Reklama

Reklama

Łukasz Piszczek odwołał się od decyzji WD PZPN

Od piątku odwołanie Łukasza Piszczka - w sprawie kary nałożonej przez Wydział Dyscypliny PZPN za udział w kupieniu jednego meczu - znajduje się w siedzibie PZPN. Reprezentant Polski wcześniej zapowiadał, że podda się karze, ale zarazem nie chce się pogodzić, że nie mógłby występować w klubie.

Wcześniejsze oświadczenie Łukasza Piszczka możemy wyrzucić do kosza. Piłkarz ukarany został przez Wydział Dyscypliny PZPN sześciomiesięczną dyskwalifikacją - bez zawieszenia. Szef WD PZPN Artur Jędrych zapowiadał początkowo, że kara dotyczy tylko meczów międzypaństwowych. Później nagle zaczął głosić, że również rozgrywek klubowych.

Jędrych długo dostarczał pisemne uzasadnienie sprawy Piszczka, po czym zaczął się udzielać medialnie - także w Niemczech. Jedna z osób, która zna treść uzasadnienia, mówi: "Zawiera błędy merytoryczne. Według Jędrycha zawodnik Zagłębia Lubin nie grał w kupionym meczu z Cracovią, ponieważ pojechał na mecz reprezentacji młodzieżowej. Tymczasem Piszczek nie wystąpił w ostatnim meczu sezonu 2005/2006, ponieważ pauzował za kartki". Jędrych w dodatku publicznie podnosi fakt, że kara dla Piszczka jest tak dotkliwa, ponieważ jest reprezentantem Polski.

Reklama

Z kolei Antoniemu Bugajskiemu Jędrych powiedział, że jest cezura - 2005 rok. Z jakiej racji akurat 2005 rok, skoro wielu handlowało meczami wcześniej, a sporo również później?! Czy cezurą nie powinien być 2003 rok, kiedy przepis o korupcji w sporcie znalazł się w kodeksie karnym? Czy cezurą nie powinno być aresztowanie Ryszarda F., pseudonim "Fryzjer" - w czerwcu 2006 roku? Już po meczu Zagłębie - Cracovia. Nota bene statut FIFA - Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej, głosi, że korupcja nigdy nie ulega przedawnieniu.

Inną ciekawą kwestię podnosi prezes PZPN Grzegorz Lato. Wczoraj publicznie powiedział: "Niczego nie mogę dyktować Wydziałowi Dyscypliny, ale kiedy patrzę na przykład Piszczka, to zastanawiam się, co zrobić z dziesiątkami zawodników, którzy zgłosili się do prokuratury we Wrocławiu i dalej w najlepsze grają w piłkę. I będą to mogli robić bez najmniejszych przeszkód aż do rozpoczęcia procesów. Dopiero wówczas poznamy ich nazwiska i będziemy mogli ich ścigać dyscyplinarnie. Zresztą to śledztwo ciągnie się już nadzwyczaj długo. Minister sprawiedliwości obiecał, że zakończy się jesienią 2010 roku, a mamy już 2011 rok". Inna rzecz, że korupcja była systemowa, a zachowania wielu ludzi w polskiej piłce dalej pozostają naganne.

Wróćmy do sprawy Piszczka. Członek zarządu PZPN, mecenas Jacek Masiota podnosi kwestię odpowiedzialności zawodnika, mówiąc: "Szef Wydziału Dyscypliny w wywiadzie dla Spiegel Online mówi, że piłkarz poniósł tak dotkliwą karę, ponieważ jest reprezentantem Polski. Jednak ta linia orzekania jest niekonsekwentna, by nie powiedzieć, że błędna. Nie może być innych kar dla reprezentantów Polski, byłych reprezentantów, czy też zawodników, którzy w reprezentacji nigdy nie zagrali, a dopuścili się czynów nagannych. To nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia prawnego. To czyn powinien decydować o orzeczeniu. Po drugie w rozmowach prywatnych członkowie Wydziału Dyscypliny mówili, że kara dla Piszczka jest zbyt surowa, a tymczasem teraz pan Jędrych publicznie mówi o czymś zupełnie innym".

Odwołanie Piszczka zostanie rozpatrzone przez Związkowy Trybunał Piłkarski już w połowie września. Franciszek Smuda zapowiada: "Powitam go w reprezentacji z otwartymi rękami. Liczę, że będzie filarem w finałach EURO 2012". Z dobrego źródła słyszałem, że Piszczka do złożenia odwołania namówiła Borussia Dortmund, która nie chciał zdać się na ewentualną interwencję rzecznika prawa związkowego. Dortmund niedawno podpisał z Polakiem nowy, pięcioletni kontrakt. Menedżer Michael Zorc i trener Juergen Klopp nie wyobrażali sobie, żeby Piszczek nie grał w Bundeslidze oraz Champions League przez pół roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje