr Klecha.

Około 150 młodych sportowców uczęszcza ponadto na zajęcia sekcji kickboxingu, tenisa stołowego, siatkówki dziewcząt, lekkoatletycznej, biegów na orientację, ultimate frisbe oraz sztuk walki koluchstyl.

"Możemy też pochwalić się rozgrywkami Luzińskiej Ligi Sołeckiej, w których bierze udział 200 amatorów. Na 12 sołectw w piłkarskie szranki stanęło aż 10. Latem drużyny rywalizują na pełnowymiarowych trawiastych boiskach, natomiast zimą na hali" - stwierdził.

W Luzinie każdy amator sportu znajdzie dla siebie coś interesującego. W 2014 roku przeprowadzono tam 120 różnego rodzaju imprez, takich jak Kaszubska Paraolimpiada, Wakacyjna Liga Orlik, Luzińska Liga Halowa, cykl 13 Ogólnopolskich Turniejów Kaszub Cup, bieg uliczny "Kaszubska 15" i Gminne Igrzyska Młodzieży Szkolnej w 12 dyscyplinach. Każdego roku rozgrywanych jest także 190 ligowych meczów.

Drużyna seniorów KTS-K GOSRiT rywalizuje w czwartej, natomiast dziewczyn, chociaż grają w niej tylko gimnazjalistki, w drugiej lidze.

"Dla nas od wyczynu i wyniku ważniejsza jest powszechność. Oczywiście ilość może przejść w jakość, jednak najbardziej zależy nam, aby usportowić jak największą liczbę dzieci. Moim zdaniem przyszłość sportu jest na wsi, bo tutaj są największe rezerwy. Młodzież chce się ruszać, tylko trzeba stworzyć im odpowiednie warunki" - ocenił.

I w Luzinie starają się realizować ten postulat. W gminie niezwykle rozbudowana jest bowiem baza sportowa. Chlubą jest zbudowana w 2007 roku hala z siłownią i widownią na 500 widzów. Do tego dochodzą trzy pełnowymiarowe trawiaste boiska w Luzinie (w planie jest budowa placu ze sztuczną nawierzchnią), Orliki w Luzinie i Kębłowie, pięć hal szkolnych oraz osiem sołeckich boisk trawiastych.

Gmina przeszła w ostatnich latach niesamowitą metamorfozę. "Kiedy zacząłem tutaj działać w 2005 roku mieliśmy drużynę w klasie B i jedną grupę młodzieżową, sekcję lekkoatletyczną i biegów na orientacje. Trenowała u nas wtedy 50 dzieci i dysponowaliśmy jednym, nadającym się do zaorania, boiskiem" - przypomniał. Działacze z Luzina (wieś liczy siedem tysięcy mieszkańców) z dumą podkreślają, że w ich gminie wszystkie sekcje nie płacą za treningi i korzystanie z obiektów sportowych.

"Jesteśmy chyba jedyną taką gminą w Polsce. Tak duża liczba aktywnych sportowo mieszkańców ma też wymierny efekt, choćby poprzez zmniejszoną liczbę dewastacji. Przed powstaniem hali mieliśmy z tym duże problemy, a dzisiaj młodzi ludzie zamiast rozrabiać zostawiają swoją energię na boisku. Ponadto sport ma też wymiar integracyjny" - zauważył wójt Jarosław Wejer.

"W pobliskich miastach, Wejherowie i Lęborku, rodzice płacą miesięcznie za piłkarskie treningi swoich dzieci odpowiednio 150 i 120 złotych. Do tego muszą partycypować w innych kosztach, jak wyjazdy na obozy, dojazdy na mecze, zakup sprzętu. To sprawia, że w polskich klubach trenuje coraz mniej tzw. dzieci ulicy" - dodał Klecha.

Dyrektor GOSRiT zdaje sobie sprawę, że nawet niewielkie kwoty są dla biednych rodzin barierą nie do pokonania.

"Pochodzę z gdańskiej dzielnicy Oliwa i gdyby w latach 80. trzeba było płacić za treningi w Lechii, na pewno nie zostałbym piłkarzem, bo moich rodziców nie było na to stać. Nie byłem wielkim bramkarzem, ale około 20 meczów w obecnej pierwszej lidze rozegrałem. Gdyby nie szansa, którą wtedy miałem, niewykluczone, że dzisiaj, jak to czyni wielu moich kolegów z dzieciństwa, przesiadywałbym całymi dniami na naszym starym murku i raczył się tanim winkiem" - podsumował Piotr Klecha.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje