Reklama

Reklama

Lodowe pułapki na alpejskich stokach

Po "widowiskowym" upadku Amerykanki Lindsey Vonn na trasie slalomu giganta w Lienz (Austria) w środowisku narciarstwa alpejskiego na nowo rozgorzała dyskusja o utwardzanych wodą trasach i bezpieczeństwie na takich zlodzonych stokach.

Po ostrym skręcie na bramce, Vonn straciła kontrolę nad swymi nartami i wyleciała w powietrze z nartami nad głową. Upadek był ciężki, ale na szczęście nie doszło do żadnego złamania. Jedynie lewą rękę trzeba było unieruchomić w temblaku...

Amerykanka stała się kolejną ofiarą lodowych "pułapek" na alpejskich trasach. Głos na temat polewanych wodą tras zabrał mąż narciarki, były reprezentant USA, Thomas Vonn. "Przy bramce był czysty lód, a w innych miejscach trzymający narty śnieg. To według mnie najbardziej niebezpieczne warunki startu, jakie mogą napotkać narciarze. To, co Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) robi obecnie w Pucharze Świata, można porównać do rozlania oleju co kilkaset metrów na suchym torze Formuły 1 - powiedział Vonn.

Reklama

"Zastrzyki" wody, stosowane do utwardzania tras stosowano dotąd tylko w zawodach mężczyzn. Ostatnio stosuje się to na trasach dla kobiet. W listopadzie 2009 r., w Aspen (st. Colorado), na lodowej trasie slalomu specjalnego do mety dojechały tylko 24 zawodniczki. W Lienz, poza Vonn, upadek miała także jej główna konkurentka, Niemka Maria Riesch, a mistrzyni olimpijska w slalomie gigancie z Turynu Amerykanka Julia Mancuso, straciła sporo czasu, uderzając w bramkę.

Również mężczyźni są ofiarami lodzonych fragmentów tras. Mistrz świata w zjeździe John Kucera i zwycięzca klasyfikacji slalomu specjalnego w PŚ Jean Baptiste Grange też nie są pewni startu w igrzyskach. A zawdzięczają to lodowym pułapkom zastawianym przez organizatorów prestiżowych imprez alpejskich.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL