Reklama

Reklama

Lozano można pochwalić...

"Jestem przekonany o tym, że reklamówka siatkówki powinna zostać nakręcona w Polsce. Moim zdaniem Liga Światowa zawdzięcza Polsce najwięcej" - słowa trenera Raula Lozano najlepiej oddają atmosferę wokół reprezentacji "biało-czerwonych", po dwóch zwycięskich spotkaniach z Argentyną.

"Jestem pod ogromnym wrażeniem. Publiczność, która cały czas świętowała i nas dopingowała bez względu na to jak grał nasz zespół. To coś spektakularnego i fantastycznego. Muszę powiedzieć, że przeżyłem coś niesamowitego. Wydaję mi się, że takiej publiczności, która w taki sposób dopinguje swój zespół nie ma nawet w Brazylii" - chwalił polskich kibiców Argentyńczyk.

Fani wprost uwielbiają siatkarzy. Ustawiają się w długich kolejkach po autografy swoich ulubieńców. Kibice nie zapominają też o twórcach największych (jak do tej pory sukcesów polskiej siatkówki). Mistrz olimpijski i mistrz świata Ryszard Bosek rozdał mnóstwo autografów i chętnie pozował do zdjęć z kibicami. "Najważniejsze, żeby nasi następcy byli popularni. Oczywiście to jest przyjemne, jak kibice pamiętają, zarówno ta starsza generacja, jak i ta młodsza - wyznał Ryszard Bosek.

Reklama

Dwie wygrane z rodakami selekcjonera na inaugurację rozgrywek Ligi Światowej pokazują, że pochwały należą się nie tylko fanom zgromadzonym w hali Łuczniczka, ale również samemu Lozano. Siatkarzy, z przekory, nie będziemy na razie zbytnio chwalić... Zrobimy to dopiero po ... finałowym meczu w Pekinie:)

Mały wzrostem, ale z charyzmą godną Napoleona Bonaparte, Argentyńczyk już na wstępie przygody z reprezentacją "biało-czerwonych" pokazał, że nie boi się podejmować śmiałych decyzji. Stałego miejsca w podstawowym składzie nie mogą być pewni nawet Ci najlepsi.

W pierwszej konfrontacji z Argentyną nie wahał się posadzić na ławce Mariusza Wlazłego, który po świetnym początku, w drugiej fazie meczu, zepsuł kilka prostych piłek. Efekt - Polacy po stracie seta "dokończyli" rywali i wygrali mecz 3:1. Lozano trudniejszy orzech do zgryzienia miał w sobotę. "Biało-czerwoni" łatwo oddali pierwszego seta i w drugim przegrywali już 7:11. Nie funkcjonował blok, toteż Argentyńczyk zaryzykował i zdjął Arkadiusza Gołasia, a na miejsce zawodnika włoskiej Serie A wprowadził wyższego Wojciecha Grzyba. Efekt - Polacy szybko złapali rytm, doprowadzili do stanu 12:12 i pewnie wygrali partię, a następnie całe spotkanie.

Konsekwencją i zdecydowaniem Argentyńczyk imponuje także podczas konferencji prasowych. Nie zastanawia się długo nad trudnymi pytaniami, czego dowodem była odpowiedź na sugerowany przez niektóre media konflikt między nim, a rozgrywającym Pamapolu Częstochowa, Pawłem Woickim.

"Nie było żadnego konfliktu. Dlaczego nie pytacie mnie także o Jurkiewicza, Milczarka, Gromadowskiego? Pierwsza rzecz to taka, że może grać 12 zawodników. Poza Pawłem Woickim do domu pojechali Robert Milczarek i Marcel Gromadowski, a Jurkiewicz został z nami tylko dlatego, że wraca z nami do Spały. Ta wymieniona trójka tzn. Woicki, Gromadowski i Milczarek rozpoczną przygotowania z kadrą B. Nie chcę mieć teraz 18-20 zawodników na treningach. Lepiej, żeby Ci co mają małe szanse na grę przygotowywali się z kadrą B. A tak poza tym za kogo niby mógłby grać Woicki? Za Zagumnego? Stelmacha? Stawiam na tych najlepszych i uważam, że w tym momencie Zagumny i Stelmach prezentują lepszą formę od Woickiego" - stanowczo wyjaśnił Lozano.

Argentyńczyk pokazał wszystkim, że nie jest żadnym tyranem, czy despotą, a profesjonalistą z prawdziwego zdarzenia, z którym nasi zdolni przecież siatkarze od dawna potrzebowali. O tym, że jest wrażliwym człowiekiem (a takiej cechy próżno szukać u tyrana i despoty) przekonał zapytany o odczucia w trakcie odtwarzania hymnów Argentyny i Polski.

To był dla mnie najtrudniejszy moment tego meczu. Usłyszeć hymn argentyński wiedząc, że gram przeciwko swojemu krajowi. Z drugiej strony chciałem bardzo wygrać ten mecz. Tak naprawdę czułem się trochę dziwnie, tak jakbym szedł na ukrzyżowanie. Chciałbym w przyszłości doświadczyć jak najmniej takich momentów" - podkreślił Lozano.

Jego pierwsze efekty pracy nastrajają więc optymistycznie, tym bardziej, że w dwumeczu z Argentyną "biało-czerwoni" musieli sobie radzić bez swoich dwóch "asów". Trudny zmagań włoskiej Serie A dały się mocno we znaki Sebastianowi Świderskiemu, który tego weekendu odpoczywał, ale na spotkania z Grecją zgłosił już pełną bojowość. Nie wiadomo natomiast czy w Łodzi wystąpi Dawid Murek. Gwiazdor Panathinaikosu Ateny przechodzi bowiem rehabilitację mięśni brzucha. Chociaż dwie porażki Serbów z Grekami muszą budzić respekt, to jednak o kolejne dwa zwycięstwa w Lidze Światowej powinniśmy być spokojni. Nasz Napoleon z Argentyny:) na pewno coś wymyśli...

Rafał Dybiński, Robert Kopeć; Bydgoszcz

Zobacz galerię Ligi Światowej w Bydgoszczy oraz Nasz Specjalny Serwis - LIGA ŚWIATOWA 2005

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL