Reklama

Reklama

ŁKS idzie na wojnę

Działacze ŁKS Łódź na piątkowej konferencji prasowej poinformowali, że wszelkimi dostępnymi sposobami będą walczyli o przyznanie licencji na grę w piłkarskiej ekstraklasie w sezonie 2009/2010. W piątek złożyli skargi do ministra sportu i turystyki, sądu administracyjnego i zarządu PZPN.

- Poinformowaliśmy zarząd związku, że wbrew jego decyzji komisja odwoławcza nie rozpatrzyła ponownie naszego wniosku licencyjnego. Zarząd ma prawo skontrolować działalność komisji i liczymy na to, że zrobi to jak najszybciej. W Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie złożyliśmy odwołanie od decyzji komisji. Zaskarżyliśmy też decyzję u ministra sportu i turystyki, który ma prawo ją zmienić. W poniedziałek złożymy w siedzibie MKOl w Lozannie skargę na działalność komisji odwoławczej ds. licencji - poinformował doradca prezesa ŁKS Dariusz Cychol.

Reklama

Działacze i piłkarze ŁKS poinformowali dziennikarzy, że wbrew ubiegłotygodniowej decyzji zarządu PZPN komisja odwoławcza nie zajęła się ponownie wnioskiem licencyjnym łódzkiego klubu, a jej czwartkowe posiedzenie było "przedstawieniem medialnym", po którym przewodniczący Zbigniew Lewicki wygłosił "nieprawdziwe oświadczenie".

- Pan Lewicki stwierdził, że komisja po raz kolejny odrzuciła wniosek licencyjny ŁKS, co było nieprawdą. Komisja w czwartek nie zajęła się bowiem naszym wnioskiem, tylko odczytała nam uzasadnienie do swojej decyzji z 28 maja. Postawiła się więc ponad zarządem PZPN, który zdecydował, że wniosek ma być jeszcze raz rozpatrzony. W czwartek komisja nie tylko nie zapoznała się z wnioskiem, lecz nie pozwoliła nawet wejść na salę naszemu prawnikowi - powiedział dziennikarzom współwłaściciel ŁKS Grzegorz Klejman.

Podkreślił, że decyzja dotycząca odmowy przyznania licencji ŁKS nie ma nic wspólnego z aktualną sytuacją finansową ŁKS. - Kilka innych klubów ma znacznie większe problemy od nas. Odra Wodzisław ma do uregulowania 1 milion zł za transfer Mariusza Nosala, w Polonii Bytom od czterech miesięcy nie płaci się zawodnikom, współwłaściciel Ruchu Chorzów publicznie mówi, że nie jest w stanie finansować klubu. Mimo to wszyscy dostają licencje, a my nie, choć w tej chwili mamy uregulowane praktycznie wszystkie sprawy finansowe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kilku panów z komisji odwoławczej postanowiło naszym kosztem uratować Cracovię i Arkę - wyjaśnił Klejman.

W ŁKS nikt nie kryje oburzenia postępowaniem działaczy Cracovii i Arki, którzy w liście otwartym do zarządu PZPN i komisji odwoławczej domagali się nie przyznania ŁKS licencji i degradacji łódzkiego klubu z ekstraklasy. Dzięki takiej decyzji Arka nie musiałaby grać barażu o utrzymanie w ekstraklasie, a dodatkową szansę na uratowanie przed spadkiem dostałaby Cracovia.

- Przy zielonym stoliku działacze tych klubów chcą naprawić to, co wcześniej zepsuli. Nikt im nie bronił zbudowania zespołu, który utrzymałby się w lidze - powiedział menedżer ŁKS Tomasz Kłos.

Podczas konferencji działacze ŁKS powiedzieli, że wokół ich wniosku licencyjnego "było wiele dziwnych rzeczy".

- Wniosek złożyliśmy w marcu i był on od razu sprawdzony przez pracowników PZPN. Nie było wówczas żadnych zastrzeżeń. Gdy komisja licencyjna odmówiła nam przyznania licencji jako główny powód wskazała problemy ze stadionem. Całe uzasadnienie odmowy to były trzy zdania. Dwa dotyczyły stadionu, jedno konieczności uzupełnienia danych dotyczących prognozy finansowej. To było wszystko, co dostaliśmy - powiedział Gałuszka.

Dodał, że przed posiedzeniem komisji licencyjnej dokumenty zostały uzupełnione. Jego zdaniem klub dostarczył umowę na korzystanie ze stadionu PGE GKS Bełchatów oraz umowę z browarem Fuhrmann, który rozpoczął produkcję napoju energetycznego dla ŁKS.

- Wcześniej ten browar taki napój produkował już dla Zawiszy Bydgoszcz. Z wyników sprzedaży wynikało, że Zawisza miesięcznie otrzymuje z tego tytułu 60-70 tys. zł. W związku z tym, że w najbliższych tygodniach zamierzamy wspólnie z browarem Fuhrmann wprowadzić do sprzedaży również piwo i wodę mineralną ŁKS, to w prognozie finansowej podaliśmy, że w ciągu roku z tytułu sprzedaży tych trzech produktów spodziewamy się wpływu w granicach 1 mln. zł. Dodatkowo współudziałowcy spółki podjęli uchwałę o podniesieniu jej kapitału o kwotę, która pokryje deficyt za ubiegły rok. Komisja odrzuciła jednak te dokumenty - powiedział Gałuszka.

Prezes zaprzeczył informacjom, że do wniosku licencyjnego klub dołączył umowy, które wygasły w ub. roku.

- To nieprawda. Część umów kończy się w czerwcu i negocjujemy ich przedłużenie. To nie powinno mieć jednak żadnego znaczenia, gdyż mieliśmy przedstawić prognozę finansową, a nie bilans na następny sezon - podkreślił Gałuszka.

W ŁKS wszyscy nadal wierzą jednak, że ostatecznie klub licencję otrzyma. - Spełniamy wszystkie warunki licencyjne, a dotychczasowe decyzje komisji odwoławczej są dla nas krzywdzące i naruszają prawo. Komisja wykazuje przy tym złą wolę. Nawet sądy, które skazują ludzi wyrażają zgodę na przywrócenie terminów rozpraw. Komisja pod przewodnictwem pana Lewickiego lekceważy natomiast nawet decyzje zarządu PZPN, realizując własny, dawno przygotowany plan. Nie ma to jednak nic wspólnego z przestrzeganiem prawa i sprawiedliwością - powiedział Klejman.

Dodał, że jeżeli decyzja o nie przyznaniu ŁKS licencji na grę w ekstraklasie zostanie utrzymana, to będzie znaczyło, "że do PZPN normalność długo jeszcze nie zawita".

- To jakieś kuriozum. Jagiellonia Białystok za czyny korupcyjne, czyli za sprawy kryminalne zostaje ukarana punktami ujemnymi i nadal może grać w ekstraklasie. ŁKS, który na boisku w czystej rywalizacji sportowej wywalczył siódme miejsce ma być nie tylko zdegradowany, ale dodatkowo dostaje prawie 2 mln zł kary finansowej, bo tyle straci po przesunięciu w tabeli na ostatnie miejsce. Każda z tych kar jest dużo dotkliwsza niż ta nałożona na Jagiellonię, choć nasze przewinienie jest nieporównywalnie mniejsze. To nie jest normalna sytuacja - wyjaśnił Klejman.

Sprawa licencji wywołuje również ogromne wzburzenie wśród zawodników klubu. Tomasz Hajto na konferencji podkreślił, że utrzymanie decyzji komisji odwoławczej oznaczać będzie "koniec klubu, który zakładał polską ligę".

- W sportowej spółce ŁKS pracuje blisko 100 osób. To nie tylko zawodnicy i trenerzy pierwszego zespołu i Młodej Ekstraklasy. Jeżeli klub nie otrzyma licencji, to większość z nich straci pracę. Czy pięć osób zasiadających w komisji odwoławczej ma prawo zdecydować o tym, że sto innych osób straci pracę? Tym bardziej, że klub wychodzi na prostą. Byłem tu półtora roku temu i mogę powiedzieć, że teraz sytuacja finansowa jest znacznie lepsza i ŁKS ma szansę na lepszą przyszłość. Wygląda jednak na to, że komuś bardzo zależy na tym, by ten klub zniszczyć - powiedział były reprezentant Polski.

Podczas konferencji przekazano dziennikarzom list otwarty, jaki do prezesa i zarządu PZPN wystosowało Stowarzyszenie Kibiców ŁKS. Sympatycy klubu napisali w nim m.in., że przewodniczący komisji odwoławczej Zbigniew Lewicki był w przeszłości piłkarzem Cracovii, więc nie powinien brać udziału w podejmowaniu decyzji, na której skorzystać może krakowski klub.

W piątkowej konferencji nie uczestniczył przewodniczący rady nadzorczej ŁKS Daniel Goszczyński, którego żona jest właścicielką 49,5 procent akcji piłkarskiej spółki ŁKS. Goszczyński był w klubie przed południem, jednak nie chciał się spotkać z dziennikarzami.

Czytaj też

Kibice ŁKS-u walczą o klub

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL